Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poczucie własnej wartości. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poczucie własnej wartości. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 marca 2015

W jaki sposób marnuję czas i energię w dążeniu do celu?

W jaki sposób marnuję czas i energię w dążeniu do celu? - to temat kolejnej pracy na moje terapeutyczne zajęcia. Poczytajcie - mam nadzieję, że Wy tak nie macie, bo to cholernie utrudnia życie!


- przede wszystkim często nie podejmuję nawet prób osiągnięcia danego celu. Z góry zakładam, że nie jestem na tyle dobry, wartościowy, zdeterminowany i wytrwały aby to osiągnąć, więc po co w ogóle marnować na to czas i energię!
- Jeśli już coś nawet próbuję osiągnąć, to zazwyczaj nie przygotowuję się dobrze do tego. Nie określam konkretnych etapów, dat, potrzebnych zasobów. To też jest jakaś podświadoma akcja sabotażowa, która ma na celu usprawiedliwienie się w przypadku porażki.
- odkładam na jutro! często wiele spraw które mógłbym zrobić dziś, przekładam na później, na jutro, na kiedyś tam. Jestem zmęczony, miałem ciężki dzień, nie ma już czasu, muszę wcześniej wstać itp. wymówki często powodują że przekładam pewne sprawy, i tracę czas na zupełne głupoty, i do tego usprawiedliwiam się, że przecież mam prawo do tego, by po ciężkim dniu po prostu odpocząć i trochę poleniuchować.
- Przedkładam obowiązki nad osobisty rozwój i pasje! I często przez to brakuje mi już na te drugie czasu, sił i środków. Nie dzielę ich w sposób zdrowy i proporcjonalny. Nieraz nawet jak robię coś dla siebie, coś co naprawdę sprawia mi radość – mam wyrzuty sumienia, że inni pewnie woleli by, abym ten czas poświecił im.
- boję się! boję się ryzyka, boję się stracić to co mam. Wyznaczenie i dążenie do celu wiąże się z ryzykiem porażki, i to przed tym chyba najbardziej uciekam. Boję się kolejnej porażki.

Generalnie jestem więc małym zakompleksionym chłopcem, z fatalnym poczuciem własnej wartości, który boi się wyjścia poza własną strefę bezpieczeństwa.
Wolę siedzieć w czymś co znam, choćby uwierało i nie dawało szczęścia, niż spróbować po to szczęście sięgnąć, z obawy przed tym, że mi się po prostu nie uda!
A na dodatek - mój umysł doskonale zdaje sobie sprawę, że te wszystkie lęki są jedynie pozorne i że nie ma się czego bać, a jednak te uczucia są bardzo silne i nieraz wręcz paraliżujące, tak jakby uczucia funkcjonowały w oderwaniu od świadomego umysłu.

wtorek, 10 marca 2015

Jestem fałszywym kłamcą!

Chcę być szczery, prawdomówny i uczciwy ....
Ale mi nie wychodzi!

Jestem permanentnym kłamcą. Okłamuję wszystkich łącznie ze sobą!

Zarówno w sprawach fundamentalnych - jak uczciwość i wierność małżeńska, jak i zupełnie banalnych i nieistotnych - które są tak mało ważne, że kłamstwo nie ma tu żadnego sensu.

Dlaczego?

Ano pewnie dlatego, że moje niskie poczucie wartości legło by w gruzach, gdyby nagle okazało się, że moje pomysły, decyzje, czy nie daj boże czyny - nie są akceptowalne przez otoczenie!

Nie jestem uczciwy żony - można by powiedzieć - normalne, bo jaki facet nie ma nic do ukrycia?
Któż by się obejrzał za młodą dziewczyną w kusej spódniczce w piękny letni dzień ... i po co tu żonie psuć humor takimi wiadomościami ;))
Ale w zasadzie - to dlaczego niby nie? Dlaczego nie stanąć ponad stereotypy, spojrzeć na to, że ani ja, ani ona już najmłodsi nie jesteśmy i zaakceptować to wreszcie! Zaakceptować zarówno własną seksualność (która każe mi oglądać się za młodszymi), jak i już nie pierwszej ponętności partnerkę - bo przecież zmieniać jej nie będę!

Nie jestem szczery wobec terapeuty - nie mówię mu wszystkiego, dokładnie tak jak żonie!

Boję się, że oceni mnie gorzej niż obecnie! Tylko co by to właściwie zmieniło? Zasadniczo to pewnie nic, bo przecież co mu do mojej moralności?! Ale i tak chowam to wszystko w sobie!

Nawet tu na tym blogu - nie jestem szczery ze sobą i z Tobą drogi czytelniku!
Obawiam się że może ktoś to przeczyta i źle mnie oceni! Ale skoro tak - to po jaką cholerę w ogóle piszę publicznie?

Może moja chęć bycia szczerym domaga się zdemaskowania, obnażenia moich wszystkich złych uczynków .... Tylko po co przy tym ranić innych?
Ale czy można naprawić złe uczynki - nie stając w prawdzie i nie przyjmując zasłużone kary?

Chwilami czuję się jak Raskolnikow ...

Dziwne to wszystko... Z jednej strony boję się pokazać prawdziwe oblicze, z drugiej gdzieś podświadomie dążę do samozagłady. Chcę stanąć w prawdzie i jednocześnie ukryć się z tą moją prawdą gdzieś głęboko. Nie poproszę nikogo o pomoc - bo przecież nikt mnie nie zna. A jak ma poznać - skoro nikomu się nie daję poznać, bo wszystkich dookoła okłamuję!

Żenujące, przykre i smutne to!





czwartek, 22 stycznia 2015

A właśnie że nie!


Nie mam zamiaru roztkliwiać się, zastanawiać, rozważać itp.
"Zdrowa jednostka nie zastanawia się, tylko działa" - jak mawiał klasyk!
(Seksmisja)

To ja podejmuję decyzje o tym jak chcę przeżyć ten dzień!
Nie ma przeszłości, nie ma przyszłości - jest tylko i wyłącznie TU i TERAZ!

Nie ma kłopotów, nie ma strachu, nie ma lęku.
Jest reagowanie na bieżące sytuacje i podejmowanie kolejnych decyzji!

