Jestem Ateistą!
Niby proste i łatwe stwierdzenie... a jednak czegoś mi brakuje...
Nie wiem już sam jak do tego podejść. Wychowany byłem oczywiście na katolika. I to (w moim mniemaniu) na dobrego katolika. Nie jakiegoś zbetoniałego obrońcę krzyża, ale na osobę która miała dzielić się miłością do bliźniego i boga. Osobę tolerancyjną wobec innych wyznań, wierzeń, filozofii, czy oczywistych rzeczy jak rasa, czy preferencje seksualne.
Nie jestem też osobą, która odeszła od wiary bo "obraziła" się na boga! Nie, gdyby był - to w zasadzie byłbym mu wdzięczny, za to co mam i kim jestem.
Dlaczego wiec postanowiłem być ateistą?
I czy to właściwie jest decyzja?
Już dawno temu przestałem chodzić do kościoła i w zasadzie to jestem od dawna zdeklarowanym antyklerykałem! Ale zawsze potrafiłem oddzielić kościół z jego zapleśniałymi doktrynami, hierarchią, i mnóstwem złych księży, od wiary - jako indywidualnej części życia każdego człowieka. Oderwanej od kościoła i jego tradycji, obrzędów i całej tej szopki.
Ale przyszedł kiedyś taki dzień, kiedy nagle wpadła mi do głowy myśl, że boga nie ma! Że właściwie, to ja już od dawna nie wierzę, a jedynie szukam kogoś kto mnie wysłucha, choćby w moich własnych myślach. Kogoś z kim mogę być zupełnie szczery, bo i tak wszystko wie. Kogoś kto nie będzie oceniał, doradzał, dawał żadnych odpowiedzi - a tylko wysłucha.
I poczułem wtedy ogromną ulgę!
Ulgę, że nie muszę udawać, chodzić do kościoła którego nie lubię, mieć wyrzutów sumienia, że do niego nie chodzę, robić rzeczy wbrew kościołowi, generalnie poczułem się wolny.
Również cała ta otoczka związana z życiem wiecznym - dała mi ulgę! Ulgę, że nie będę musiał dźwigać mojego chorego myślenia przez całą wieczność! Umrę i na tym się skończy cały CUD istnienia. Ciało się rozłoży, dusza, czy może świadomość lepiej tu pasuje - przestanie funkcjonować i już! Koniec.
Czy to nie prostsze, łatwiejsze i na dodatek zgodne z nauką?
Ale ten stan ulgi nie trwał długo ....
Czegoś mi brakuje! Czy boga? raczej nie! Ale chętnie znalazł bym przyjaciela...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozwój osobisty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozwój osobisty. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 16 marca 2015
W jaki sposób marnuję czas i energię w dążeniu do celu?
W jaki sposób marnuję czas i energię w dążeniu do celu? - to temat kolejnej pracy na moje terapeutyczne zajęcia. Poczytajcie - mam nadzieję, że Wy tak nie macie, bo to cholernie utrudnia życie!
- przede wszystkim często nie podejmuję nawet prób osiągnięcia danego celu. Z góry zakładam, że nie jestem na tyle dobry, wartościowy, zdeterminowany i wytrwały aby to osiągnąć, więc po co w ogóle marnować na to czas i energię!
- Jeśli już coś nawet próbuję osiągnąć, to zazwyczaj nie przygotowuję się dobrze do tego. Nie określam konkretnych etapów, dat, potrzebnych zasobów. To też jest jakaś podświadoma akcja sabotażowa, która ma na celu usprawiedliwienie się w przypadku porażki.
- odkładam na jutro! często wiele spraw które mógłbym zrobić dziś, przekładam na później, na jutro, na kiedyś tam. Jestem zmęczony, miałem ciężki dzień, nie ma już czasu, muszę wcześniej wstać itp. wymówki często powodują że przekładam pewne sprawy, i tracę czas na zupełne głupoty, i do tego usprawiedliwiam się, że przecież mam prawo do tego, by po ciężkim dniu po prostu odpocząć i trochę poleniuchować.
- Przedkładam obowiązki nad osobisty rozwój i pasje! I często przez to brakuje mi już na te drugie czasu, sił i środków. Nie dzielę ich w sposób zdrowy i proporcjonalny. Nieraz nawet jak robię coś dla siebie, coś co naprawdę sprawia mi radość – mam wyrzuty sumienia, że inni pewnie woleli by, abym ten czas poświecił im.
- boję się! boję się ryzyka, boję się stracić to co mam. Wyznaczenie i dążenie do celu wiąże się z ryzykiem porażki, i to przed tym chyba najbardziej uciekam. Boję się kolejnej porażki.
Generalnie jestem więc małym zakompleksionym chłopcem, z fatalnym poczuciem własnej wartości, który boi się wyjścia poza własną strefę bezpieczeństwa.
Wolę siedzieć w czymś co znam, choćby uwierało i nie dawało szczęścia, niż spróbować po to szczęście sięgnąć, z obawy przed tym, że mi się po prostu nie uda!
A na dodatek - mój umysł doskonale zdaje sobie sprawę, że te wszystkie lęki są jedynie pozorne i że nie ma się czego bać, a jednak te uczucia są bardzo silne i nieraz wręcz paraliżujące, tak jakby uczucia funkcjonowały w oderwaniu od świadomego umysłu.
wtorek, 10 marca 2015
Jestem fałszywym kłamcą!
Chcę być szczery, prawdomówny i uczciwy ....
Ale mi nie wychodzi!
Jestem permanentnym kłamcą. Okłamuję wszystkich łącznie ze sobą!
Zarówno w sprawach fundamentalnych - jak uczciwość i wierność małżeńska, jak i zupełnie banalnych i nieistotnych - które są tak mało ważne, że kłamstwo nie ma tu żadnego sensu.
Dlaczego?
Ano pewnie dlatego, że moje niskie poczucie wartości legło by w gruzach, gdyby nagle okazało się, że moje pomysły, decyzje, czy nie daj boże czyny - nie są akceptowalne przez otoczenie!
Nie jestem uczciwy żony - można by powiedzieć - normalne, bo jaki facet nie ma nic do ukrycia?
Któż by się obejrzał za młodą dziewczyną w kusej spódniczce w piękny letni dzień ... i po co tu żonie psuć humor takimi wiadomościami ;))
Ale w zasadzie - to dlaczego niby nie? Dlaczego nie stanąć ponad stereotypy, spojrzeć na to, że ani ja, ani ona już najmłodsi nie jesteśmy i zaakceptować to wreszcie! Zaakceptować zarówno własną seksualność (która każe mi oglądać się za młodszymi), jak i już nie pierwszej ponętności partnerkę - bo przecież zmieniać jej nie będę!
Nie jestem szczery wobec terapeuty - nie mówię mu wszystkiego, dokładnie tak jak żonie!
Boję się, że oceni mnie gorzej niż obecnie! Tylko co by to właściwie zmieniło? Zasadniczo to pewnie nic, bo przecież co mu do mojej moralności?! Ale i tak chowam to wszystko w sobie!
Nawet tu na tym blogu - nie jestem szczery ze sobą i z Tobą drogi czytelniku!
Obawiam się że może ktoś to przeczyta i źle mnie oceni! Ale skoro tak - to po jaką cholerę w ogóle piszę publicznie?
Może moja chęć bycia szczerym domaga się zdemaskowania, obnażenia moich wszystkich złych uczynków .... Tylko po co przy tym ranić innych?
Ale czy można naprawić złe uczynki - nie stając w prawdzie i nie przyjmując zasłużone kary?
Chwilami czuję się jak Raskolnikow ...
Dziwne to wszystko... Z jednej strony boję się pokazać prawdziwe oblicze, z drugiej gdzieś podświadomie dążę do samozagłady. Chcę stanąć w prawdzie i jednocześnie ukryć się z tą moją prawdą gdzieś głęboko. Nie poproszę nikogo o pomoc - bo przecież nikt mnie nie zna. A jak ma poznać - skoro nikomu się nie daję poznać, bo wszystkich dookoła okłamuję!
Żenujące, przykre i smutne to!
Ale mi nie wychodzi!
Jestem permanentnym kłamcą. Okłamuję wszystkich łącznie ze sobą!
Zarówno w sprawach fundamentalnych - jak uczciwość i wierność małżeńska, jak i zupełnie banalnych i nieistotnych - które są tak mało ważne, że kłamstwo nie ma tu żadnego sensu.
Dlaczego?
Ano pewnie dlatego, że moje niskie poczucie wartości legło by w gruzach, gdyby nagle okazało się, że moje pomysły, decyzje, czy nie daj boże czyny - nie są akceptowalne przez otoczenie!
Nie jestem uczciwy żony - można by powiedzieć - normalne, bo jaki facet nie ma nic do ukrycia?
Któż by się obejrzał za młodą dziewczyną w kusej spódniczce w piękny letni dzień ... i po co tu żonie psuć humor takimi wiadomościami ;))
Ale w zasadzie - to dlaczego niby nie? Dlaczego nie stanąć ponad stereotypy, spojrzeć na to, że ani ja, ani ona już najmłodsi nie jesteśmy i zaakceptować to wreszcie! Zaakceptować zarówno własną seksualność (która każe mi oglądać się za młodszymi), jak i już nie pierwszej ponętności partnerkę - bo przecież zmieniać jej nie będę!
