Galeria będzie zamieszczona na mojej stronie i jak tylko znajdę chwilę na nią, to dam wam znać. Na razie kilka fotek tak "na szybko":
Ja:
i "moja" Barcelona:
a będzie jeszcze
- catalana "no name"
- Tossa
- Gaudi
- uliczki
- Marineland
- Port Aventura
- Santa Susanna
i pewnie wiele fotek których nie ma jak określić ;)
poniedziałek, 18 czerwca 2012
niedziela, 17 czerwca 2012
wróciłem...
Witajcie!
Właśnie wróciłem po dwutygodniowym wyjeździe. Duużo mam do opowiadania, zarówno o tym co widziałem i przeżyłem, jak i o tym co się w mojej duszy w związku z tym zadziało. Wiele tego, więc nie wiem od czego zacząć, a zmęczony jestem po podróży niesamowicie, wiec zacznę na poważnie od jutra, a dziś jedynie krótka wrzutka:
Lubicie rollercoaster'y? Ja mam do nich specyficzne podejście... Boję się wysokości, a jednocześnie strasznie mnie pociąga. Wiem, że każde spotkanie z taką zabawką, jest dla mnie wyzwaniem, a ja lubię wyzwania. Jest to dla mnie swoiste przełamywanie własnych słabości. Spojrzenie własnemu strachowi prosto w oczy. Ale ta ostatnia... cóż... był to pierwszy coster po którym mój organizm zareagował tak nieprzyjemnymi doznaniami fizycznymi. Nie wiem, czy to strach, czy po prostu przeciążenia, ale to nie istotne...
Co będę Wam opowiadał, zobaczcie sami:
a tu stronka parku: http://www.portaventura.co.uk/theme-park/china/china-rides/shambhala
zacytuję tylko tyle:
The attraction beats three European records:
papa
Właśnie wróciłem po dwutygodniowym wyjeździe. Duużo mam do opowiadania, zarówno o tym co widziałem i przeżyłem, jak i o tym co się w mojej duszy w związku z tym zadziało. Wiele tego, więc nie wiem od czego zacząć, a zmęczony jestem po podróży niesamowicie, wiec zacznę na poważnie od jutra, a dziś jedynie krótka wrzutka:
Lubicie rollercoaster'y? Ja mam do nich specyficzne podejście... Boję się wysokości, a jednocześnie strasznie mnie pociąga. Wiem, że każde spotkanie z taką zabawką, jest dla mnie wyzwaniem, a ja lubię wyzwania. Jest to dla mnie swoiste przełamywanie własnych słabości. Spojrzenie własnemu strachowi prosto w oczy. Ale ta ostatnia... cóż... był to pierwszy coster po którym mój organizm zareagował tak nieprzyjemnymi doznaniami fizycznymi. Nie wiem, czy to strach, czy po prostu przeciążenia, ale to nie istotne...
Co będę Wam opowiadał, zobaczcie sami:
a tu stronka parku: http://www.portaventura.co.uk/theme-park/china/china-rides/shambhala
zacytuję tylko tyle:
The attraction beats three European records:
- The highest rollercoaster in Europe (76 meters)
- Rollercoaster with the longest fall in Europe (78 meters)
- The fastest European hypercoaster, it will reach 134 km / h on the first descent.
papa
czwartek, 31 maja 2012
"Zagaś wszystko co rozpaliłam"
I po raz kolejny wkręciłem się emocjonalnie w coś czego powinienem jednak unikać.
A może jednak nie! Może potrzebuję wreszcie oczyścić swą duszę z tego co zalega na samym jej dnie!
Więc może po kolei:
Usłyszałem dziś historię, a raczej jej fragment, która ogromnie pobudziła mnie emocjonalnie. Wróciły wszystkie te uczucia które przewijały się przez moje życie przez lata. Miłość, Ból, Odrzucenie, Poczucie niższości, Porażka itp, itd... Nie, nie użalałem się nad sobą, a raczej doświadczyłem czegoś w rodzaju... kalejdoskopu.
Wszystkie te uczucia "przeleciały mi przed oczami", wywołały ogromny zamęt i odeszły, a ja zostałem w tym zamęcie. Bałagan myśli... Cieszę się, że to przeżyłem, choć bliski jestem od nawrotu, a przynajmniej zauważam silną reakcję somatyczną na takie intensywne uczucia.
Jestem teraz spokojniejszy i myślę, że odczuwanie bólu emocjonalnego musi mieć swoje uzasadnienie.
Czy aby nie jestem emocjonalnym masochistą?
Tak, czuję ból. Czuje się zraniony. Wiem, że Ona nie chciałaby tego słyszeć. Ale nie martwię się, mało tego, ja się na prawdę cieszę! Cieszę się, że mogę to przeżyć, poczuć! Mam wrażenie, że przez wiele lat mojego życia, takie uczucia były skrzętnie chowane przeze mnie na dno duszy (czy też spychane do podświadomości, jak kto woli). Dlaczego? Do tego jeszcze wrócimy!
