Chcę być szczery, prawdomówny i uczciwy ....
Ale mi nie wychodzi!
Jestem permanentnym kłamcą. Okłamuję wszystkich łącznie ze sobą!
Zarówno w sprawach fundamentalnych - jak uczciwość i wierność małżeńska, jak i zupełnie banalnych i nieistotnych - które są tak mało ważne, że kłamstwo nie ma tu żadnego sensu.
Dlaczego?
Ano pewnie dlatego, że moje niskie poczucie wartości legło by w gruzach, gdyby nagle okazało się, że moje pomysły, decyzje, czy nie daj boże czyny - nie są akceptowalne przez otoczenie!
Nie jestem uczciwy żony - można by powiedzieć - normalne, bo jaki facet nie ma nic do ukrycia?
Któż by się obejrzał za młodą dziewczyną w kusej spódniczce w piękny letni dzień ... i po co tu żonie psuć humor takimi wiadomościami ;))
Ale w zasadzie - to dlaczego niby nie? Dlaczego nie stanąć ponad stereotypy, spojrzeć na to, że ani ja, ani ona już najmłodsi nie jesteśmy i zaakceptować to wreszcie! Zaakceptować zarówno własną seksualność (która każe mi oglądać się za młodszymi), jak i już nie pierwszej ponętności partnerkę - bo przecież zmieniać jej nie będę!
Nie jestem szczery wobec terapeuty - nie mówię mu wszystkiego, dokładnie tak jak żonie!
Boję się, że oceni mnie gorzej niż obecnie! Tylko co by to właściwie zmieniło? Zasadniczo to pewnie nic, bo przecież co mu do mojej moralności?! Ale i tak chowam to wszystko w sobie!
Nawet tu na tym blogu - nie jestem szczery ze sobą i z Tobą drogi czytelniku!
Obawiam się że może ktoś to przeczyta i źle mnie oceni! Ale skoro tak - to po jaką cholerę w ogóle piszę publicznie?
Może moja chęć bycia szczerym domaga się zdemaskowania, obnażenia moich wszystkich złych uczynków .... Tylko po co przy tym ranić innych?
Ale czy można naprawić złe uczynki - nie stając w prawdzie i nie przyjmując zasłużone kary?
Chwilami czuję się jak Raskolnikow ...
Dziwne to wszystko... Z jednej strony boję się pokazać prawdziwe oblicze, z drugiej gdzieś podświadomie dążę do samozagłady. Chcę stanąć w prawdzie i jednocześnie ukryć się z tą moją prawdą gdzieś głęboko. Nie poproszę nikogo o pomoc - bo przecież nikt mnie nie zna. A jak ma poznać - skoro nikomu się nie daję poznać, bo wszystkich dookoła okłamuję!
Żenujące, przykre i smutne to!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą emocje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą emocje. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 10 marca 2015
czwartek, 22 stycznia 2015
A właśnie że nie!
Nie mam zamiaru roztkliwiać się, zastanawiać, rozważać itp.
"Zdrowa jednostka nie zastanawia się, tylko działa" - jak mawiał klasyk!
(Seksmisja)
To ja podejmuję decyzje o tym jak chcę przeżyć ten dzień!
Nie ma przeszłości, nie ma przyszłości - jest tylko i wyłącznie TU i TERAZ!
Nie ma kłopotów, nie ma strachu, nie ma lęku.
Jest reagowanie na bieżące sytuacje i podejmowanie kolejnych decyzji!
Nie ma Boga, życia po, życia przed, czy innego życia w alternatywnych rzeczywistościach!
Jestem ja, jest to co mnie w danej chwili otacza, są moi bliscy, ludzie z którymi wiążą mnie rożne relacje.
Są moje uczucia! Jedne wywołane moimi myślami, inne pochodzące z serca.
Bezwarunkowość, niekontrolowalność, nieuchronność, niemiłość i nie-niemiłość!
Wszystko wolne, nieskrępowane wstydem i żalem za minione, oraz lękiem o być może nadeszłe!