Nie ma Boga, życia po, życia przed, czy innego życia w alternatywnych rzeczywistościach!
Jestem ja, jest to co mnie w danej chwili otacza, są moi bliscy, ludzie z którymi wiążą mnie rożne relacje.
Są moje uczucia! Jedne wywołane moimi myślami, inne pochodzące z serca.

Bezwarunkowość, niekontrolowalność, nieuchronność, niemiłość i nie-niemiłość!
Wszystko wolne, nieskrępowane wstydem i żalem za minione, oraz lękiem o być może nadeszłe!

Życie!


czwartek, 8 maja 2014

Zdrowe odchudzanie 7kg w 5 tyg.

Dzień 38   08.05.2014

Witam ponownie!

Wynik na dziś: 82,0 kg, co daje:


7,1 kg w 38 dni

Osobiście jestem pod wrażeniem.

I nie chodzi tu o same liczby, ale o to, jak jest to łatwe jak tylko znajdzie się w sobie odpowiedni sposób.
Podkreślam - W SOBIE! 
Bo dieta, ćwiczenia, aktywność, liczenie kalorii itp, to TYLKO środki/narzędzia do osiągnięcia celu.
Najważniejsza przemiana musi iść ze środka. Moja metoda to jedność ciała i umysłu!
Najważniejszy krok, to ten pierwszy, każdy następny jest już podbudowany sukcesem tego pierwszego! Podobnie było u mnie z rzucaniem palenia. Pierwsze chwile są straszne, pierwszy dzień, tydzień, potem jest coraz łatwiej. Obecnie wiem że odczuwany nieraz głód jest dobry i naturalny! Nie jest niczym złym czego należy się czym prędzej pozbyć. Jest informacją od mojego organizmu, że czas dostarczyć mu porcji potrzebnych do funkcjonowania! Mój świadomy umysł natomiast próbuje przekazać organizmowi informację: wiem, rozumiem, kontroluję, dbam o ciebie, zaraz wszystko zrobimy tak, aby całość mej istoty była zadowolona! To daje mi siłę!

Chodzi o to, by traktować się całościowo! Ciało Umysł i Dusza! Zadowolenie powinno być dla całego mnie! Dbać powinienem też o całego siebie!

Jeśli się nadmiernie najem to może i ciało na chwilę będzie zadowolone, ale umysł i dusza - nie!
Dbam więc o to, by zadowolić i ciało i umysł, a dusza ... zazwyczaj cieszy się jak pozostała część jest zgodna i zadowolona ;)

A teraz kilka istotnych zmian jakie zauważyłem:
- głód nie jest czymś dokuczliwym, jeśli traktujesz go jako DOBRĄ informację!
- głód można zaspokoić nawet drobną przekąską, jabłko, mały serek, nieraz szklanka wody!
- jeśli szykuję już jakiś posiłek - staram się eksperymentować z ilością! Zamiast np. całego serka - zjem pół - może akurat okaże się że mój głód zostanie zaspokojony? 

Tu może ze dwa zdania: Nie chodzi o to, by narzucać sobie jakieś ograniczenia, czy ostre normy! Nasz umysł, a przynajmniej mój na pewno, ma w sobie naturalny mechanizm obronny i wszelkie narzucone normy traktuje jako zło wcielone!
Chodzi o chęć poznawania!

Tak jak poznajemy inne kraje - podróżując, tak możemy wybrać się w podróż po swoim organizmie. Odrywać każdego dnia, ile posiłków nam wystarczy, jakie maja być duże, co powinniśmy jeść. Nasz organizm daje nam świetne informacje - wsłuchajmy się w niego! 
I ważna sprawa - dajmy sobie poczucie bezpieczeństwa!

Jeśli będę nadal głodny, to mogę w każdej chwili jeszcze coś zjeść! Mnie taka świadomość dodaje ogromnej energii! Po każdym drobnym posiłku daję sobie chwilę na to by sprawdzić jak to wpływa na mój organizm. Jak jest źle, czyli nadal jestem głodny, to zastanawiam się, co było nie tak? może za szybko zjadłem, może za mało czasu, może zbyt łapczywie? Ta chwila zastanowienia, zazwyczaj skutkuje tym, że głód odchodzi! 
Nie wiem dlaczego tak jest? Może dla siebie też trzeba trochę uwagi?
Może sami siebie traktujemy zbyt powierzchownie i dlatego niejako nasz własny organizm domaga się więcej uwagi - poprzez poczucie głodu? A dając mu więcej uwagi - zaspokajamy potrzeby nie tylko fizyczne, ale i duchowe, co skutkuje większą integracją ciała i duszy, a przez to większą kontrolą nad własnymi odczuciami!

Pozdrawiam i życzę wam wszystkim podobnych sukcesów! Nie w odchudzaniu, ale w integracji ciała i duszy

niedziela, 27 kwietnia 2014

Dieta dzień 28

Dzień 28  28.04.2014

Cóż ...witam po weekendzie! Przyznam się szczerze, że pozwoliłem sobie nieco na drobną rozpustę. Weekendy są dla mnie najtrudniejsze, bo jest więcej czasu, więc i więcej czasu na to by czuć się głodnym. Ale nie ma co narzekać, tylko wracać na z góry upatrzoną ścieżkę,
Na razie cele są osiągnięte, liczby nie kłamią, a samopoczucie jest coraz lepsze, więc JEST OK.

Moja tabelka wygląda tak:


Jak widać dopiero 1/3 drogi za mną, więc jeszcze dużo pracy!
Cyferek pewnie nie widać, więc przytoczę  -  Stan na 28 dzień:
Założony cel: 85,95 kg.
Waga rzeczywista: 83,70 kg. (taka jak i przed weekendem ;(( )
Różnica w stosunku do dnia rozpoczęcia eksperymentu: 5,40 kg.

Na wykresie bardzo mi się podoba ta świąteczna "górka" ... Ciekawe jak będzie po majówce ;) Griliki kuszą ;))



czwartek, 24 kwietnia 2014

Jak schudnąć 5kg w trzy tygodnie?

Dzień 24    24.04.2014

Jak? ..... To proste - NIE ŻREĆ TYLE!