Nie jestem szczery wobec terapeuty - nie mówię mu wszystkiego, dokładnie tak jak żonie!
Boję się, że oceni mnie gorzej niż obecnie! Tylko co by to właściwie zmieniło? Zasadniczo to pewnie nic, bo przecież co mu do mojej moralności?! Ale i tak chowam to wszystko w sobie!
Nawet tu na tym blogu - nie jestem szczery ze sobą i z Tobą drogi czytelniku!
Obawiam się że może ktoś to przeczyta i źle mnie oceni! Ale skoro tak - to po jaką cholerę w ogóle piszę publicznie?
Może moja chęć bycia szczerym domaga się zdemaskowania, obnażenia moich wszystkich złych uczynków .... Tylko po co przy tym ranić innych?
Ale czy można naprawić złe uczynki - nie stając w prawdzie i nie przyjmując zasłużone kary?
Chwilami czuję się jak Raskolnikow ...
Dziwne to wszystko... Z jednej strony boję się pokazać prawdziwe oblicze, z drugiej gdzieś podświadomie dążę do samozagłady. Chcę stanąć w prawdzie i jednocześnie ukryć się z tą moją prawdą gdzieś głęboko. Nie poproszę nikogo o pomoc - bo przecież nikt mnie nie zna. A jak ma poznać - skoro nikomu się nie daję poznać, bo wszystkich dookoła okłamuję!
Żenujące, przykre i smutne to!
czwartek, 22 stycznia 2015
A właśnie że nie!
Nie mam zamiaru roztkliwiać się, zastanawiać, rozważać itp.
"Zdrowa jednostka nie zastanawia się, tylko działa" - jak mawiał klasyk!
(Seksmisja)
To ja podejmuję decyzje o tym jak chcę przeżyć ten dzień!
Nie ma przeszłości, nie ma przyszłości - jest tylko i wyłącznie TU i TERAZ!
Nie ma kłopotów, nie ma strachu, nie ma lęku.
Jest reagowanie na bieżące sytuacje i podejmowanie kolejnych decyzji!
Nie ma Boga, życia po, życia przed, czy innego życia w alternatywnych rzeczywistościach!
Jestem ja, jest to co mnie w danej chwili otacza, są moi bliscy, ludzie z którymi wiążą mnie rożne relacje.
Są moje uczucia! Jedne wywołane moimi myślami, inne pochodzące z serca.
Bezwarunkowość, niekontrolowalność, nieuchronność, niemiłość i nie-niemiłość!
Wszystko wolne, nieskrępowane wstydem i żalem za minione, oraz lękiem o być może nadeszłe!
"Zdrowa jednostka nie zastanawia się, tylko działa" - jak mawiał klasyk!
(Seksmisja)
To ja podejmuję decyzje o tym jak chcę przeżyć ten dzień!
Nie ma przeszłości, nie ma przyszłości - jest tylko i wyłącznie TU i TERAZ!
Nie ma kłopotów, nie ma strachu, nie ma lęku.
Jest reagowanie na bieżące sytuacje i podejmowanie kolejnych decyzji!
Nie ma Boga, życia po, życia przed, czy innego życia w alternatywnych rzeczywistościach!
Jestem ja, jest to co mnie w danej chwili otacza, są moi bliscy, ludzie z którymi wiążą mnie rożne relacje.
Są moje uczucia! Jedne wywołane moimi myślami, inne pochodzące z serca.
Bezwarunkowość, niekontrolowalność, nieuchronność, niemiłość i nie-niemiłość!
Wszystko wolne, nieskrępowane wstydem i żalem za minione, oraz lękiem o być może nadeszłe!
Życie!
niedziela, 18 stycznia 2015
Dzienniczek wdzięczności
Dzienniczek wdzięczności...
Moja praca domowa - napisać każdego dnia po 10 rzeczy za które jestem wdzięczny.
Kurcze ...
Jestem w takim nastroju że nawet jednego dnia nie usiadłem do tej pracy. Nie dlatego, że nie mam czasu, czy że nie mam za co dziękować. Chyba dlatego, że nie mam komu dziękować.
W tej materii czuję tak ogromną pustkę, że nawet nie wiem jak by się zabrać do dziękowania za cokolwiek.
Codziennie zdarza mi się coś co jest miłe, przyjemne, dobre.
Mam cudowne dzieciaki, dobrą choć niedocenianą przeze mnie żonę, stabilną pracę, wymarzony motocykl, i na tyle zdrowia by się cieszyć życiem, osiągać sukcesy i być szczęśliwym człowiekiem. Czemu więc nie jestem? Czemu ciągle kombinuję. Czemu zamiast cieszyć się z tego co mam - rozpamiętuję to czego nie mam i mieć nie będę!
Z jednej strony nie wiem czego naprawdę chcę, z drugiej nawet jak wiem to i tak nic nie robię w tym kierunku. Jestem rozdarty między niewiedzą a brakiem działania. Między ucieczką od odpowiedzialności, a chęcią bycia tu i teraz. Między bezpieczeństwem a przeżywaniem.
Jak zwykle to jest mało konkretne i właściwie niewiele z tego wynika. Ale tak właśnie opisałbym to co się ze mną dzieje.
Jestem pewien dwóch rzeczy: że jest to stan przejściowy, i że nie podoba mi się to co się ze mną dzieje.
Moja praca domowa - napisać każdego dnia po 10 rzeczy za które jestem wdzięczny.
Kurcze ...
Jestem w takim nastroju że nawet jednego dnia nie usiadłem do tej pracy. Nie dlatego, że nie mam czasu, czy że nie mam za co dziękować. Chyba dlatego, że nie mam komu dziękować.
W tej materii czuję tak ogromną pustkę, że nawet nie wiem jak by się zabrać do dziękowania za cokolwiek.
Codziennie zdarza mi się coś co jest miłe, przyjemne, dobre.
Mam cudowne dzieciaki, dobrą choć niedocenianą przeze mnie żonę, stabilną pracę, wymarzony motocykl, i na tyle zdrowia by się cieszyć życiem, osiągać sukcesy i być szczęśliwym człowiekiem. Czemu więc nie jestem? Czemu ciągle kombinuję. Czemu zamiast cieszyć się z tego co mam - rozpamiętuję to czego nie mam i mieć nie będę!
Z jednej strony nie wiem czego naprawdę chcę, z drugiej nawet jak wiem to i tak nic nie robię w tym kierunku. Jestem rozdarty między niewiedzą a brakiem działania. Między ucieczką od odpowiedzialności, a chęcią bycia tu i teraz. Między bezpieczeństwem a przeżywaniem.
Jak zwykle to jest mało konkretne i właściwie niewiele z tego wynika. Ale tak właśnie opisałbym to co się ze mną dzieje.
Jestem pewien dwóch rzeczy: że jest to stan przejściowy, i że nie podoba mi się to co się ze mną dzieje.
czwartek, 8 maja 2014
Zdrowe odchudzanie 7kg w 5 tyg.
Dzień 38 08.05.2014
Witam ponownie!
Wynik na dziś: 82,0 kg, co daje:
7,1 kg w 38 dni
Osobiście jestem pod wrażeniem.
I nie chodzi tu o same liczby, ale o to, jak jest to łatwe jak tylko znajdzie się w sobie odpowiedni sposób.
Podkreślam - W SOBIE!
Bo dieta, ćwiczenia, aktywność, liczenie kalorii itp, to TYLKO środki/narzędzia do osiągnięcia celu.
Najważniejsza przemiana musi iść ze środka. Moja metoda to jedność ciała i umysłu!
Najważniejszy krok, to ten pierwszy, każdy następny jest już podbudowany sukcesem tego pierwszego! Podobnie było u mnie z rzucaniem palenia. Pierwsze chwile są straszne, pierwszy dzień, tydzień, potem jest coraz łatwiej. Obecnie wiem że odczuwany nieraz głód jest dobry i naturalny! Nie jest niczym złym czego należy się czym prędzej pozbyć. Jest informacją od mojego organizmu, że czas dostarczyć mu porcji potrzebnych do funkcjonowania! Mój świadomy umysł natomiast próbuje przekazać organizmowi informację: wiem, rozumiem, kontroluję, dbam o ciebie, zaraz wszystko zrobimy tak, aby całość mej istoty była zadowolona! To daje mi siłę!
Chodzi o to, by traktować się całościowo! Ciało Umysł i Dusza! Zadowolenie powinno być dla całego mnie! Dbać powinienem też o całego siebie!
Jeśli się nadmiernie najem to może i ciało na chwilę będzie zadowolone, ale umysł i dusza - nie!
Dbam więc o to, by zadowolić i ciało i umysł, a dusza ... zazwyczaj cieszy się jak pozostała część jest zgodna i zadowolona ;)
A teraz kilka istotnych zmian jakie zauważyłem:
- głód nie jest czymś dokuczliwym, jeśli traktujesz go jako DOBRĄ informację!
- głód można zaspokoić nawet drobną przekąską, jabłko, mały serek, nieraz szklanka wody!
- jeśli szykuję już jakiś posiłek - staram się eksperymentować z ilością! Zamiast np. całego serka - zjem pół - może akurat okaże się że mój głód zostanie zaspokojony?
Tu może ze dwa zdania: Nie chodzi o to, by narzucać sobie jakieś ograniczenia, czy ostre normy! Nasz umysł, a przynajmniej mój na pewno, ma w sobie naturalny mechanizm obronny i wszelkie narzucone normy traktuje jako zło wcielone!