"Zdrowa jednostka nie zastanawia się, tylko działa" - jak mawiał klasyk!
(Seksmisja)
To ja podejmuję decyzje o tym jak chcę przeżyć ten dzień!
Nie ma przeszłości, nie ma przyszłości - jest tylko i wyłącznie TU i TERAZ!
Nie ma kłopotów, nie ma strachu, nie ma lęku.
Jest reagowanie na bieżące sytuacje i podejmowanie kolejnych decyzji!
Nie ma Boga, życia po, życia przed, czy innego życia w alternatywnych rzeczywistościach!
Jestem ja, jest to co mnie w danej chwili otacza, są moi bliscy, ludzie z którymi wiążą mnie rożne relacje.
Są moje uczucia! Jedne wywołane moimi myślami, inne pochodzące z serca.
Bezwarunkowość, niekontrolowalność, nieuchronność, niemiłość i nie-niemiłość!
Wszystko wolne, nieskrępowane wstydem i żalem za minione, oraz lękiem o być może nadeszłe!
Życie!
niedziela, 18 stycznia 2015
Dzienniczek wdzięczności
Dzienniczek wdzięczności...
Moja praca domowa - napisać każdego dnia po 10 rzeczy za które jestem wdzięczny.
Kurcze ...
Jestem w takim nastroju że nawet jednego dnia nie usiadłem do tej pracy. Nie dlatego, że nie mam czasu, czy że nie mam za co dziękować. Chyba dlatego, że nie mam komu dziękować.
W tej materii czuję tak ogromną pustkę, że nawet nie wiem jak by się zabrać do dziękowania za cokolwiek.
Codziennie zdarza mi się coś co jest miłe, przyjemne, dobre.
Mam cudowne dzieciaki, dobrą choć niedocenianą przeze mnie żonę, stabilną pracę, wymarzony motocykl, i na tyle zdrowia by się cieszyć życiem, osiągać sukcesy i być szczęśliwym człowiekiem. Czemu więc nie jestem? Czemu ciągle kombinuję. Czemu zamiast cieszyć się z tego co mam - rozpamiętuję to czego nie mam i mieć nie będę!
Z jednej strony nie wiem czego naprawdę chcę, z drugiej nawet jak wiem to i tak nic nie robię w tym kierunku. Jestem rozdarty między niewiedzą a brakiem działania. Między ucieczką od odpowiedzialności, a chęcią bycia tu i teraz. Między bezpieczeństwem a przeżywaniem.
Jak zwykle to jest mało konkretne i właściwie niewiele z tego wynika. Ale tak właśnie opisałbym to co się ze mną dzieje.
Jestem pewien dwóch rzeczy: że jest to stan przejściowy, i że nie podoba mi się to co się ze mną dzieje.
Moja praca domowa - napisać każdego dnia po 10 rzeczy za które jestem wdzięczny.
Kurcze ...
Jestem w takim nastroju że nawet jednego dnia nie usiadłem do tej pracy. Nie dlatego, że nie mam czasu, czy że nie mam za co dziękować. Chyba dlatego, że nie mam komu dziękować.
W tej materii czuję tak ogromną pustkę, że nawet nie wiem jak by się zabrać do dziękowania za cokolwiek.
Codziennie zdarza mi się coś co jest miłe, przyjemne, dobre.
Mam cudowne dzieciaki, dobrą choć niedocenianą przeze mnie żonę, stabilną pracę, wymarzony motocykl, i na tyle zdrowia by się cieszyć życiem, osiągać sukcesy i być szczęśliwym człowiekiem. Czemu więc nie jestem? Czemu ciągle kombinuję. Czemu zamiast cieszyć się z tego co mam - rozpamiętuję to czego nie mam i mieć nie będę!
Z jednej strony nie wiem czego naprawdę chcę, z drugiej nawet jak wiem to i tak nic nie robię w tym kierunku. Jestem rozdarty między niewiedzą a brakiem działania. Między ucieczką od odpowiedzialności, a chęcią bycia tu i teraz. Między bezpieczeństwem a przeżywaniem.