Mój dzisiejszy wynik: 83,8, co w stosunku do wagi 89,1 z 2-go kwietnia daje :

5,3 kg w 22 dni

(a w tym Święta - gdzie nie odmawiałem sobie żadnego dania)

i co Wy na to? Dobry wynik? 
Ostatnio mam kilka spraw na głowie i nie bardzo mam czas by dokładniej opisać Wam wszystko, ale zasadniczo niewiele się zmieniło. Kontynuuję wcześniejszą dietę, a nawet pozwalam sobie na nieco przyjemności (czekoladkę nawet). I staram się korzystać z pogody i chodzić na rolki, rower, siatkówkę i co tylko można by się poruszać. 
Pozdrawiam gorąco i czekam na komentarze ;))

środa, 16 kwietnia 2014

Dieta CUD działa! 3,5 kg w dwa tygodnie!

Dzień 17   17.04.2014

Witajcie ponownie.

Waga wciąż na dobrym kursie. Jestem coraz mniej głodny a coraz bardziej zadowolony z efektów.
To faktycznie działa. Odkąd zacząłem liczyć kalorie to mam efekt następujący:
wieczorem siadam do podliczania całodniowej diety, i okazuje się że jestem poniżej 1000 kcal. wiec ... nagle ta świadomość powoduje tak duży głód, że zazwyczaj jeszcze jakąś kanapeczkę, czy serek zjadam na noc. Wcale nie pasuje mi ten odruch i muszę nad tym popracować. Ale poza tym jest OK.

Poniżej dieta z ostatnich dni:


15.04.2014 kefir 172

jabłko 70

sałatka 350

kanapki 440

jogurt 106





1138






16.04.2014 kefir 172

banany 200

jogurt 150

sałatka 350

ciastko 55

kanapki 336





1263
Jak widać na ciasteczka też sobie regularnie  pozwalam... bo lubię!


poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Dieta c.d...Dzień 15

Dzień 15  15.04.2014

Dla uważniej śledzących przyznam się, że wczoraj po podsumowaniu kalorii, stwierdziłem, że za mało jem i pozwoliłem sobie na jogurcik i dwa ciasteczka, więc jeszcze plus ok. 200kcal.

Sałatki jakie sobie robię wyglądają mniej więcej tak:


Skład jest następujący:
1. Sałata  (tu gotowa mieszanka z rukolą, roszpunką, jakąś czerwoną (??) itp.)
2. twarożek wiejski 100g.
3. oliwki (wg uznania, ja daję kilkanaście)
4. czosnek (uwielbiam, więc daję dwa, trzy ząbki)
5. oliwa z oliwek - 1 łyżka
6. Przyprawy: oregano, ostra papryka, ocet winny, sól)

I to w zasadzie tyle. Polecam gorąco, bo smaczne to i mało kaloryczne, a syte niesamowicie.


A tabelka po dwóch tygodniach wygląda tak:


Czyli: w dwa tygodnie schudłem: 3,5 kg.


niedziela, 13 kwietnia 2014

Dieta c.d...Dzień 14

Dzień 14   14.04.2014

Przygotowałem sobie tabelki z kaloriami. Starałem się zrobić to możliwie dokładnie, ważąc nawet to co miałem w lodówce i spisując kalorie z danych producenta. Jednak nie wszystko mogłem zrobić tak precyzyjnie, więc cześć jest pisana na podstawie danych z sieci.
Moja tabelka wygląda na razie tak:


Crunchy naturalneporcja
100g
439/100g
440
mlekoszklanka
200g
60/100g
120
chlebkromka
26g
215/100g
60
szynkaplaster
15g
250/100g
40
ser żółtyplaster
21g
350/100g
74
kawa nescafe2 łyżki
4g
118/100g
5
twarożek wiejski1 op.
200g
175/100g
350
jogo drink1 op.
400g
74/100g
300
Jo Go1 op.
400g
92/100g
368
kabanosypodwójne pęto15g
611/100g
92
mleko do kawy lightporcja
70g
109/100g
75
banan 1 szt
120g
120/100g
120
kefir robico1 op.
400g
43/100g
172
warzywa1 op.
450g
40/100g
180
activia1 op.
120g
88/100g
106
jedynka1 szt.
50g
237/100g
120
serek łaciatyporcja na kanapkę20g
240/100g
50
jabłkomałe 1 szt.
140g
50/100g
70
oliwkiporcja (1/2 słoiczka)65g
100/100g
65
ciastka belvita1 ciastko
12,5g
440/100g
55
olej z oliwek1 łyżka stoł.
10g
900/100g
90
feta1/2 op.
135g
190/100g
260
sałata1/2 op.
90g
14/100g
13
sajgonka2 szt.
200g
150/100g
300

Jeśli ktoś z was ma jakieś zastrzeżenia co do wartości w tabelce, to piszcie - chętnie porównam i skoryguję.

Ponieważ mam praktycznie żadną wiedzę na temat diet, kalorii itp. to bazowałem na informacjach od znajomej które brzmią:

1. podstawowa przemiana materii - mężczyźni powyżej 35 lat : waga ciała razy 21,6
2. Ponadpodstawowa przemiana materii na pokrycie wydatków energetycznych związana z pracą mięśni: mycie, ubieranie, chodzenie, praca - lekka praca - biurowa - 500kcal
3. dodatkowa aktywność fizyczna minimalnie 4 kcal1 kg wagi, optymalnie 7kcal1 kg

Na tej podstawie obliczyłem sobie :
1. 85x21,6=1836
2. 500
3. 85x5 =425

W sumie : 2761 kcal. - tyle wyszło mi zapotrzebowanie na kalorie.

Zacząłem więc liczyć i wyszły mi takie oto wyniki z dni poprzednich:





data menu kalorie



10.04.2014 jogurt pitny 300

warzywa 180

kefir 172

kanapki z serkiem 300

activia 106





1058






11.04.2014 banan 120

kefir 172

banan 120

sałatka 430

ciastka 110

kanapka 110





1062



12.04.2014 płatki 560

sajgonki 300

jabłko 70

ciastko 55

sałatka 30

kanapki 330

serek 150





1495



13.04.2014 płatki 440

gofer 150

ciastka 110

pizza 700

kanapki 220

jabłka 140





1760

Weekend miałem jak widać pełen rozpusty... ale...