Chodzi o chęć poznawania!
Tak jak poznajemy inne kraje - podróżując, tak możemy wybrać się w podróż po swoim organizmie. Odrywać każdego dnia, ile posiłków nam wystarczy, jakie maja być duże, co powinniśmy jeść. Nasz organizm daje nam świetne informacje - wsłuchajmy się w niego!
I ważna sprawa - dajmy sobie poczucie bezpieczeństwa!
Jeśli będę nadal głodny, to mogę w każdej chwili jeszcze coś zjeść! Mnie taka świadomość dodaje ogromnej energii! Po każdym drobnym posiłku daję sobie chwilę na to by sprawdzić jak to wpływa na mój organizm. Jak jest źle, czyli nadal jestem głodny, to zastanawiam się, co było nie tak? może za szybko zjadłem, może za mało czasu, może zbyt łapczywie? Ta chwila zastanowienia, zazwyczaj skutkuje tym, że głód odchodzi!
Nie wiem dlaczego tak jest? Może dla siebie też trzeba trochę uwagi?
Może sami siebie traktujemy zbyt powierzchownie i dlatego niejako nasz własny organizm domaga się więcej uwagi - poprzez poczucie głodu? A dając mu więcej uwagi - zaspokajamy potrzeby nie tylko fizyczne, ale i duchowe, co skutkuje większą integracją ciała i duszy, a przez to większą kontrolą nad własnymi odczuciami!
Pozdrawiam i życzę wam wszystkim podobnych sukcesów! Nie w odchudzaniu, ale w integracji ciała i duszy
niedziela, 27 kwietnia 2014
Dieta dzień 28
Dzień 28 28.04.2014
Cóż ...witam po weekendzie! Przyznam się szczerze, że pozwoliłem sobie nieco na drobną rozpustę. Weekendy są dla mnie najtrudniejsze, bo jest więcej czasu, więc i więcej czasu na to by czuć się głodnym. Ale nie ma co narzekać, tylko wracać na z góry upatrzoną ścieżkę,
Na razie cele są osiągnięte, liczby nie kłamią, a samopoczucie jest coraz lepsze, więc JEST OK.
Moja tabelka wygląda tak:
Jak widać dopiero 1/3 drogi za mną, więc jeszcze dużo pracy!
Cyferek pewnie nie widać, więc przytoczę - Stan na 28 dzień:
Założony cel: 85,95 kg.
Waga rzeczywista: 83,70 kg. (taka jak i przed weekendem ;(( )
Różnica w stosunku do dnia rozpoczęcia eksperymentu: 5,40 kg.
Na wykresie bardzo mi się podoba ta świąteczna "górka" ... Ciekawe jak będzie po majówce ;) Griliki kuszą ;))
Cóż ...witam po weekendzie! Przyznam się szczerze, że pozwoliłem sobie nieco na drobną rozpustę. Weekendy są dla mnie najtrudniejsze, bo jest więcej czasu, więc i więcej czasu na to by czuć się głodnym. Ale nie ma co narzekać, tylko wracać na z góry upatrzoną ścieżkę,
Na razie cele są osiągnięte, liczby nie kłamią, a samopoczucie jest coraz lepsze, więc JEST OK.
Moja tabelka wygląda tak:
Jak widać dopiero 1/3 drogi za mną, więc jeszcze dużo pracy!
Cyferek pewnie nie widać, więc przytoczę - Stan na 28 dzień:
Założony cel: 85,95 kg.
Waga rzeczywista: 83,70 kg. (taka jak i przed weekendem ;(( )
Różnica w stosunku do dnia rozpoczęcia eksperymentu: 5,40 kg.
Na wykresie bardzo mi się podoba ta świąteczna "górka" ... Ciekawe jak będzie po majówce ;) Griliki kuszą ;))
czwartek, 24 kwietnia 2014
Jak schudnąć 5kg w trzy tygodnie?
Dzień 24 24.04.2014
Jak? ..... To proste - NIE ŻREĆ TYLE!
Mój dzisiejszy wynik: 83,8, co w stosunku do wagi 89,1 z 2-go kwietnia daje :
Jak? ..... To proste - NIE ŻREĆ TYLE!
Mój dzisiejszy wynik: 83,8, co w stosunku do wagi 89,1 z 2-go kwietnia daje :
5,3 kg w 22 dni
(a w tym Święta - gdzie nie odmawiałem sobie żadnego dania)
i co Wy na to? Dobry wynik?
Ostatnio mam kilka spraw na głowie i nie bardzo mam czas by dokładniej opisać Wam wszystko, ale zasadniczo niewiele się zmieniło. Kontynuuję wcześniejszą dietę, a nawet pozwalam sobie na nieco przyjemności (czekoladkę nawet). I staram się korzystać z pogody i chodzić na rolki, rower, siatkówkę i co tylko można by się poruszać.
Pozdrawiam gorąco i czekam na komentarze ;))
środa, 16 kwietnia 2014
Dieta CUD działa! 3,5 kg w dwa tygodnie!
Dzień 17 17.04.2014
Witajcie ponownie.
Waga wciąż na dobrym kursie. Jestem coraz mniej głodny a coraz bardziej zadowolony z efektów.
To faktycznie działa. Odkąd zacząłem liczyć kalorie to mam efekt następujący:
wieczorem siadam do podliczania całodniowej diety, i okazuje się że jestem poniżej 1000 kcal. wiec ... nagle ta świadomość powoduje tak duży głód, że zazwyczaj jeszcze jakąś kanapeczkę, czy serek zjadam na noc. Wcale nie pasuje mi ten odruch i muszę nad tym popracować. Ale poza tym jest OK.
Poniżej dieta z ostatnich dni:
Jak widać na ciasteczka też sobie regularnie pozwalam... bo lubię!
Witajcie ponownie.
Waga wciąż na dobrym kursie. Jestem coraz mniej głodny a coraz bardziej zadowolony z efektów.
To faktycznie działa. Odkąd zacząłem liczyć kalorie to mam efekt następujący:
wieczorem siadam do podliczania całodniowej diety, i okazuje się że jestem poniżej 1000 kcal. wiec ... nagle ta świadomość powoduje tak duży głód, że zazwyczaj jeszcze jakąś kanapeczkę, czy serek zjadam na noc. Wcale nie pasuje mi ten odruch i muszę nad tym popracować. Ale poza tym jest OK.
Poniżej dieta z ostatnich dni:
| 15.04.2014 | kefir | 172 |
| jabłko | 70 | |
| sałatka | 350 | |
| kanapki | 440 | |
| jogurt | 106 | |
| 1138 | ||
| 16.04.2014 | kefir | 172 |
| banany | 200 | |
| jogurt | 150 | |
| sałatka | 350 | |
| ciastko | 55 | |
| kanapki | 336 | |
| 1263 |
poniedziałek, 14 kwietnia 2014
Dieta c.d...Dzień 15
Dzień 15 15.04.2014
Dla uważniej śledzących przyznam się, że wczoraj po podsumowaniu kalorii, stwierdziłem, że za mało jem i pozwoliłem sobie na jogurcik i dwa ciasteczka, więc jeszcze plus ok. 200kcal.
Sałatki jakie sobie robię wyglądają mniej więcej tak:
Skład jest następujący:
1. Sałata (tu gotowa mieszanka z rukolą, roszpunką, jakąś czerwoną (??) itp.)
2. twarożek wiejski 100g.
3. oliwki (wg uznania, ja daję kilkanaście)
4. czosnek (uwielbiam, więc daję dwa, trzy ząbki)
5. oliwa z oliwek - 1 łyżka
6. Przyprawy: oregano, ostra papryka, ocet winny, sól)
I to w zasadzie tyle. Polecam gorąco, bo smaczne to i mało kaloryczne, a syte niesamowicie.
A tabelka po dwóch tygodniach wygląda tak:
Czyli: w dwa tygodnie schudłem: 3,5 kg.
Dla uważniej śledzących przyznam się, że wczoraj po podsumowaniu kalorii, stwierdziłem, że za mało jem i pozwoliłem sobie na jogurcik i dwa ciasteczka, więc jeszcze plus ok. 200kcal.
Sałatki jakie sobie robię wyglądają mniej więcej tak:
Skład jest następujący:
1. Sałata (tu gotowa mieszanka z rukolą, roszpunką, jakąś czerwoną (??) itp.)
2. twarożek wiejski 100g.
3. oliwki (wg uznania, ja daję kilkanaście)
4. czosnek (uwielbiam, więc daję dwa, trzy ząbki)
5. oliwa z oliwek - 1 łyżka
6. Przyprawy: oregano, ostra papryka, ocet winny, sól)
I to w zasadzie tyle. Polecam gorąco, bo smaczne to i mało kaloryczne, a syte niesamowicie.
A tabelka po dwóch tygodniach wygląda tak:
Czyli: w dwa tygodnie schudłem: 3,5 kg.
niedziela, 13 kwietnia 2014
Dieta c.d...Dzień 14
Dzień 14 14.04.2014
Przygotowałem sobie tabelki z kaloriami. Starałem się zrobić to możliwie dokładnie, ważąc nawet to co miałem w lodówce i spisując kalorie z danych producenta. Jednak nie wszystko mogłem zrobić tak precyzyjnie, więc cześć jest pisana na podstawie danych z sieci.