Jak zwykle to jest mało konkretne i właściwie niewiele z tego wynika. Ale tak właśnie opisałbym to co się ze mną dzieje.
Jestem pewien dwóch rzeczy: że jest to stan przejściowy, i że nie podoba mi się to co się ze mną dzieje.
czwartek, 8 stycznia 2015
po przerwie ...
Witam serdecznie ponownie!
Długo mnie nie było - prawda?
Różne koleje losu targały mną po różnych zakątkach kraju.
Było wzruszająco, pięknie, niebezpiecznie ... więc będzie o czym opowiadać.
Sporo filmów obejrzałem - będą wiec kolejne recenzje.
Odwiedziłem kilka ciekawych miejsc - będą więc również fotorelacje z wypraw i wycieczek.
No i .... kupiłem wymarzony motocykl Harley-Davidson.
O tym i o wszystkich innych rzeczach wam już wkrótce opowiem
Pozdrawiam gorąco w Nowym Roku i życzę wszystkim, aby poczuli i zrozumieli swoje miejsce na ziemi!
Długo mnie nie było - prawda?
Różne koleje losu targały mną po różnych zakątkach kraju.
Było wzruszająco, pięknie, niebezpiecznie ... więc będzie o czym opowiadać.
Sporo filmów obejrzałem - będą wiec kolejne recenzje.
Odwiedziłem kilka ciekawych miejsc - będą więc również fotorelacje z wypraw i wycieczek.
No i .... kupiłem wymarzony motocykl Harley-Davidson.
O tym i o wszystkich innych rzeczach wam już wkrótce opowiem
Pozdrawiam gorąco w Nowym Roku i życzę wszystkim, aby poczuli i zrozumieli swoje miejsce na ziemi!
czwartek, 10 kwietnia 2014
Dieta - podstawa filozoficzna
Tytuł górnolotny, a sprawa jest banalnie prosta!
Chciałbym zachęcić was do nieco innego spojrzenia na sprawę diet, ćwiczeń i generalnie wszelkich aktywności które mają przynieść nam jakiś pozytywny skutek.
Otóż moja filozofia jest następująca:
Nie chcę zmiany dlatego, że NIE LUBIĘ SIEBIE,
ale właśnie dlatego że LUBIĘ SIEBIE!!!
Jest to kluczowa zmiana w myśleniu o sobie, która daje nam dostęp do źródła ogromnej energii, wręcz niewyczerpanego źródła motywacji.
Jak to działa?
Działa dość prosto - jeśli nie lubisz siebie, to nie masz dla siebie wystarczająco dużo szacunku i miłości by zrobić coś, co nieraz POZORNIE wymaga ogromnych poświęceń.
Bo czy zrobisz coś takiego dla osoby której nie lubisz? NIE! Bo niby dlaczego?
Natomiast jeśli naprawdę polubisz siebie (użyłbym nawet śmiało określenia "pokochasz siebie", choć niektórym może to trącać narcyzmem, ale nie ma w tym nic złego, wierzcie mi)
wtedy jesteś gotów podjąć "dobrą walkę" jak pisał Paulo Coelho w "Pielgrzymie".
Jesteś gotów, drogi czytelniku, aby zrobić dla osoby którą kochasz wszystko co niezbędne, aby żyło jej się lepiej! Czy nie jest to naturalnym i jakże pozytywnym odruchem każdego z nas, aby uszczęśliwić osobę którą kochamy?
Dlaczego więc nie zastosować tego samego mechanizmu w stosunku do samego siebie?!
Co to daje?
Daje to wiarę, nadzieję i moc każdego dnia.
Kiedy tylko dopada Cię np. głód - wiesz, że naprawdę dobre dla Ciebie nie jest nażarcie się i uśmierzenie tego głodu. Bo wiesz, że osoba którą kochasz - TY SAM, bedziesz mieć z tego powodu straty (otyłość, choroby, złe samopoczucie, wyrzuty sumienia itp.).
Więc robisz to co należy - jabłuszko, pół litra wody mineralnej i .... za moment już nie cierpisz! Głód mija!