Dziś za to skromnie:


14.04.2014 banan 102

kefir 172

kanapka 110

sałatka 350





734
 Tak skromnie, że chyba skuszę się na kawałek czekolady ;) bo w końcu to dieta a nie głodówka ;)

czwartek, 10 kwietnia 2014

Dieta - podstawa filozoficzna


Tytuł górnolotny, a sprawa jest banalnie prosta!
Chciałbym zachęcić was do nieco innego spojrzenia na sprawę diet, ćwiczeń i generalnie wszelkich aktywności które mają przynieść nam jakiś pozytywny skutek.
Otóż moja filozofia jest następująca:

Nie chcę zmiany dlatego, że NIE LUBIĘ SIEBIE,
ale właśnie dlatego że LUBIĘ SIEBIE!!!


Jest to kluczowa zmiana w myśleniu o sobie, która daje nam dostęp do źródła ogromnej energii, wręcz niewyczerpanego źródła motywacji.

Jak to działa?

Działa dość prosto - jeśli nie lubisz siebie, to nie masz dla siebie wystarczająco dużo szacunku i miłości by zrobić coś, co nieraz POZORNIE wymaga ogromnych poświęceń.
Bo czy zrobisz coś takiego dla osoby której nie lubisz? NIE! Bo niby dlaczego?

Natomiast jeśli naprawdę polubisz siebie (użyłbym nawet śmiało określenia "pokochasz siebie", choć niektórym może to trącać narcyzmem, ale nie ma w tym nic złego, wierzcie mi)
wtedy jesteś gotów podjąć "dobrą walkę" jak pisał Paulo Coelho w "Pielgrzymie".
Jesteś gotów, drogi czytelniku, aby zrobić dla osoby którą kochasz wszystko co niezbędne, aby żyło jej się lepiej! Czy nie jest to naturalnym i jakże pozytywnym odruchem każdego z nas, aby uszczęśliwić osobę którą kochamy?
Dlaczego więc nie zastosować tego samego mechanizmu w stosunku do samego siebie?!

Co to daje?

Daje to wiarę, nadzieję i moc każdego dnia.
Kiedy tylko dopada Cię np. głód - wiesz, że naprawdę dobre dla Ciebie nie jest nażarcie się i uśmierzenie tego głodu. Bo wiesz, że osoba którą kochasz - TY SAM, bedziesz mieć z tego powodu straty (otyłość, choroby, złe samopoczucie, wyrzuty sumienia itp.).
Więc robisz to co należy - jabłuszko, pół litra wody mineralnej i .... za moment już nie cierpisz! Głód mija!

I tu kolejna ważna, BARDZO WAŻNA, sprawa!

GŁÓD MIJA!

Nie jest to permanentne uczucie, z którym czeka nas walka do śmierci! NIE!
Jest to stan chwilowy, przejściowy i całkiem naturalny!
Nasz oganizm daje nam INFORMACJĘ, że brakuje mu czegoś co do tej pory dostawał.
Co nie znaczy, że od razu musi to dostać! Głód nie zabija, nie boli, nie jest czymś nie do wytrzymania!
Jest to zwykła informacja!!! Która przyjmujemy do wiadomości i w pełni świadomie podejmujemy decyzję o tym, aby podjąć działania w tym zakresie!
Jakie to działania - to zależy od nas. Możemy się nażreć, albo delikatnie coś przekąsić zdrowego, albo napiś się tylko wody, albo np. zdecydować, że zjem dopiero za godzinę.
Takie przedłużanie odstępów między kolejnymi posiłkami - jest oczywiście tylko doraźne i należy stosować tylko w tych chwilach, gdy głód zauważamy między posiłkami, bo żelazną zasadą jest oczywiście możliwie stała pora posiłków.

To jest jedna z trudniejszych sztuk do opanowania - pogodzenie się z faktem, że głód występuje, jest naturalny, jest tylko informacją i NA PEWNO MINIE!

Jeszcze jeden fakt który ułatwia takie działania - głód z każdym dniem będzie słabszy!

Będzie występował rzadziej i będzie mniej nasilony.

Z czasem jeśli zadbacie o prawidłowe pory i skład posiłków - przestanie występować!

A to wszystko dlatego, że nasz organizm przyzwyczai się do prawidłowego odżywiania, do regularnych ćwiczeń, do WSZYSTKIEGO możemy się przyzwyczaić, zaadoptować, zmienić się!

Życzę wam powodzenia w LUBIENIU SIEBIE!

c.d.n.

środa, 9 kwietnia 2014

Dieta cd...Dzień 9

Dzień 9. 09.04.2014

Oto moje obiadki:







Wiem, że wyglądają monotematycznie, ale odpowiednio doprawione są całkiem niezłe.
Generalnie jak widać nie ma tu nic nadzwyczajnego. Warzywa i serek twarogowy.
Taki obiadek jadam na zmianę z sałatkami, na bazie wszelkich roszpunek, rukoli itp. z oliwkami (które uwielbiam, bazylią, czosnkiem i octem winnym)


c.d.n.


wtorek, 8 kwietnia 2014

Jak skutecznie schudnąć w 3 miesiące?

Dzień 8. 09.04.2014

Witam serdecznie ponownie!
Właśnie zaczynam kolejny eksperyment na moim ulubionym króliku doświadczalnym, czyli na sobie!

Tym razem DIETA CUD!

Plan jest mniej więcej taki jak rok temu - czyli 10kg w 3 m-ce.


Na razie idzie zgodnie z planem, ale początek nie jest jeszcze najtrudniejszy!

Będę informował na bieżąco o  wszystkim, czyli m.in.: dieta, motywacja, pomysły na głód, jak się polubić, co jem a czego nie jem.


Dzień 9. 09.04.2014


Oto moje obiadki:







Wiem, że wyglądają monotematycznie, ale odpowiednio doprawione są całkiem niezłe.
Generalnie jak widać nie ma tu nic nadzwyczajnego. Warzywa i serek twarogowy.
Taki obiadek jadam na zmianę z sałatkami, na bazie wszelkich roszpunek, rukoli itp. z oliwkami (które uwielbiam, bazylią, czosnkiem i octem winnym)


Dzień 10. 10.04.2014

Poniżej wykresik i dane z 10 dni.



Poziom tłuszczu jest odczytywany z mojej magicznej wagi cyfrowej, co nie jest zupełnie miarodajne, ale skoro takie dane mam dostępne, to pomyślałem, że nie zaszkodzi się im przyjrzeć.