Moja tabelka wygląda na razie tak:
Jeśli ktoś z was ma jakieś zastrzeżenia co do wartości w tabelce, to piszcie - chętnie porównam i skoryguję.
Ponieważ mam praktycznie żadną wiedzę na temat diet, kalorii itp. to bazowałem na informacjach od znajomej które brzmią:
1. podstawowa przemiana materii - mężczyźni powyżej 35 lat : waga ciała razy 21,6
2. Ponadpodstawowa przemiana materii na pokrycie wydatków energetycznych związana z pracą mięśni: mycie, ubieranie, chodzenie, praca - lekka praca - biurowa - 500kcal
3. dodatkowa aktywność fizyczna minimalnie 4 kcal1 kg wagi, optymalnie 7kcal1 kg
Na tej podstawie obliczyłem sobie :
1. 85x21,6=1836
2. 500
3. 85x5 =425
W sumie : 2761 kcal. - tyle wyszło mi zapotrzebowanie na kalorie.
Zacząłem więc liczyć i wyszły mi takie oto wyniki z dni poprzednich:
Przygotowałem sobie tabelki z kaloriami. Starałem się zrobić to możliwie dokładnie, ważąc nawet to co miałem w lodówce i spisując kalorie z danych producenta. Jednak nie wszystko mogłem zrobić tak precyzyjnie, więc cześć jest pisana na podstawie danych z sieci.
Moja tabelka wygląda na razie tak:
| Crunchy naturalne | porcja | 100g | 439/100g | 440 | |||||
| mleko | szklanka | 200g | 60/100g | 120 | |||||
| chleb | kromka | 26g | 215/100g | 60 | |||||
| szynka | plaster | 15g | 250/100g | 40 | |||||
| ser żółty | plaster | 21g | 350/100g | 74 | |||||
| kawa nescafe | 2 łyżki | 4g | 118/100g | 5 | |||||
| twarożek wiejski | 1 op. | 200g | 175/100g | 350 | |||||
| jogo drink | 1 op. | 400g | 74/100g | 300 | |||||
| Jo Go | 1 op. | 400g | 92/100g | 368 | |||||
| kabanosy | podwójne pęto | 15g | 611/100g | 92 | |||||
| mleko do kawy light | porcja | 70g | 109/100g | 75 | |||||
| banan | 1 szt | 120g | 120/100g | 120 | |||||
| kefir robico | 1 op. | 400g | 43/100g | 172 | |||||
| warzywa | 1 op. | 450g | 40/100g | 180 | |||||
| activia | 1 op. | 120g | 88/100g | 106 | |||||
| jedynka | 1 szt. | 50g | 237/100g | 120 | |||||
| serek łaciaty | porcja na kanapkę | 20g | 240/100g | 50 | |||||
| jabłko | małe 1 szt. | 140g | 50/100g | 70 | |||||
| oliwki | porcja (1/2 słoiczka) | 65g | 100/100g | 65 | |||||
| ciastka belvita | 1 ciastko | 12,5g | 440/100g | 55 | |||||
| olej z oliwek | 1 łyżka stoł. | 10g | 900/100g | 90 | |||||
| feta | 1/2 op. | 135g | 190/100g | 260 | |||||
| sałata | 1/2 op. | 90g | 14/100g | 13 | |||||
| sajgonka | 2 szt. | 200g | 150/100g | 300 | |||||
Jeśli ktoś z was ma jakieś zastrzeżenia co do wartości w tabelce, to piszcie - chętnie porównam i skoryguję.
Ponieważ mam praktycznie żadną wiedzę na temat diet, kalorii itp. to bazowałem na informacjach od znajomej które brzmią:
1. podstawowa przemiana materii - mężczyźni powyżej 35 lat : waga ciała razy 21,6
2. Ponadpodstawowa przemiana materii na pokrycie wydatków energetycznych związana z pracą mięśni: mycie, ubieranie, chodzenie, praca - lekka praca - biurowa - 500kcal
3. dodatkowa aktywność fizyczna minimalnie 4 kcal1 kg wagi, optymalnie 7kcal1 kg
Na tej podstawie obliczyłem sobie :
1. 85x21,6=1836
2. 500
3. 85x5 =425
W sumie : 2761 kcal. - tyle wyszło mi zapotrzebowanie na kalorie.
Zacząłem więc liczyć i wyszły mi takie oto wyniki z dni poprzednich:
Weekend miałem jak widać pełen rozpusty... ale... Dziś za to skromnie:
|
czwartek, 10 kwietnia 2014
Dieta cd...Dzień 10
Dzień 10. 10.04.2014
Poniżej wykresik i dane z 10 dni.
Poziom tłuszczu jest odczytywany z mojej magicznej wagi cyfrowej, co nie jest zupełnie miarodajne, ale skoro takie dane mam dostępne, to pomyślałem, że nie zaszkodzi się im przyjrzeć.
Co do samej masy ciała, to oczywiście też jest to zagadnienie dość złożone. Wiemy przecież, że kulturyści mają wskaźnik BMI wskazujący na drugi stopień otyłości, mimo tego, że poziom tłuszczu w ich organizmie jest dużo poniżej normy.
Ja oczywiście do nich nie należę ;))
Ale zauważyłem, że przy wzmożonym treningu, zwłaszcza siłowym, zmienia się budowa ciała, przybywa mięśni, spada tłuszczyk, a masa ciała przy takim "odchudzaniu" może nawet wzrosnąć. Bądź co bądź tłuszcz jest lżejszy od mięśni ;))
Na razie jednak spadek masy jest zgodny z założeniami, więc myślę, że nie jest źle.
Zmieniły się po tych 10 dniach również ilości jedzenia jakie powodują kompletne zaspokojenie głodu.
Krótko mówiąc mogę zjeść mniej i wcale nie odczuwać tego najbardziej nieprzyjemnego uczucia ssania w żołądku.
Dla przykładu jeszcze wczorajsza kompletna dieta:
1. śniadanie: kawa z mlekiem
2. drugie śniadanie: duży jogurt z owocami.
3. obiad (choć to tylko w biegu, więc ....): dwie kanapki z ciemnego pieczywa z serkiem
4. podwieczorek: płatki z mlekiem
5. kolacja: serek pół kabanosa.
Do typowego dnia brakuje tu lepszego obiadu, ale wczoraj odbierałem motocykl z warsztatu, potem musiałem odebrać zostawiony tam samochód, i spieszyłem się na siatkówkę, więc nie było czasu na lepszy obiadek, dlatego pojawiły się płatki na podwieczorek.
Zazwyczaj na podwieczorek jadam jakieś owoce: banana, jabłka, winogrona.
Moim największym problemem jest głód późnym wieczorem. Najczęściej ok. 22.00-23.00.
Ale o tym już następnym razem...
Poniżej wykresik i dane z 10 dni.
Poziom tłuszczu jest odczytywany z mojej magicznej wagi cyfrowej, co nie jest zupełnie miarodajne, ale skoro takie dane mam dostępne, to pomyślałem, że nie zaszkodzi się im przyjrzeć.
Co do samej masy ciała, to oczywiście też jest to zagadnienie dość złożone. Wiemy przecież, że kulturyści mają wskaźnik BMI wskazujący na drugi stopień otyłości, mimo tego, że poziom tłuszczu w ich organizmie jest dużo poniżej normy.
Ja oczywiście do nich nie należę ;))
Ale zauważyłem, że przy wzmożonym treningu, zwłaszcza siłowym, zmienia się budowa ciała, przybywa mięśni, spada tłuszczyk, a masa ciała przy takim "odchudzaniu" może nawet wzrosnąć. Bądź co bądź tłuszcz jest lżejszy od mięśni ;))
Na razie jednak spadek masy jest zgodny z założeniami, więc myślę, że nie jest źle.
Zmieniły się po tych 10 dniach również ilości jedzenia jakie powodują kompletne zaspokojenie głodu.
Krótko mówiąc mogę zjeść mniej i wcale nie odczuwać tego najbardziej nieprzyjemnego uczucia ssania w żołądku.
Dla przykładu jeszcze wczorajsza kompletna dieta:
1. śniadanie: kawa z mlekiem
2. drugie śniadanie: duży jogurt z owocami.
3. obiad (choć to tylko w biegu, więc ....): dwie kanapki z ciemnego pieczywa z serkiem
4. podwieczorek: płatki z mlekiem
5. kolacja: serek pół kabanosa.
Do typowego dnia brakuje tu lepszego obiadu, ale wczoraj odbierałem motocykl z warsztatu, potem musiałem odebrać zostawiony tam samochód, i spieszyłem się na siatkówkę, więc nie było czasu na lepszy obiadek, dlatego pojawiły się płatki na podwieczorek.
Zazwyczaj na podwieczorek jadam jakieś owoce: banana, jabłka, winogrona.
Moim największym problemem jest głód późnym wieczorem. Najczęściej ok. 22.00-23.00.
Ale o tym już następnym razem...
Dieta - podstawa filozoficzna
Tytuł górnolotny, a sprawa jest banalnie prosta!
Chciałbym zachęcić was do nieco innego spojrzenia na sprawę diet, ćwiczeń i generalnie wszelkich aktywności które mają przynieść nam jakiś pozytywny skutek.