I tu kolejna ważna, BARDZO WAŻNA, sprawa!
GŁÓD MIJA!
Nie jest to permanentne uczucie, z którym czeka nas walka do śmierci! NIE!
Jest to stan chwilowy, przejściowy i całkiem naturalny!
Nasz oganizm daje nam INFORMACJĘ, że brakuje mu czegoś co do tej pory dostawał.
Co nie znaczy, że od razu musi to dostać! Głód nie zabija, nie boli, nie jest czymś nie do wytrzymania!
Jest to zwykła informacja!!! Która przyjmujemy do wiadomości i w pełni świadomie podejmujemy decyzję o tym, aby podjąć działania w tym zakresie!
Jakie to działania - to zależy od nas. Możemy się nażreć, albo delikatnie coś przekąsić zdrowego, albo napiś się tylko wody, albo np. zdecydować, że zjem dopiero za godzinę.
Takie przedłużanie odstępów między kolejnymi posiłkami - jest oczywiście tylko doraźne i należy stosować tylko w tych chwilach, gdy głód zauważamy między posiłkami, bo żelazną zasadą jest oczywiście możliwie stała pora posiłków.
To jest jedna z trudniejszych sztuk do opanowania - pogodzenie się z faktem, że głód występuje, jest naturalny, jest tylko informacją i NA PEWNO MINIE!
Jeszcze jeden fakt który ułatwia takie działania - głód z każdym dniem będzie słabszy!
Będzie występował rzadziej i będzie mniej nasilony.
Z czasem jeśli zadbacie o prawidłowe pory i skład posiłków - przestanie występować!
A to wszystko dlatego, że nasz organizm przyzwyczai się do prawidłowego odżywiania, do regularnych ćwiczeń, do WSZYSTKIEGO możemy się przyzwyczaić, zaadoptować, zmienić się!
Życzę wam powodzenia w LUBIENIU SIEBIE!
c.d.n.
poniedziałek, 17 czerwca 2013
Kolejny kontakt z tym zadziwiającym uczuciem
Hej!
Wczoraj znów nieco popłynąłem z uczuciami. Ale tym razem to nie zalało mnie jak niespodziewana ogromna fala której nie jestem w stanie się przeciwstawić. Tym razem zrobiłem tak jak powinienem, dałem się tej fali unieść i będąc na górze, na szczycie tej fali mogłem przyjrzeć się wszystkiemu z tej perspektywy.
Może za dużo powiedziałem, może niepotrzebnie... Nie chodzi tu o to że moje słowa nie były szczere, czy nieprzemyślane (choć na fali uczuć - pewnie nie były), ale o to, że nie wziąłem pod uwagę konsekwencji, nie zastanowiłem się jak może to wpłynąć na dalszy rozwój tej relacji.
Ale z drugiej strony - to był mój obraz tego co czuję, więc postanowiłem wreszcie o tym powiedzieć. Przecież nie skrzywdzę nikogo mówiąc mu o swoich uczuciach, bo przecież druga osoba ma pełne prawo po prostu przejść nad tym do porządku dziennego, bez pochylania się nad tym. I to jest chyba sedno! Mówić otwarcie o tym co się czuje!
Jest to kolejne bolesne doświadczenie, kiedy to błędy przeszłości dają o sobie znać. Kiedy po raz kolejny doświadczam paskudnego uczucia - świadomości że zawaliłem swoje życie już dawno temu i że cała reszta, to jedynie konsekwencje tamtych błędów. W sumie, to nie jest to nic nowego, nic nowego się nie dowiedziałem wczoraj, wszystko to było w mojej świadomości, jednak nie potrafiłem się temu przyjrzeć, gdy zalewała mnie właśnie ta ogromna fala emocji. Wczoraj dałem sobie przyzwolenie na to, by dotrzeć do własnych uczuć, by spojrzeć na siebie i przyznać się, że przez tyle lat nie robiłem nic innego, jak tylko uciekałem od tego jednego - od miłości.
Przykre jest to, że uciekłem tak daleko od niej, że teraz muszę nauczyć się na nowo kochać.