Co do samej masy ciała, to oczywiście też jest to zagadnienie dość złożone. Wiemy przecież, że kulturyści mają wskaźnik BMI wskazujący na drugi stopień otyłości, mimo tego, że poziom tłuszczu w ich organizmie jest dużo poniżej normy.
Ja oczywiście do nich nie należę ;))
Ale zauważyłem, że przy wzmożonym treningu, zwłaszcza siłowym, zmienia się budowa ciała, przybywa mięśni, spada tłuszczyk, a masa ciała przy takim "odchudzaniu" może nawet wzrosnąć. Bądź co bądź tłuszcz jest lżejszy od mięśni ;))

Na razie jednak spadek masy jest zgodny z założeniami, więc myślę, że nie jest źle.

Zmieniły się po tych 10 dniach również ilości jedzenia jakie powodują kompletne zaspokojenie głodu.
Krótko mówiąc mogę zjeść mniej i wcale nie odczuwać tego najbardziej nieprzyjemnego uczucia ssania w żołądku.

Dla przykładu jeszcze wczorajsza kompletna dieta:
1. śniadanie: kawa z mlekiem
2. drugie śniadanie: duży jogurt z owocami.
3. obiad (choć to tylko w biegu, więc ....): dwie kanapki z ciemnego pieczywa z serkiem
4. podwieczorek: płatki z mlekiem
5. kolacja: serek pół kabanosa.

Do typowego dnia brakuje tu lepszego obiadu, ale wczoraj odbierałem motocykl z warsztatu, potem musiałem odebrać zostawiony tam samochód, i spieszyłem się na siatkówkę, więc nie było czasu na lepszy obiadek, dlatego pojawiły się płatki na podwieczorek.
Zazwyczaj na podwieczorek jadam jakieś owoce: banana, jabłka, winogrona.

Moim największym problemem jest głód późnym wieczorem. Najczęściej ok. 22.00-23.00.
Ale o tym już następnym razem...




c.d.n.




środa, 19 czerwca 2013

Czy lubię siebie?


Samoakceptacja i stabilne poczucie własnej wartości, są podstawowymi moimi pragnieniami. Dziś powiedziałem na grupie, że nie potrzebuję nic od nich, że nie potrzebuję głasków. To była pierwsza odruchowa odpowiedź na to co wymyśliła terapeutka - chciała abym ja (i tylko ja - z całej grupy), napisał jakie są moje oczekiwania w stosunku do każdego z grupy. Zaskoczyło mnie to! Momentalnie wpadłem w głęboką koleinę - Stary schemat - nikogo nie potrzebuję, nie chcę żadnej pomocy, i w ogóle dajcie mi spokój. To oczywiście nie prawda!

Ogromny ładunek pozytywnej energii. Stan wręcz euforyczny. Dawno nie czułem czegoś takiego. Zgasł po spotkaniu z grupą. Wiem, że nie mówię im wszystkiego, i wiem, że to się na mnie źle odbija.
Idąc na zajęcia chciałem ich wszystkich uściskać. Powiedzieć jaki jestem w tej chwili szczęśliwy. Szczęście jest tak ulotne, tak zwiewne. Nie jest stanem który trwa, lecz który "bywa". Pojawia się na moment.
A jednak nic im nie powiedziałem, nie uścisnąłem nikogo, nic nie zrobiłem aby się tą energią podzielić. Czułem że ona ze mnie uchodzi, jak z dziurawego materaca.

Szczęście jest tak ulotne, tak zwiewne. Nie jest stanem który trwa, lecz który "bywa". Pojawia się na moment.

Jest jak sikorka przysiadająca na twojej ręce, by skubnąć orzeszka. Ta magiczna, niepowtarzalna chwila zakotwiczyła we mnie ogromne poczucie szczęścia, niesamowitości, oryginalności. Nie czułem od lat takiej prawdziwej radości z tego że jestem, że dzieje się coś co już nigdy się nie powtórzy, że ta ulotna chwila, która nie pozostawi najmniejszego śladu w ludzkości - może zmienić całe moje życie.




poniedziałek, 17 czerwca 2013

Kolejny kontakt z tym zadziwiającym uczuciem

Hej!
Wczoraj znów nieco popłynąłem z uczuciami. Ale tym razem to nie zalało mnie jak niespodziewana ogromna fala której nie jestem w stanie się przeciwstawić. Tym razem zrobiłem tak jak powinienem, dałem się tej fali unieść i będąc na górze, na szczycie tej fali mogłem przyjrzeć się wszystkiemu z tej perspektywy.
Może za dużo powiedziałem, może niepotrzebnie... Nie chodzi tu o to że moje słowa nie były szczere, czy nieprzemyślane (choć na fali uczuć - pewnie nie były), ale o to, że nie wziąłem pod uwagę konsekwencji, nie zastanowiłem się jak może to wpłynąć na dalszy rozwój tej relacji. 
Ale z drugiej strony - to był mój obraz tego co czuję, więc postanowiłem wreszcie o tym powiedzieć. Przecież nie skrzywdzę nikogo mówiąc mu o swoich uczuciach, bo przecież druga osoba ma pełne prawo po prostu przejść nad tym do porządku dziennego, bez pochylania się nad tym. I to jest chyba sedno! Mówić otwarcie o tym co się czuje! 

Jest to kolejne bolesne doświadczenie, kiedy to błędy przeszłości dają o sobie znać. Kiedy po raz kolejny doświadczam paskudnego uczucia - świadomości że zawaliłem swoje życie już dawno temu i że cała reszta, to jedynie konsekwencje tamtych błędów. W sumie, to nie jest to nic nowego, nic nowego się nie dowiedziałem wczoraj, wszystko to było w mojej świadomości, jednak nie potrafiłem się temu przyjrzeć, gdy zalewała mnie właśnie ta ogromna fala emocji. Wczoraj dałem sobie przyzwolenie na to, by dotrzeć do własnych uczuć, by spojrzeć na siebie i przyznać się, że przez tyle lat nie robiłem nic innego, jak tylko uciekałem od tego jednego - od miłości. 

Przykre jest to, że uciekłem tak daleko od niej, że teraz muszę nauczyć się na nowo kochać. 