Otóż moja filozofia jest następująca:
Nie chcę zmiany dlatego, że NIE LUBIĘ SIEBIE,
ale właśnie dlatego że LUBIĘ SIEBIE!!!
Jest to kluczowa zmiana w myśleniu o sobie, która daje nam dostęp do źródła ogromnej energii, wręcz niewyczerpanego źródła motywacji.
Jak to działa?
Działa dość prosto - jeśli nie lubisz siebie, to nie masz dla siebie wystarczająco dużo szacunku i miłości by zrobić coś, co nieraz POZORNIE wymaga ogromnych poświęceń.
Bo czy zrobisz coś takiego dla osoby której nie lubisz? NIE! Bo niby dlaczego?
Natomiast jeśli naprawdę polubisz siebie (użyłbym nawet śmiało określenia "pokochasz siebie", choć niektórym może to trącać narcyzmem, ale nie ma w tym nic złego, wierzcie mi)
wtedy jesteś gotów podjąć "dobrą walkę" jak pisał Paulo Coelho w "Pielgrzymie".
Jesteś gotów, drogi czytelniku, aby zrobić dla osoby którą kochasz wszystko co niezbędne, aby żyło jej się lepiej! Czy nie jest to naturalnym i jakże pozytywnym odruchem każdego z nas, aby uszczęśliwić osobę którą kochamy?
Dlaczego więc nie zastosować tego samego mechanizmu w stosunku do samego siebie?!
Co to daje?
Daje to wiarę, nadzieję i moc każdego dnia.
Kiedy tylko dopada Cię np. głód - wiesz, że naprawdę dobre dla Ciebie nie jest nażarcie się i uśmierzenie tego głodu. Bo wiesz, że osoba którą kochasz - TY SAM, bedziesz mieć z tego powodu straty (otyłość, choroby, złe samopoczucie, wyrzuty sumienia itp.).
Więc robisz to co należy - jabłuszko, pół litra wody mineralnej i .... za moment już nie cierpisz! Głód mija!
I tu kolejna ważna, BARDZO WAŻNA, sprawa!
GŁÓD MIJA!
Nie jest to permanentne uczucie, z którym czeka nas walka do śmierci! NIE!
Jest to stan chwilowy, przejściowy i całkiem naturalny!
Nasz oganizm daje nam INFORMACJĘ, że brakuje mu czegoś co do tej pory dostawał.
Co nie znaczy, że od razu musi to dostać! Głód nie zabija, nie boli, nie jest czymś nie do wytrzymania!
Jest to zwykła informacja!!! Która przyjmujemy do wiadomości i w pełni świadomie podejmujemy decyzję o tym, aby podjąć działania w tym zakresie!
Jakie to działania - to zależy od nas. Możemy się nażreć, albo delikatnie coś przekąsić zdrowego, albo napiś się tylko wody, albo np. zdecydować, że zjem dopiero za godzinę.
Takie przedłużanie odstępów między kolejnymi posiłkami - jest oczywiście tylko doraźne i należy stosować tylko w tych chwilach, gdy głód zauważamy między posiłkami, bo żelazną zasadą jest oczywiście możliwie stała pora posiłków.
To jest jedna z trudniejszych sztuk do opanowania - pogodzenie się z faktem, że głód występuje, jest naturalny, jest tylko informacją i NA PEWNO MINIE!
Jeszcze jeden fakt który ułatwia takie działania - głód z każdym dniem będzie słabszy!
Będzie występował rzadziej i będzie mniej nasilony.
Z czasem jeśli zadbacie o prawidłowe pory i skład posiłków - przestanie występować!
A to wszystko dlatego, że nasz organizm przyzwyczai się do prawidłowego odżywiania, do regularnych ćwiczeń, do WSZYSTKIEGO możemy się przyzwyczaić, zaadoptować, zmienić się!
Życzę wam powodzenia w LUBIENIU SIEBIE!
c.d.n.
środa, 9 kwietnia 2014
Dieta cd...Dzień 9
Dzień 9. 09.04.2014
Oto moje obiadki:
Wiem, że wyglądają monotematycznie, ale odpowiednio doprawione są całkiem niezłe.
Generalnie jak widać nie ma tu nic nadzwyczajnego. Warzywa i serek twarogowy.
Taki obiadek jadam na zmianę z sałatkami, na bazie wszelkich roszpunek, rukoli itp. z oliwkami (które uwielbiam, bazylią, czosnkiem i octem winnym)
c.d.n.
Oto moje obiadki:
Wiem, że wyglądają monotematycznie, ale odpowiednio doprawione są całkiem niezłe.
Generalnie jak widać nie ma tu nic nadzwyczajnego. Warzywa i serek twarogowy.
Taki obiadek jadam na zmianę z sałatkami, na bazie wszelkich roszpunek, rukoli itp. z oliwkami (które uwielbiam, bazylią, czosnkiem i octem winnym)
c.d.n.
wtorek, 8 kwietnia 2014
Jak skutecznie schudnąć w 3 miesiące?
Dzień 8. 09.04.2014
Witam serdecznie ponownie!
Właśnie zaczynam kolejny eksperyment na moim ulubionym króliku doświadczalnym, czyli na sobie!
Tym razem DIETA CUD!
Plan jest mniej więcej taki jak rok temu - czyli 10kg w 3 m-ce.
Na razie idzie zgodnie z planem, ale początek nie jest jeszcze najtrudniejszy!
Będę informował na bieżąco o wszystkim, czyli m.in.: dieta, motywacja, pomysły na głód, jak się polubić, co jem a czego nie jem.
Dzień 9. 09.04.2014
Oto moje obiadki:
Wiem, że wyglądają monotematycznie, ale odpowiednio doprawione są całkiem niezłe.
Generalnie jak widać nie ma tu nic nadzwyczajnego. Warzywa i serek twarogowy.
Taki obiadek jadam na zmianę z sałatkami, na bazie wszelkich roszpunek, rukoli itp. z oliwkami (które uwielbiam, bazylią, czosnkiem i octem winnym)
Dzień 10. 10.04.2014
Poniżej wykresik i dane z 10 dni.
Poziom
tłuszczu jest odczytywany z mojej magicznej wagi cyfrowej, co nie jest
zupełnie miarodajne, ale skoro takie dane mam dostępne, to pomyślałem,
że nie zaszkodzi się im przyjrzeć.
Co do samej masy
ciała, to oczywiście też jest to zagadnienie dość złożone. Wiemy
przecież, że kulturyści mają wskaźnik BMI wskazujący na drugi stopień
otyłości, mimo tego, że poziom tłuszczu w ich organizmie jest dużo
poniżej normy.
Ja oczywiście do nich nie należę ;))
Ale
zauważyłem, że przy wzmożonym treningu, zwłaszcza siłowym, zmienia się
budowa ciała, przybywa mięśni, spada tłuszczyk, a masa ciała przy takim
"odchudzaniu" może nawet wzrosnąć. Bądź co bądź tłuszcz jest lżejszy od
mięśni ;))
Na razie jednak spadek masy jest zgodny z założeniami, więc myślę, że nie jest źle.
Zmieniły się po tych 10 dniach również ilości jedzenia jakie powodują kompletne zaspokojenie głodu.
Krótko mówiąc mogę zjeść mniej i wcale nie odczuwać tego najbardziej nieprzyjemnego uczucia ssania w żołądku.
Dla przykładu jeszcze wczorajsza kompletna dieta:
1. śniadanie: kawa z mlekiem
2. drugie śniadanie: duży jogurt z owocami.
3. obiad (choć to tylko w biegu, więc ....): dwie kanapki z ciemnego pieczywa z serkiem
4. podwieczorek: płatki z mlekiem
5. kolacja: serek pół kabanosa.
Do
typowego dnia brakuje tu lepszego obiadu, ale wczoraj odbierałem
motocykl z warsztatu, potem musiałem odebrać zostawiony tam samochód, i
spieszyłem się na siatkówkę, więc nie było czasu na lepszy obiadek,
dlatego pojawiły się płatki na podwieczorek.
Zazwyczaj na podwieczorek jadam jakieś owoce: banana, jabłka, winogrona.
Moim największym problemem jest głód późnym wieczorem. Najczęściej ok. 22.00-23.00.
Ale o tym już następnym razem...
c.d.n.
niedziela, 2 lutego 2014
Atlas Chmur, Elizjum, Pod Mocnym Aniołem
Hej!
Się naoglądałem w ten weekend. Choć są to trzy zupełnie inne filmy, to we mnie składają się na dość oryginalną całość. Myślę, że czeka mnie teraz ciekawa praca nad opisaniem każdego z nich osobno, a potem wrócę do tego tekstu, aby podsumować i opowiedzieć Wam co je łączy.
Chyba że już wiecie? to zapraszam - podzielcie się ze mną!
Się naoglądałem w ten weekend. Choć są to trzy zupełnie inne filmy, to we mnie składają się na dość oryginalną całość. Myślę, że czeka mnie teraz ciekawa praca nad opisaniem każdego z nich osobno, a potem wrócę do tego tekstu, aby podsumować i opowiedzieć Wam co je łączy.
Chyba że już wiecie? to zapraszam - podzielcie się ze mną!
piątek, 31 stycznia 2014
Facebook ... po co mi on?
Na temat Facebook'a i innych społecznościówek pewnie napisano już niejedną książkę. Po co więc piszę kolejny tekst? Pewnie po to, by podzielić się z wami moją subiektywną opinią, i aby poznać również twoje zdanie na ten temat (zapraszam więc do komentarzy).