Ech... Ciężko mi o tym pisać, i ciężko mi w ogóle na sercu z ta świadomością, ale tak już jest. Przeszłości nie zmienię, nie naprawię tego co wtedy zrobiłem, a raczej czego nie zrobiłem. Mogę jednak wyciągnąć z tego naukę, i nie popełnić takich błędów w przyszłości! Czy mi się to uda? Czy będę w stanie uniknąć takich błędów? ... nie wiem! Będę się starał.
Kiedyś ... (ktoś kiedyś pisał o kiedysiach;))
Opiszę ta całą historię. Poskładam ją i spiszę opowieść o niespełnionej miłość. O tym jak dwoje ludzi mija się ze swoimi uczuciami przez długie lata. Jak ich uczucie zmienia się, gaśnie, rozpala ponownie... Jak uciekają od niego, a ono uparcie wdziera się w ich życie, jak zapominają i wracają. Tragiczna i smutna będzie to opowieść, ale .... mam nadzieję, że życie i oni sami dopiszą jakiś happy-end w iście hollywoodzkim stylu... Choć właściwie bliżej tej opowieści będzie do Almodovar'a niż Cameron'a.
czwartek, 30 sierpnia 2012
niecierpliwość i pokora
Witajcie ponownie!
Długo się nie odzywałem, a to dlatego, że musiałem sobie poukładać w głowie pewne sprawy. Myślę, że teraz jestem już "na ścieżce, na kursie" i to sformułowanie nie jest tu przypadkowe ;))
Wcześniej byłem bardzo niecierpliwy, chciałem, aby moje postępy były widoczne o razu, chłonąłem wiedzę, analizowałem i wprowadzałem w życie. Przez pewien okres dynamika mojego rozwoju była nawet satysfakcjonująca, lecz w pewnym momencie zaczęło mi brakować kolejnych efektów. Nie pojawiały się mimo mojej nadal wytężonej pracy. Zacząłem nawet myśleć, że moje zdrowienie jest zaburzone, bo brakuje w moim życiu sukcesów, kolejnych wyraźnych kroków do przodu. Było to spowodowane zbytnim skupianiem się wokół spraw na które nie mam wpływu. Za dużo energii wkładałem w relacje, które niby zależą również ode mnie, ale także od drugiej strony, która nieraz potrzebuje więcej czasu, a nieraz po prostu może nie chcieć tego co ja. W końcu ma do tego prawo. Nie mogę więc uzależniać własnej drogi od relacji z innymi, bo może to właśnie prowadzić do niezadowolenia z własnych postępów i zniecierpliwienia, a to z kolei napędza spiralę emocjonalną, która może powodować kompulsywne zachowania.
Nie jest to nic odkrywczego, ani z poziomu umysłu, ani emocji. Jednak są to nadal efekty deficytów w tym zakresie. Cieszę się, że jestem w stanie samodzielnie się temu przyglądać. Nie wkręcam się już z pustką w oczach i świadomością, że "COŚ" się za mną dzieje i nie wiem co to jest. Miewam jeszcze chwilę, kiedy emocje pojawiają się we mnie nagle i przez moment ogarniają całe ciało i umysł, ale nie uciekam od nich! Przeżywam je, obserwuje i wyciągam wnioski. Każda taka chwila ma być dla mnie źródłem informacji zwrotnych i tak staram się to traktować.
Zwolniłem więc nieco tempo. Daje sobie możliwość odpoczynku i zastanowienia się nad sobą i moim dalszym planem działania. Często w medytacjach wracam do mojego "punktu zero", tam gdzie nie ma nic poz mną, gdzie sam mam możliwość wizualizacji siebie, swoich relacji i CELÓW!
Pokora - to chyba dobre określenie, na mój stosunek do tego co się działo i co z tym zrobiłem. Niemal każdego dnia dostaję nowe sygnały na ten temat.
(cdn...)
Pytanie na dziś:

czwartek, 31 maja 2012
"Zagaś wszystko co rozpaliłam"
I po raz kolejny wkręciłem się emocjonalnie w coś czego powinienem jednak unikać.