Ech... Ciężko mi o tym pisać, i ciężko mi w ogóle na sercu z ta świadomością, ale tak już jest. Przeszłości nie zmienię, nie naprawię tego co wtedy zrobiłem, a raczej czego nie zrobiłem. Mogę jednak wyciągnąć z tego naukę, i nie popełnić takich błędów w przyszłości! Czy mi się to uda? Czy będę w stanie uniknąć takich błędów? ... nie wiem! Będę się starał.

Kiedyś ... (ktoś kiedyś pisał o kiedysiach;))
Opiszę ta całą historię. Poskładam ją i spiszę opowieść o niespełnionej miłość. O tym jak dwoje ludzi mija się ze swoimi uczuciami przez długie lata. Jak ich uczucie zmienia się, gaśnie, rozpala ponownie... Jak uciekają od niego, a ono uparcie wdziera się w ich życie, jak zapominają i wracają. Tragiczna i smutna będzie to opowieść, ale .... mam nadzieję, że życie i oni sami dopiszą jakiś happy-end w iście hollywoodzkim stylu... Choć właściwie bliżej tej opowieści będzie do Almodovar'a niż Cameron'a.

środa, 11 lipca 2012

Motorzystą być!

Hej!
Mam za sobą kolejny ciekawy dzień!
Skontaktowałem się z moim kolegą z dawnej drużyny darerskiej, z którym kiedyś razem graliśmy, a obecnie pracuje w Norwegii i rzadko się widzimy. Umówiliśmy się na małą przejażdżkę motorkami! Mieliśmy zebrać większa ekipę, ale jak to zwykle bywa - wszyscy zapracowani, zajęci, urlopują itp, itd. Mieliśmy więc spotkać się w trzy maszyny. Kilka minut przed godziną zero, dzwoni "ten trzeci", że nie pojedzie, bo ..... zapalił mu się motocykl :O . Pożar ugaszony, pomocy nagłej nie trzeba, więc czekam cierpliwie na resztę załogi i jak tylko się pojawia - jedziemy na miejsce pożaru. Poza drobnymi uszkodzeniami  motocykla - wszystko gra! Kierowca cały i zdrowy, no może nieco wkurwiony... Więc... po wezwaniu pomocy i zapakowaniu maszyny na ww. jedziemy dalej sami, czyli we dwóch. Kierunek ... tym razem Jeziorsko, ale równie dobrze mogłoby to być cokolwiek innego!
Jedziemy!!!!!!!!!!
Pogoda piękna, ruch... taki sobie, nie ważne, nawet w deszczu też byłoby miło! Jedziemy spokojnie (80-90km/h) rozkoszując się okolicznościami przyrody. Moja nowa szybka w kasku spisuje się świetnie, ... no właśnie - szybka, tu krótkie wtrącenie o szybce:

Poprzednia szybka porysowała się znacznie podczas poprzedniej wycieczki. Pojechałem wtedy z kolegą (tym od płonącego motocykla) w okolice Tomaszów/Spała/Jeleń. Punktem obowiązkowym tych wycieczek jest bunkier niemiecki dla pociągu sztabowego w Jeleniu! Tak! Ten w Jeleniu jest o wiele ciekawszy niż ten na Konewce, i ma jedną, ale za to OGROMNĄ przewagę - jest otwarty i można tam wjechać motocyklem!
Więc jak tylko wjechałem do środka to ... kask z głowy wylądował na tylnym kierunkowskazie! Zawsze tak robię, gdy go zdejmuję, moja Virówka ma duże i mocne kierunkowskazy! Ale byłem tak podjarany (znaczy się, że moje emocje były na wyjątkowo wysokim poziomie uniesienia) jazdą w kompletnych ciemnościach (poza reflektorem motocykla oczywiście), że nie spostrzegłem w porę nierówności terenu i o mały włos nie położyłem maszyny. Na szczęście skończyło się jedynie na ... kasku! Upadł i poobijał się niemiłosiernie! A rzeczona szybka doznała paskudnych zadrapań na samym środku, co powodowało wyjątkowe utrudnienia w polu widzenia.
(byliśmy jeszcze w kilku innych miejscach o których też kiedyś napiszę)

Wracając do pięknego dnia wczorajszego....

Owa szybka była dopiero co odebrana ze sklepu i przykręcana za pomocą monety 20 groszowej na stacji benzynowej, dlatego pewność jej działania nie była aż tak oczywista jak mogłoby się wydawać.
Jedziemy!!!!!!
Po ok. 35 km. "wahadło" - i tu najlepiej spisują się motocykle! Omijamy dłuuuugi ciąg dwuśladów i ustawiamy się na pole position! Kocham to!
Jedziemy dalej!!!!
Pierwszy przystanek na tamie nad Jeziorskiem! Zsiadamy z maszyn, i dwa kroki dalej zanurzamy się w... konwersacji oczywiście. Nie widzieliśmy się z rok, więc było o czym opowiadać. On o pracy, mieszkaniu, planach na przyszłość, turniejach norweskich, trasie motocyklem do Norwegii itp. Ja odarcie w Łodzi, Stowarzyszeniu, naszej drużynie... i nieco o mojej zmianie priorytetów ;)
Nagle dzwonek telefonu... od razu przypomniało mi się, że miałem poinformować jeszcze jednego kolegę, gdzie się wybieramy, aby mógł nas dogonić - tak to był on! Niecierpliwie czekał na telefon ode mnie i jak tylko ustaliliśmy pozycję, on ruszył za nami w drogę, a my wróciliśmy do rozmów! Było przesympatycznie! Wokół przyroda, woda, zieleń, szum drzew, delikatny wietrzyk... słońce jeszcze wysoko, choć już skwar nie leje się tak intensywnie. Słowem - bajka! Naszym rozmową towarzyszy delikatny odgłos stygnących silników....
Dojechał do nas jeszcze trzeci kolega z plecaczkiem (dla niewtajemniczonych : plecak - osoba na tylnym siedzeniu motocykla, zazwyczaj partnerka motocyklisty, choć może to być mylne w niektórych przypadkach ;) Pogadaliśmy trochę o motorach, maszynach, jeździe i znów o motocyklach .... i pojechaliśmy dalej na "klif"! W drodze powrotnej zahaczyliśmy jeszcze stary opuszczony dworek (o tym też kiedyś napiszę) i wróciliśmy do Łodzi. Krótka, ale bardzo miła przejażdżka!