Podstawowym powodem dla którego w ogóle założyłem profil na facebook u był brak czasu! Tak! BRAK czasu a nie jego nadmiar. Chciałem mieć kontakt ze znajomymi (głównie tymi nieco dalszymi), ale nie mogłem sobie pozwolić na to, by ich odwiedzać tak często jak bym chciał. Z czasem zacząłem odnajdywać coraz to bardziej zapomniane osoby i niektóre z tych kontaktów były bardzo miłe. Powrót do starych dobrych czasów, garść wspomnień, nuta melancholii, a nieraz i obudzone po latach uczucia.
Niestety faza zauroczenia szybko minęła.
Szybko zauważyłem, że treści oferowane na tym, jakby nie patrzeć, najpopularniejszym portalu społecznościowym, są dalekie od moich oczekiwań. Większość aktywności moich nibyznajomych to niestety wklejanie kolejnych durnych obrazków z lotnymi jak emu hasłami i lajkowanie sobie na wzajem kolejnych durnych komentarzy, które nic nie wnoszą do życia.
A ja naiwny liczyłem na wymianę poglądów, na zawiązywanie więzi, nawiązywanie nowych ciekawych kontaktów, ale przede wszystkim na dyskusję!
Dlaczego dyskusję? Ponieważ taki portal to świetne do tego miejsce. Jest na tyle spersonalizowany, że wiemy/znamy osoby z którymi rozmawiamy, więc jest nam łatwiej się wypowiadać, a jednocześnie na tyle jest to anonimowe (nikt nie patrzy drugiemu na ręce, a tym bardziej głęboko w oczy), że można się nieco bardziej dać ponieść ekspresji.
Niestety... myliłem się!
Gierki, reklamy, durne obrazki i ... farmy lajków - oto prawda o facebook'u.
Czy to jest mi w ogóle do czegoś potrzebne?
Nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć! Ciśnie mi się na usta, że NIE, w żadnym wypadku, że wolę 10min. porozmawiać z kimś oko w oko, niż miesiącami wymieniać lajki na fejsie! Tak jest, ale ...
W zeszłym miesiącu zrobiliśmy sobie z koleżankami i kolegami z podstawówki spotkanie. Po 20-tu latach, kompletnego braku kontaktu. Było świetnie. Dziewczyny choć już dojrzałe, to równie piękne. Chłopaki ... nieco mniej włosów, nieco rzadsze, ale wciąż pełni wigoru. Była to na prawdę wspaniała przygoda, popatrzeć na tak różne, a jednak te same twarze. Ale... do czego zmierzam? Do tego, że gdyby nie facebook to pewnie nigdy byśmy się nie spotkali.
Czy więc jest sens w istnieniu społecznościówek? Czy realnie są nam potrzebne, czy tylko są naszą psychologiczną protezą? Czy zamierają przez nie "realne" relacje, czy wręcz przeciwnie?
Odpowiedź jest myślę tak samo prosta jak i odpowiedź na każde jedno pytanie o nasze społeczeństwo.
Wszystko zależy od tego jak to wykorzystamy, czyli od tego jacy MY jesteśmy. Uważam, że żaden portal społecznościowy i żaden internet, telewizja itp media nie zaszkodzą - jeśli człowiek ma solidne poczucie wartości! Własnej wartości i wartości w ogóle!
Facebook jest jedynie narzędziem! A jak każde narzędzie może być wykorzystany w szczytnym celu (choćby jako szybkie medium komunikacyjne), albo do niecnych i złych czynów ... jak w życiu.
Nic mądrego nie napisałem! Ameryki nie odkryłem!
Dlaczego więc więcej jest na Fejsie złych, głupich i bezsensownych zajawek niż dobra? ....
Z tym pytaniem zostawiam Was do następnego artykułu na ten temat.
Podstawowym powodem dla którego w ogóle założyłem profil na facebook u był brak czasu! Tak! BRAK czasu a nie jego nadmiar. Chciałem mieć kontakt ze znajomymi (głównie tymi nieco dalszymi), ale nie mogłem sobie pozwolić na to, by ich odwiedzać tak często jak bym chciał. Z czasem zacząłem odnajdywać coraz to bardziej zapomniane osoby i niektóre z tych kontaktów były bardzo miłe. Powrót do starych dobrych czasów, garść wspomnień, nuta melancholii, a nieraz i obudzone po latach uczucia.
Niestety faza zauroczenia szybko minęła.
Szybko zauważyłem, że treści oferowane na tym, jakby nie patrzeć, najpopularniejszym portalu społecznościowym, są dalekie od moich oczekiwań. Większość aktywności moich nibyznajomych to niestety wklejanie kolejnych durnych obrazków z lotnymi jak emu hasłami i lajkowanie sobie na wzajem kolejnych durnych komentarzy, które nic nie wnoszą do życia.
A ja naiwny liczyłem na wymianę poglądów, na zawiązywanie więzi, nawiązywanie nowych ciekawych kontaktów, ale przede wszystkim na dyskusję!
Dlaczego dyskusję? Ponieważ taki portal to świetne do tego miejsce. Jest na tyle spersonalizowany, że wiemy/znamy osoby z którymi rozmawiamy, więc jest nam łatwiej się wypowiadać, a jednocześnie na tyle jest to anonimowe (nikt nie patrzy drugiemu na ręce, a tym bardziej głęboko w oczy), że można się nieco bardziej dać ponieść ekspresji.
Niestety... myliłem się!
Gierki, reklamy, durne obrazki i ... farmy lajków - oto prawda o facebook'u.
Czy to jest mi w ogóle do czegoś potrzebne?
Nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć! Ciśnie mi się na usta, że NIE, w żadnym wypadku, że wolę 10min. porozmawiać z kimś oko w oko, niż miesiącami wymieniać lajki na fejsie! Tak jest, ale ...
W zeszłym miesiącu zrobiliśmy sobie z koleżankami i kolegami z podstawówki spotkanie. Po 20-tu latach, kompletnego braku kontaktu. Było świetnie. Dziewczyny choć już dojrzałe, to równie piękne. Chłopaki ... nieco mniej włosów, nieco rzadsze, ale wciąż pełni wigoru. Była to na prawdę wspaniała przygoda, popatrzeć na tak różne, a jednak te same twarze. Ale... do czego zmierzam? Do tego, że gdyby nie facebook to pewnie nigdy byśmy się nie spotkali.
Czy więc jest sens w istnieniu społecznościówek? Czy realnie są nam potrzebne, czy tylko są naszą psychologiczną protezą? Czy zamierają przez nie "realne" relacje, czy wręcz przeciwnie?
Odpowiedź jest myślę tak samo prosta jak i odpowiedź na każde jedno pytanie o nasze społeczeństwo.
Wszystko zależy od tego jak to wykorzystamy, czyli od tego jacy MY jesteśmy. Uważam, że żaden portal społecznościowy i żaden internet, telewizja itp media nie zaszkodzą - jeśli człowiek ma solidne poczucie wartości! Własnej wartości i wartości w ogóle!
Facebook jest jedynie narzędziem! A jak każde narzędzie może być wykorzystany w szczytnym celu (choćby jako szybkie medium komunikacyjne), albo do niecnych i złych czynów ... jak w życiu.
Nic mądrego nie napisałem! Ameryki nie odkryłem!
Dlaczego więc więcej jest na Fejsie złych, głupich i bezsensownych zajawek niż dobra? ....
Z tym pytaniem zostawiam Was do następnego artykułu na ten temat.
środa, 29 stycznia 2014
Media, a nasze miejsce w świecie
Wczoraj zostało wyemitowane specjalne wydanie programu "Uwaga" o sytuacji we Włocławku po tragicznej śmierci bliźniaków na "porodówce"
Taki oto komentarz pozwoliłem sobie zamieścić na facebook'owej stronie programu "Uwaga":
Jestem ciekaw jakie są wasze opinie na ten temat!
Bo mnie szlak już trafia jak widzę kolejne manipulacje w TV i robienie sobie sztucznego show, zamiast porządnej pracy dziennikarskiej.
Program zaczyna się scenką jak to pan redaktor zapala znicze na grobie dzieciaków - kurde... po co to! Czy takie tanie chwyty cokolwiek wnoszą do sprawy? Może chociaż jakieś oficjalne zdanie z prokuratury? Eh....
Cała ta sytuacja po raz kolejny wciska mi do głowy pytanie - media są dla nas (widzów), czy to my jesteśmy dla nich?
A zaraz za tym kolejne: Skoro media wyglądają właśnie tak, to czy MY jesteśmy tacy?
Nie potrafię spokojnie przejść ponad faktem, że jestem przez media traktowany jak idiota bez podstawowej umiejętności analizowania podanych informacji. Skoro w jednym zdaniu słyszę że prokuratura ustala co się dzieje i nie ma więcej informacji na ten temat, a w kolejnym pan redaktor mówi stanowczo, że ma oto właśnie dla widza dowody na manipulację dokumentacją.
Ja się więc pytam - o co chodzi?
Czy to pan redaktor nie potrafi powstrzymać się przed "usensacyjnianiem" prostej informacji? Bo dla mnie jest to zwyczajne nadużycie, nadinterpretacja i przekłamywanie faktów.