A może jednak nie! Może potrzebuję wreszcie oczyścić swą duszę z tego co zalega na samym jej dnie!
Więc może po kolei:
Usłyszałem dziś historię, a raczej jej fragment, która ogromnie pobudziła mnie emocjonalnie. Wróciły wszystkie te uczucia które przewijały się przez moje życie przez lata. Miłość, Ból, Odrzucenie, Poczucie niższości, Porażka itp, itd... Nie, nie użalałem się nad sobą, a raczej doświadczyłem czegoś w rodzaju... kalejdoskopu.
Wszystkie te uczucia "przeleciały mi przed oczami", wywołały ogromny zamęt i odeszły, a ja zostałem w tym zamęcie. Bałagan myśli... Cieszę się, że to przeżyłem, choć bliski jestem od nawrotu, a przynajmniej zauważam silną reakcję somatyczną na takie intensywne uczucia.
Jestem teraz spokojniejszy i myślę, że odczuwanie bólu emocjonalnego musi mieć swoje uzasadnienie.
Czy aby nie jestem emocjonalnym masochistą?
Tak, czuję ból. Czuje się zraniony. Wiem, że Ona nie chciałaby tego słyszeć. Ale nie martwię się, mało tego, ja się na prawdę cieszę! Cieszę się, że mogę to przeżyć, poczuć! Mam wrażenie, że przez wiele lat mojego życia, takie uczucia były skrzętnie chowane przeze mnie na dno duszy (czy też spychane do podświadomości, jak kto woli). Dlaczego? Do tego jeszcze wrócimy!
Tak czy inaczej, cieszę się z tego co się stało.
Teraz druga sprawa: Jest mi strasznie głupio, przez to jak zareagowałem.
Zamiast podejść z empatią do historii którą słyszałem, w końcu to była Jej opowieść, wybuchnąłem lawiną emocji. Nie powinienem tak reagować. W ogóle nie powinienem się wtedy odzywać! Byłem wzburzony własnymi emocjami, własną historią. Nie ładnie postąpiłem! Mam wiedzę jak powinienem zareagować, ale w chwilach wysokiego wzburzenia, nie korzystam z tej wiedzy w ogóle! Chciałem jednocześnie wyrazić swe uczucia (choć była to kompletnie nieodpowiednia chwila), i wyjaśnić, że to nie są te uczucia o których właśnie powiedziałem...
Pewnie gdzieś na dnie tej mojej chorej duszy wciąż jestem małym chłopcem, który potrzebuje aby go przytulić i powiedzieć mu, że MA PRAWO płakać. Sam jestem ojcem i popełniam te same błędy. Mówię mojej córce "nie płacz, przecież nic się nie stało" a przecież to nie prawda! To dla mnie, z mojej perspektywy nic się nie stało. Dla niej jest to coś ważnego! Muszę to dostrzec i odpowiednio zareagować! TAK! To mój obowiązek - dać jej to poczucie bezpieczeństwa, w którym będzie mogła swobodnie płakać jak tylko będzie tak czuła.
I tak to od czegoś co zabolało mnie, przez coś co zabolało małego chłopce we mnie, doszliśmy do małej dziewczynki przy mnie...
Czy nie przekombinowałem? Może!
Myśl przewodnia na dziś będzie nieco przewrotna:
"NIE MA PORAŻEK, SĄ TYLKO INFORMACJE ZWROTNE"
I muszę to sobie zapamiętać! Cała ta dzisiejsza sytuacja dała mi sporo tych informacji zwrotnych. O moich uczuciach, reakcjach somatycznych, skojarzeniach i pokręconym toku rozumowania. O tym że kocham, że boli, że mam uczucia o których nie mówiłem, nie przyznawałem się nawet, że je mam. O tym, co jest dla mnie ważne i o tym, że małych chłopców też należy przytulać, aby potem oni mogli przytulać swoje małe dziewczynki...
Kocham Was!
wtorek, 29 maja 2012
pokora i pycha
Czy można nauczyć się pokory?