A dlaczego?
i tu zaczyna się mój filozoficzny wywód na temat tego czym jest bycie motocyklistą!

1. Wolność
- w wymiarze funkcjonalnym
- komunikacyjnym
- psychologicznym

2. Równość
- osób
- maszyn

3. Braterstwo

i nad tym trzecim punktem chciałbym się na moment zatrzymać!

Spotyka się trzech facetów. Mnie więcej się znają z imienia, lecz w zasadzie poza tym to wiedzą więcej o swoich motocyklach niż o sobie na wzajem! Co robią? Jakie jest ich podejście o siebie nawzajem?
To jest to, co do tej pory (a latam już kilka lat) robi na mnie ogromne wrażenie. I to nie ważne, czy są to dwa samotne motocykle na trasie, czy też tłum ludzi na międzynarodowym zlocie!
Ci ludzie czują braterskie więzy!
Chcą ze sobą jechać! Spotykać się! Pomagać sobie! Rozmawiać itp, itd! 
Co w tym dziwnego?
Ano to, że robią to wszystko z otwartym sercem i nie oczekując za to nic w zamian!
Pewnie jest coś takiego w wielu "społecznościach" , ale wśród motocyklistów wydaje mi się to wyjątkowe, bardziej wyraźne i bardziej ... naturalne! Każda sroka własny ogon i tak dalej.... Ale jestem głęboko przekonany, że pisze to zupełnie obiektywnie!

Jechaliśmy sobie tak wczoraj przez przepiękną polską ziemię łódzką i czułem, że byłbym w stanie dla tych ludzi zrobić bardzo dużo, choć nikt tego ode mnie nie wymaga. Jednocześnie odczuwałem głęboki spokój, pewność i bezpieczeństwo, bo wiedziałem, że są obok mnie i w razie nieszczęścia oni zrobią dla mnie wszystko co tylko będą mogli. TYLKO dlatego, że razem jedziemy!

Moim zdaniem cały fenomen takiego zachowania sprowadza się do jednej sentencji:

Dobra rada na dziś:
"NIC NIE MUSZĘ, WSZYSTKO MOGĘ"

To właśnie ta wolność i równość powoduje to, że jesteśmy sobie braćmi (i siostrami oczywiście, choć jeszcze w zdecydowanej mniejszości, nad czym bardzo ubolewam). Zgodnie z tym - całe życie należałoby ustawiać w ten właśnie sposób. Być otwartym na drugiego człowieka, poprzez wolność samego siebie!
Nie jestem w żaden sposób ograniczany przez to, że jadę w dużej grupie motocyklowej. Oczywiście obowiązują mnie pewne zasady zachowania, kolejność wyprzedzania, szyk w grupie itp. ale dostosowuje się do nich bo CHCĘ, ale wcale nie MUSZĘ! W każdej chwili mogę po prostu pomachać wszystkim i zawrócić i nikt nie będzie mógł mi zabronić, przekonywać mnie, czy po prostu obrazić się - bo każdy z nas jest WOLNY! I każdy z nas szanuje drugiego człowieka, jego wolność i niezależność, tak jak chciałby by była szanowana jego wolność! Są to pewnie banały z którymi ciężko polemizować, gdyż są takie oczywiste! Dlaczego więc wciąż taka postawa jest jedynie marginalna?
Może właśnie dlatego aż ciśnie się na usta odpowiedź na kolejne pytanie:
Dlaczego motocykliści uważani są powszechnie za bandytów, dawców nerek, albo wściekłych Harley'owców (nie ujmując marce!) ???
Może właśnie dlatego, że ich braterskie życie nie jest powszechnie akceptowane!
Obecne tzw.: "społeczeństwo" nie akceptuje tak podstawowych cech, choć są one podstawowymi zachowaniami w normalnych społecznościach! Żyjemy w świecie na wskroś przesiąkniętym obłudą!
Ale, ale... żeby nie wyglądało na to że się użalam!
Zapytam tak: I CO Z TEGO?
Mam gdzieś opinię społeczeństwa! Będę dalej jeździł! Będę dalej budował swój świat! I pomimo wszelkich przeciwności losu będę dalej starał się być szczęśliwy! Właśnie dlatego, że MOGĘ i CHCĘ!

czwartek, 31 maja 2012

"Zagaś wszystko co rozpaliłam"

I po raz kolejny wkręciłem się emocjonalnie w coś czego powinienem jednak unikać.

A może jednak nie! Może potrzebuję wreszcie oczyścić swą duszę z tego co zalega na samym jej dnie!

Więc może po kolei:
Usłyszałem dziś historię, a raczej jej fragment, która ogromnie pobudziła mnie emocjonalnie. Wróciły wszystkie te uczucia które przewijały się przez moje życie przez lata. Miłość, Ból, Odrzucenie, Poczucie niższości, Porażka itp, itd... Nie, nie użalałem się nad sobą, a raczej doświadczyłem czegoś w rodzaju... kalejdoskopu.
Wszystkie te uczucia "przeleciały mi przed oczami", wywołały ogromny zamęt i odeszły, a ja zostałem w tym zamęcie. Bałagan myśli... Cieszę się, że to przeżyłem, choć bliski jestem od nawrotu, a przynajmniej zauważam silną reakcję somatyczną na takie intensywne uczucia. 
Jestem teraz spokojniejszy i myślę, że odczuwanie bólu emocjonalnego musi mieć swoje uzasadnienie. 
Czy aby nie jestem emocjonalnym masochistą?
Tak, czuję ból. Czuje się zraniony. Wiem, że Ona nie chciałaby tego słyszeć. Ale nie martwię się, mało tego, ja się na prawdę cieszę! Cieszę się, że mogę to przeżyć, poczuć! Mam wrażenie, że przez wiele lat mojego życia, takie uczucia były skrzętnie chowane przeze mnie na dno duszy (czy też spychane do podświadomości, jak kto woli). Dlaczego? Do tego jeszcze wrócimy!

Tak czy inaczej, cieszę się z tego co się stało.