Czy też może (co jest jeszcze bardziej przerażające) pan redaktor CELOWO używa takich zabiegów, aby program lepiej się sprzedał?
Tylko gdzie w tym wszystkim miejsce na prawdę?
Gdzie empatia do ludzi którzy stracili dzieci (moje ogromne wyrazu współczucia - dla was rodzice, bądźcie dzielni).
Generalnie - nóż się w kieszeni otwiera! Ja jestem stanowczo przeciwny takim mediom, takiemu traktowaniu widza i znieczulicy widzów na takie traktowanie!
(Pozdrawiam gorąco uczciwych i solidnych dziennikarzy - nie mam nic do was, tylko do waszych nieuczciwych i niesolidnych kolegów po fachu).
Taki oto komentarz pozwoliłem sobie zamieścić na facebook'owej stronie programu "Uwaga":
Oglądałem to "specjalne" wydanie, bo dałem się nabrać na hasło "nowe fakty"! Niestety program był ŻENUJĄCY! Nie podano żadnych nowych faktów w sprawie (jeśli ktoś śledził TVN24, to wszystko było podane dużo wcześniej). Prowadzący ewidentnie dopuszczał się nadinterpretacji, a wręcz insynuował "fakty" które nie są potwierdzone! Jego podkreślanie, że program nie został wpuszczony do szpitala i musi marznąć - kompletnie bez sensu! Kto o zdrowych zmysłach pozwoli na kręcenie takiego show na terenie szpitala? Może jeszcze szanowny redaktor chciałby na oddziale porodowym rozłożyć się z całą ekipą? Generalnie całość prowadzenia tego programu - poniżej minimum przyzwoitości zawodowej! Jest to o tyle przykre, że temat jest ważny! Ogromna tragedia ludzi! Wiec zamiast dawać taki temat takim "redaktorom" należało podejść do tego nieco poważniej. To jest TVN, a nie Fakt!
Jestem ciekaw jakie są wasze opinie na ten temat!
Bo mnie szlak już trafia jak widzę kolejne manipulacje w TV i robienie sobie sztucznego show, zamiast porządnej pracy dziennikarskiej.
Program zaczyna się scenką jak to pan redaktor zapala znicze na grobie dzieciaków - kurde... po co to! Czy takie tanie chwyty cokolwiek wnoszą do sprawy? Może chociaż jakieś oficjalne zdanie z prokuratury? Eh....
Cała ta sytuacja po raz kolejny wciska mi do głowy pytanie - media są dla nas (widzów), czy to my jesteśmy dla nich?
A zaraz za tym kolejne: Skoro media wyglądają właśnie tak, to czy MY jesteśmy tacy?
Nie potrafię spokojnie przejść ponad faktem, że jestem przez media traktowany jak idiota bez podstawowej umiejętności analizowania podanych informacji. Skoro w jednym zdaniu słyszę że prokuratura ustala co się dzieje i nie ma więcej informacji na ten temat, a w kolejnym pan redaktor mówi stanowczo, że ma oto właśnie dla widza dowody na manipulację dokumentacją.
Ja się więc pytam - o co chodzi?
Czy to pan redaktor nie potrafi powstrzymać się przed "usensacyjnianiem" prostej informacji? Bo dla mnie jest to zwyczajne nadużycie, nadinterpretacja i przekłamywanie faktów.
Czy też może (co jest jeszcze bardziej przerażające) pan redaktor CELOWO używa takich zabiegów, aby program lepiej się sprzedał?
Tylko gdzie w tym wszystkim miejsce na prawdę?
Gdzie empatia do ludzi którzy stracili dzieci (moje ogromne wyrazu współczucia - dla was rodzice, bądźcie dzielni).
Generalnie - nóż się w kieszeni otwiera! Ja jestem stanowczo przeciwny takim mediom, takiemu traktowaniu widza i znieczulicy widzów na takie traktowanie!
(Pozdrawiam gorąco uczciwych i solidnych dziennikarzy - nie mam nic do was, tylko do waszych nieuczciwych i niesolidnych kolegów po fachu).
środa, 19 czerwca 2013
Czy lubię siebie?
Samoakceptacja i stabilne poczucie własnej wartości, są podstawowymi moimi pragnieniami. Dziś powiedziałem na grupie, że nie potrzebuję nic od nich, że nie potrzebuję głasków. To była pierwsza odruchowa odpowiedź na to co wymyśliła terapeutka - chciała abym ja (i tylko ja - z całej grupy), napisał jakie są moje oczekiwania w stosunku do każdego z grupy. Zaskoczyło mnie to! Momentalnie wpadłem w głęboką koleinę - Stary schemat - nikogo nie potrzebuję, nie chcę żadnej pomocy, i w ogóle dajcie mi spokój. To oczywiście nie prawda!
Ogromny ładunek pozytywnej energii. Stan wręcz euforyczny. Dawno nie czułem czegoś takiego. Zgasł po spotkaniu z grupą. Wiem, że nie mówię im wszystkiego, i wiem, że to się na mnie źle odbija.
Idąc na zajęcia chciałem ich wszystkich uściskać. Powiedzieć jaki jestem w tej chwili szczęśliwy. Szczęście jest tak ulotne, tak zwiewne. Nie jest stanem który trwa, lecz który "bywa". Pojawia się na moment.
A jednak nic im nie powiedziałem, nie uścisnąłem nikogo, nic nie zrobiłem aby się tą energią podzielić. Czułem że ona ze mnie uchodzi, jak z dziurawego materaca.
Szczęście jest tak ulotne, tak zwiewne. Nie jest stanem który trwa, lecz który "bywa". Pojawia się na moment.
Jest jak sikorka przysiadająca na twojej ręce, by skubnąć orzeszka. Ta magiczna, niepowtarzalna chwila zakotwiczyła we mnie ogromne poczucie szczęścia, niesamowitości, oryginalności. Nie czułem od lat takiej prawdziwej radości z tego że jestem, że dzieje się coś co już nigdy się nie powtórzy, że ta ulotna chwila, która nie pozostawi najmniejszego śladu w ludzkości - może zmienić całe moje życie.
poniedziałek, 17 czerwca 2013
Luxtorpeda i człowiek małej wiary
Luxterpedą zaraziłem się od koleżanki Magdy, za co jej bardzo dziękuję. Nie uważam się za osobę wierzącą w Boga, ale i nie mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że uważam że go nie ma.
Wiara jest według mnie darem, którego ja z jakichś powodów jeszcze nie otrzymałem, ale mam nadzieję, że może kiedyś....
Tak czy siak - byłem uprzedzony do formacji tworzonej przez Roberta. Zanim jeszcze posłuchałem - już myślałem, że będzie to "agitka" katolicka.
Myliłem się, więc z tego miejsca przepraszam ekipę Luxtorpedy, za moje błędne przekonania ;))
Pozwolę sobie przekopiować tu kilka ich tekstów i mam nadzieję, że nie naruszy to niczyich praw.
Są to teksty, które wywarły na mnie ogromny wpływ,a i nie raz łzy...
tekst z: www.tekstowo.pl
oficjalna strona Luxtorpedy: http://luxtorpeda.net/
OD ZERA
Ona i on, znowu przeciwko sobie
Zdrowi na ciele, ale ich dusze w żałobie
Jutro znowu zaczną budować od zera
Światło w tunelu, nadzieja ostatnia umiera
Schowane płacze w kącie ze szklistym wzrokiem, ono
Wierzy że gdyby było lepsze, to by go już nie krzywdzono
Nadzieja jeszcze iskrzy, trzymana w małych dłoniach
Nienawiść chce ją zniszczyć, nie pozwólcie jej pokonać
Czas jeszcze raz uleczy serca ranę
Domy z ruin znowu odbudowane
Jutro znowu zaczną budować od zera
Nadzieja ostatnia umiera
W czterech ścianach dzieciństwa wódka, krzyk i stęchlizna
Murami dzieli nas krzywda, wina i pamięć, jak blizna
Zburz te ściany, teraz nie da się ich naprawić
Trzeba zbudować od zera i nienawiść zabić
Widziałem w moim domu piekło na ziemi
Miałem nadzieję, wiedziałem że to się zmieni
Światło w tunelu, nadzieja ostatnia umiera
Dziś jeszcze raz zaczniemy budować od zera
Światło w tunelu, nadzieja ostatnia umiera
Dziś jeszcze raz zaczniemy budować od zera
Światło w tunelu, nadzieja ostatnia umiera
Dziś jeszcze raz zaczniemy budować od zera
TU I TERAZ
Moje podkrążone oczy zdradzają słabości
Gdy w środku nocy budzi sen o przeszłości
Kiedz to szczęście było białe i w proszku
Gdy nie poznawałem w lustrze swoich oczu
Lęk puka w okno, mówi że znów zniknie dobro
A strach patrzy w oczy, chce żebym znów stał się obcy
Strach przed dzisiaj paraliżuje
Wczoraj i jutro moje myśli truje
Co było to było, co ma być będzie
Tu i teraz to moje orędzie
Tu! Tu i teraz Tu!
Tu! Tu i teraz
Tu! Tu i teraz Tu!