Chodzi mi tu o taka naukę, jak np. ćwiczenia z NLP? Czy jest jakiś prosty układ ćwiczeń który pozwala nauczyć się pokory?
Wczoraj usłyszałem od kolegi że za mało jest we mnie pokory, że on nie byłby w stanie tak stanowczo i jednoznacznie określić siebie i swojego miejsca w życiu, że on z dużo większą pokorą podchodzi do tego.
Sporo nad tym myślałem...
Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że tak niewiele dzieli mnie od następnej porażki, od tego że wpaść mogę w te nałogowe mechanizmy jak tylko stracę na moment kontrolę. Jak przestanę być uważny, zaniedbam własne zdrowie (mam na myśli oczywiście całość: Ciało, Umysł i Dusze - w końcu jestem cud'em ;), to mój umysł bardzo chętnie zacznie pracować na starych schematach. Są to w końcu wzorce, które ma doskonale utrwalone, więc nie ma się co dziwić. Mechanizmy tylko czekają na moją nieuwagę, aby zacząć ponownie budować ten zamek iluzji z którego tak mozolnie wychodziłem. Zdaję sobie z tego sprawę i nie mam zamiaru dopuszczać do takiej sytuacji. Czy to jest pokora? Czy sama świadomość ograniczeń i postawa duchowa, która te ograniczenia akceptuje, daje już pełną definicję pokory?
A co z moją postawą wobec drugiego człowieka? Czy aby się nie wywyższam?
Mam tendencję do tego, by przelewać swą wiedzę, przemyślenia i pomysły na innych. Mam wewnętrzną potrzebę dzielenia się tym wszystkim. Nie jest to egoistyczna chęć wygadania się, czy też pouczania. Nie jestem też emocjonalnym ekshibicjonistą. Z czystego serca i chęci pomocy chcę się tym wszystkim podzielić. Czuję wewnętrznie, że takiego potencjału nie powinno się, a raczej nie wolno zostawiać dla siebie.
Więc co jest nie tak? Skąd zauważalny deficyt pokory?
To może z drugiej strony:
Wykonałem ogromna pracę przez ostatnie pół roku. Zmieniłem się! Zmieniła się moja relacja w praktyce z całym otaczającym mnie światem (no może jedynie w pracy staram się być taki jak byłem - po co maja wiedzieć o mojej przemianie).
Czy świadomość tej zmiany jest objawem pychy?
Czy chęć podzielenia się tą świadomością, TYLKO dlatego żeby pokazać drugiemu człowiekowi, że jest inna droga, pełna radości, promienista i przede wszystkim świadoma, jest oznaką pychy?
Jeszcze jeden aspekt pychy: samoświadomość i wysokie mniemanie o sobie.
Samoświadomość - Tak, jest u mnie na wysokim poziomie! Wysokie mniemanie - Nie!
Nie uważam, że wysoki poziom świadomości, jest jednoznaczny z wysokim mniemaniem o sobie.
Różnica jest taka, że ja mam świadomość tego jaki jestem. Świadomość swoich deficytów! Mam wgląd w to ile jeszcze pracy przede mną, ile mam niepoukładanych spraw, jak wiele jeszcze schematów, mechanizmów, wzorców do zmiany. Wiem, to wszystko! Oczywiście mam też świadomość, że jest to wiedza o mnie na chwilę obecną i pewnie za czas jakiś się zmieni, ale ten blog, da mi też możliwość spojrzenia na siebie i moje zmiany z perspektywy czasu.
A może tu jest właśnie problem?
Za dużo we mnie: "wiem", "jestem świadomy", "zdaję sobie sprawę".
Ale czy zauważanie tego wszystkiego, jest dobre dla mojego zdrowia?
Czy postawa: "tak mało wiem jeszcze o sobie" - byłaby dla mnie lepsza?
Na chwile obecną myślę, że jest dobrze tak jak jest, ze wskazaniem na zwiększenie uwagi na pokorę.
Poobserwuję to jeszcze, i pewnie temat pychy i pokory nie raz wróci w moich rozważaniach.
Subskrybuj:
Posty (Atom)