Teraz druga sprawa: Jest mi strasznie głupio, przez to jak zareagowałem.
Zamiast podejść z empatią do historii którą słyszałem, w końcu to była Jej opowieść, wybuchnąłem lawiną emocji. Nie powinienem tak reagować. W ogóle nie powinienem się wtedy odzywać! Byłem wzburzony własnymi emocjami, własną historią. Nie ładnie postąpiłem! Mam wiedzę jak powinienem zareagować, ale w chwilach wysokiego wzburzenia, nie korzystam z tej wiedzy w ogóle! Chciałem jednocześnie wyrazić swe uczucia (choć była to kompletnie nieodpowiednia chwila), i wyjaśnić, że to nie są te uczucia o których właśnie powiedziałem... 

Pewnie gdzieś na dnie tej mojej chorej duszy wciąż jestem małym chłopcem, który potrzebuje aby go przytulić i powiedzieć mu, że MA PRAWO płakać. Sam jestem ojcem i popełniam te same błędy. Mówię mojej córce "nie płacz, przecież nic się nie stało" a przecież to nie prawda! To dla mnie, z mojej perspektywy nic się nie stało. Dla niej jest to coś ważnego! Muszę to dostrzec i odpowiednio zareagować! TAK! To mój obowiązek - dać jej to poczucie bezpieczeństwa, w którym będzie mogła swobodnie płakać jak tylko będzie tak czuła. 

I tak to od czegoś co zabolało mnie, przez coś co zabolało małego chłopce we mnie, doszliśmy do małej dziewczynki przy mnie... 

Czy nie przekombinowałem? Może!
Myśl przewodnia na dziś będzie nieco przewrotna:
"NIE MA PORAŻEK, SĄ TYLKO INFORMACJE ZWROTNE"

I muszę to sobie zapamiętać! Cała ta dzisiejsza sytuacja dała mi sporo tych informacji zwrotnych. O moich uczuciach, reakcjach somatycznych, skojarzeniach i pokręconym toku rozumowania. O tym że kocham, że boli, że mam uczucia o których nie mówiłem, nie przyznawałem się nawet, że je mam. O tym, co jest dla mnie ważne i o tym, że małych chłopców też należy przytulać, aby potem oni mogli przytulać swoje małe dziewczynki...

Kocham Was!




wtorek, 29 maja 2012

pokora i pycha

Czy można nauczyć się pokory?
Chodzi mi tu o taka naukę, jak np. ćwiczenia z NLP? Czy jest jakiś prosty układ ćwiczeń który pozwala nauczyć się pokory? 
Wczoraj usłyszałem od kolegi że za mało jest we mnie pokory, że on nie byłby w stanie tak stanowczo i jednoznacznie określić siebie i swojego miejsca w życiu, że on z dużo większą pokorą podchodzi do tego.
Sporo nad tym myślałem...
Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że tak niewiele dzieli mnie od następnej porażki, od tego że wpaść mogę w te nałogowe mechanizmy jak tylko stracę na moment kontrolę. Jak przestanę być uważny, zaniedbam własne zdrowie (mam na myśli oczywiście całość: Ciało, Umysł i Dusze - w końcu jestem cud'em ;), to mój umysł bardzo chętnie zacznie pracować na starych schematach. Są to w końcu wzorce, które ma doskonale utrwalone, więc nie ma się co dziwić. Mechanizmy tylko czekają na moją nieuwagę, aby zacząć ponownie budować ten zamek iluzji z którego tak mozolnie wychodziłem. Zdaję sobie z tego sprawę i nie mam zamiaru dopuszczać do takiej sytuacji. Czy to jest pokora? Czy sama świadomość ograniczeń i postawa duchowa, która te ograniczenia akceptuje, daje już pełną definicję pokory? 
A co z moją postawą wobec drugiego człowieka? Czy aby się nie wywyższam?
Mam tendencję do tego, by przelewać swą wiedzę, przemyślenia i pomysły na innych. Mam wewnętrzną potrzebę dzielenia się tym wszystkim. Nie jest to egoistyczna chęć wygadania się, czy też pouczania. Nie jestem też emocjonalnym ekshibicjonistą. Z czystego serca i chęci pomocy chcę się tym wszystkim podzielić. Czuję wewnętrznie, że takiego potencjału nie powinno się, a raczej nie wolno zostawiać dla siebie. 

Więc co jest nie tak? Skąd zauważalny deficyt pokory?

To może z drugiej strony: 
Wykonałem ogromna pracę przez ostatnie pół roku. Zmieniłem się! Zmieniła się moja relacja w praktyce z całym otaczającym mnie światem (no może jedynie w pracy staram się być taki jak byłem - po co maja wiedzieć o mojej przemianie).
Czy świadomość tej zmiany jest objawem pychy?
Czy chęć podzielenia się tą świadomością, TYLKO dlatego żeby pokazać drugiemu człowiekowi, że jest inna droga, pełna radości, promienista i przede wszystkim świadoma, jest oznaką pychy?

Jeszcze jeden aspekt pychy: samoświadomość i wysokie mniemanie o sobie.

Samoświadomość - Tak, jest u mnie na wysokim poziomie! Wysokie mniemanie - Nie!
Nie uważam, że wysoki poziom świadomości, jest jednoznaczny z wysokim mniemaniem o sobie.
Różnica jest taka, że ja mam świadomość tego jaki jestem. Świadomość swoich deficytów! Mam wgląd w to ile jeszcze pracy przede mną, ile mam niepoukładanych spraw, jak wiele jeszcze schematów, mechanizmów, wzorców do zmiany. Wiem, to wszystko! Oczywiście mam też świadomość, że jest to wiedza o mnie na chwilę obecną i pewnie za czas jakiś się zmieni, ale ten blog, da mi też możliwość spojrzenia na siebie i moje zmiany z perspektywy czasu.


A może tu jest właśnie problem?
Za dużo we mnie: "wiem", "jestem świadomy", "zdaję sobie sprawę".
Ale czy zauważanie tego wszystkiego, jest dobre dla mojego zdrowia?
Czy postawa: "tak mało wiem jeszcze o sobie" - byłaby dla mnie lepsza?

Na chwile obecną myślę, że jest dobrze tak jak jest, ze wskazaniem na zwiększenie uwagi na pokorę.
Poobserwuję to jeszcze, i pewnie temat pychy i pokory nie raz wróci w moich rozważaniach.