Tu! Tu i teraz
Boję się przyszłości, boję odpowiedzialności swojej
Boję się o jutro, brak pieniędzy będzie boleć
Lękam się choroby, śmierci i nieszczęścia
Lękam się o raty, kredyty, opłaty. Klękam
Przyszłość jest tak niepewna
Wyrywa serce, życie w nerwach
Wschód słońca jutra znika
Zapomnę pewności dzisiaj
Strach przed dzisiaj paraliżuje
Wczoraj i jutro moje myśli truje
Co było to było, co ma być będzie
Tu i teraz to moje orędzie
Tu! Tu i teraz Tu!
Tu! Tu i teraz
Tu! Tu i teraz Tu!
Tu! Tu i teraz
Chcę żyć dziś, tu i teraz
Nie chcę być tym kim nie jestem
Nie chcę być tam gdzie mnie nie ma
To jest dzień i to jest miejsce
Tam gdzie nas nie ma czas nie istnieje
Wczoraj i jutro odbiera dziś nadzieję
To co przerasta jest niemożliwe
Znaki na niebie wołają ciebie
Tu! Tu i teraz Tu!
Tu! Tu i teraz Tu!
Tu! Tu i teraz Tu!
Tu! Tu i teraz Tu!
Tu i teraz
W CIEMNOŚCI
zbiorowe groby kompania karna
masowe mordy broń militaria
światłość w ciemności świeci
ciemność go nie ogarnia
domy starców smutek palarnia
onkologia szpital męczarnia
światłość w ciemności świeci
ciemność go nie ogarnia
im ciemniejsza noc, tym jaśniejszy dzień
światło ma moc i nie zgasi go cień
światło ma moc ciemność jej nie ogarnia
choć cienie są zawsze po drugiej stronie światła
to jest ta noc to jest ta noc
to jest ta noc to jest ta noc
to jest ta noc to jest ta noc
to jest ta noc to jest ta noc
dopalacze serum solaria
pro-teiny siłownia spalarnia
światłość w ciemności świeci
ciemność go nie ogarnia
zioła odwyki grzyby suszarnia
eko alergia depresja wariat
światłość w ciemności świeci
ciemność go nie ogarnia
im ciemniejsza noc, tym jaśniejszy dzień
światło ma moc i nie zgasi go cień
światło ma moc ciemność jej nie ogarnia
choć cienie są zawsze po drugiej stronie światła
to jest ta noc to jest ta noc
to jest ta noc to jest ta noc
to jest ta noc to jest ta noc
to jest ta noc to jest ta noc
chcesz może lek na lęk a może lek na zło
chory od przewlekłych klęsk i trosk
chcesz może lek na dzień a może lek na noc
chciałbyś mieć coś co ma lecznicą moc
to jest ta noc
droga zgubiona w nałogach
moda styl życia na pokaz
to pociąga za sobą nieszczęście
wszystko by stać się kimś innym niż jesteś
po co ta wrogość do siebie
to co w tobie prawdziwe jest piękne
po co ta wrogość do siebie
to co w tobie prawdziwe jest piękne
im ciemniejsza noc, tym jaśniejszy dzień
światło ma moc i nie zgasi go cień
światło ma moc ciemność jej nie ogarnia
choć cienie są zawsze po drugiej stronie światła
to jest ta noc to jest ta noc
to jest ta noc to jest ta noc
to jest ta noc to jest ta noc
to jest ta noc to jest ta noc
Wiara jest według mnie darem, którego ja z jakichś powodów jeszcze nie otrzymałem, ale mam nadzieję, że może kiedyś....
Tak czy siak - byłem uprzedzony do formacji tworzonej przez Roberta. Zanim jeszcze posłuchałem - już myślałem, że będzie to "agitka" katolicka.
Myliłem się, więc z tego miejsca przepraszam ekipę Luxtorpedy, za moje błędne przekonania ;))
Pozwolę sobie przekopiować tu kilka ich tekstów i mam nadzieję, że nie naruszy to niczyich praw.
Są to teksty, które wywarły na mnie ogromny wpływ,a i nie raz łzy...
tekst z: www.tekstowo.pl
oficjalna strona Luxtorpedy: http://luxtorpeda.net/
OD ZERA
Ona i on, znowu przeciwko sobie
Zdrowi na ciele, ale ich dusze w żałobie
Jutro znowu zaczną budować od zera
Światło w tunelu, nadzieja ostatnia umiera
Schowane płacze w kącie ze szklistym wzrokiem, ono
Wierzy że gdyby było lepsze, to by go już nie krzywdzono
Nadzieja jeszcze iskrzy, trzymana w małych dłoniach
Nienawiść chce ją zniszczyć, nie pozwólcie jej pokonać
Czas jeszcze raz uleczy serca ranę
Domy z ruin znowu odbudowane
Jutro znowu zaczną budować od zera
Nadzieja ostatnia umiera
W czterech ścianach dzieciństwa wódka, krzyk i stęchlizna
Murami dzieli nas krzywda, wina i pamięć, jak blizna
Zburz te ściany, teraz nie da się ich naprawić
Trzeba zbudować od zera i nienawiść zabić
Widziałem w moim domu piekło na ziemi
Miałem nadzieję, wiedziałem że to się zmieni
Światło w tunelu, nadzieja ostatnia umiera
Dziś jeszcze raz zaczniemy budować od zera
Światło w tunelu, nadzieja ostatnia umiera
Dziś jeszcze raz zaczniemy budować od zera
Światło w tunelu, nadzieja ostatnia umiera
Dziś jeszcze raz zaczniemy budować od zera
TU I TERAZ
Moje podkrążone oczy zdradzają słabości
Gdy w środku nocy budzi sen o przeszłości
Kiedz to szczęście było białe i w proszku
Gdy nie poznawałem w lustrze swoich oczu
Lęk puka w okno, mówi że znów zniknie dobro
A strach patrzy w oczy, chce żebym znów stał się obcy
Strach przed dzisiaj paraliżuje
Wczoraj i jutro moje myśli truje
Co było to było, co ma być będzie
Tu i teraz to moje orędzie
Tu! Tu i teraz Tu!
Tu! Tu i teraz
Tu! Tu i teraz Tu!
Tu! Tu i teraz
Boję się przyszłości, boję odpowiedzialności swojej
Boję się o jutro, brak pieniędzy będzie boleć
Lękam się choroby, śmierci i nieszczęścia
Lękam się o raty, kredyty, opłaty. Klękam
Przyszłość jest tak niepewna
Wyrywa serce, życie w nerwach
Wschód słońca jutra znika
Zapomnę pewności dzisiaj
Strach przed dzisiaj paraliżuje
Wczoraj i jutro moje myśli truje
Co było to było, co ma być będzie
Tu i teraz to moje orędzie
Tu! Tu i teraz Tu!
Tu! Tu i teraz
Tu! Tu i teraz Tu!
Tu! Tu i teraz
Chcę żyć dziś, tu i teraz
Nie chcę być tym kim nie jestem
Nie chcę być tam gdzie mnie nie ma
To jest dzień i to jest miejsce
Tam gdzie nas nie ma czas nie istnieje
Wczoraj i jutro odbiera dziś nadzieję
To co przerasta jest niemożliwe
Znaki na niebie wołają ciebie
Tu! Tu i teraz Tu!
Tu! Tu i teraz Tu!
Tu! Tu i teraz Tu!
Tu! Tu i teraz Tu!
Tu i teraz
W CIEMNOŚCI
zbiorowe groby kompania karna
masowe mordy broń militaria
światłość w ciemności świeci
ciemność go nie ogarnia
domy starców smutek palarnia
onkologia szpital męczarnia
światłość w ciemności świeci
ciemność go nie ogarnia
im ciemniejsza noc, tym jaśniejszy dzień
światło ma moc i nie zgasi go cień
światło ma moc ciemność jej nie ogarnia
choć cienie są zawsze po drugiej stronie światła
to jest ta noc to jest ta noc
to jest ta noc to jest ta noc
to jest ta noc to jest ta noc
to jest ta noc to jest ta noc
dopalacze serum solaria
pro-teiny siłownia spalarnia
światłość w ciemności świeci
ciemność go nie ogarnia
zioła odwyki grzyby suszarnia
eko alergia depresja wariat
światłość w ciemności świeci
ciemność go nie ogarnia
im ciemniejsza noc, tym jaśniejszy dzień
światło ma moc i nie zgasi go cień
światło ma moc ciemność jej nie ogarnia
choć cienie są zawsze po drugiej stronie światła
to jest ta noc to jest ta noc
to jest ta noc to jest ta noc
to jest ta noc to jest ta noc
to jest ta noc to jest ta noc
chcesz może lek na lęk a może lek na zło
chory od przewlekłych klęsk i trosk
chcesz może lek na dzień a może lek na noc
chciałbyś mieć coś co ma lecznicą moc
to jest ta noc
droga zgubiona w nałogach
moda styl życia na pokaz
to pociąga za sobą nieszczęście
wszystko by stać się kimś innym niż jesteś
po co ta wrogość do siebie
to co w tobie prawdziwe jest piękne
po co ta wrogość do siebie
to co w tobie prawdziwe jest piękne
im ciemniejsza noc, tym jaśniejszy dzień
światło ma moc i nie zgasi go cień
światło ma moc ciemność jej nie ogarnia
choć cienie są zawsze po drugiej stronie światła
to jest ta noc to jest ta noc
to jest ta noc to jest ta noc
to jest ta noc to jest ta noc
to jest ta noc to jest ta noc
Subskrybuj:
Posty (Atom)