Tak czy inaczej, cieszę się z tego co się stało.
Teraz druga sprawa: Jest mi strasznie głupio, przez to jak zareagowałem.
Zamiast podejść z empatią do historii którą słyszałem, w końcu to była Jej opowieść, wybuchnąłem lawiną emocji. Nie powinienem tak reagować. W ogóle nie powinienem się wtedy odzywać! Byłem wzburzony własnymi emocjami, własną historią. Nie ładnie postąpiłem! Mam wiedzę jak powinienem zareagować, ale w chwilach wysokiego wzburzenia, nie korzystam z tej wiedzy w ogóle! Chciałem jednocześnie wyrazić swe uczucia (choć była to kompletnie nieodpowiednia chwila), i wyjaśnić, że to nie są te uczucia o których właśnie powiedziałem...
Pewnie gdzieś na dnie tej mojej chorej duszy wciąż jestem małym chłopcem, który potrzebuje aby go przytulić i powiedzieć mu, że MA PRAWO płakać. Sam jestem ojcem i popełniam te same błędy. Mówię mojej córce "nie płacz, przecież nic się nie stało" a przecież to nie prawda! To dla mnie, z mojej perspektywy nic się nie stało. Dla niej jest to coś ważnego! Muszę to dostrzec i odpowiednio zareagować! TAK! To mój obowiązek - dać jej to poczucie bezpieczeństwa, w którym będzie mogła swobodnie płakać jak tylko będzie tak czuła.
I tak to od czegoś co zabolało mnie, przez coś co zabolało małego chłopce we mnie, doszliśmy do małej dziewczynki przy mnie...
Czy nie przekombinowałem? Może!
Myśl przewodnia na dziś będzie nieco przewrotna:
"NIE MA PORAŻEK, SĄ TYLKO INFORMACJE ZWROTNE"
I muszę to sobie zapamiętać! Cała ta dzisiejsza sytuacja dała mi sporo tych informacji zwrotnych. O moich uczuciach, reakcjach somatycznych, skojarzeniach i pokręconym toku rozumowania. O tym że kocham, że boli, że mam uczucia o których nie mówiłem, nie przyznawałem się nawet, że je mam. O tym, co jest dla mnie ważne i o tym, że małych chłopców też należy przytulać, aby potem oni mogli przytulać swoje małe dziewczynki...
Kocham Was!
wtorek, 29 maja 2012
pokora i pycha
Czy można nauczyć się pokory?
Chodzi mi tu o taka naukę, jak np. ćwiczenia z NLP? Czy jest jakiś prosty układ ćwiczeń który pozwala nauczyć się pokory?
Wczoraj usłyszałem od kolegi że za mało jest we mnie pokory, że on nie byłby w stanie tak stanowczo i jednoznacznie określić siebie i swojego miejsca w życiu, że on z dużo większą pokorą podchodzi do tego.
Sporo nad tym myślałem...
Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że tak niewiele dzieli mnie od następnej porażki, od tego że wpaść mogę w te nałogowe mechanizmy jak tylko stracę na moment kontrolę. Jak przestanę być uważny, zaniedbam własne zdrowie (mam na myśli oczywiście całość: Ciało, Umysł i Dusze - w końcu jestem cud'em ;), to mój umysł bardzo chętnie zacznie pracować na starych schematach. Są to w końcu wzorce, które ma doskonale utrwalone, więc nie ma się co dziwić. Mechanizmy tylko czekają na moją nieuwagę, aby zacząć ponownie budować ten zamek iluzji z którego tak mozolnie wychodziłem. Zdaję sobie z tego sprawę i nie mam zamiaru dopuszczać do takiej sytuacji. Czy to jest pokora? Czy sama świadomość ograniczeń i postawa duchowa, która te ograniczenia akceptuje, daje już pełną definicję pokory?
A co z moją postawą wobec drugiego człowieka? Czy aby się nie wywyższam?
Mam tendencję do tego, by przelewać swą wiedzę, przemyślenia i pomysły na innych. Mam wewnętrzną potrzebę dzielenia się tym wszystkim. Nie jest to egoistyczna chęć wygadania się, czy też pouczania. Nie jestem też emocjonalnym ekshibicjonistą. Z czystego serca i chęci pomocy chcę się tym wszystkim podzielić. Czuję wewnętrznie, że takiego potencjału nie powinno się, a raczej nie wolno zostawiać dla siebie.
Więc co jest nie tak? Skąd zauważalny deficyt pokory?
To może z drugiej strony:
Wykonałem ogromna pracę przez ostatnie pół roku. Zmieniłem się! Zmieniła się moja relacja w praktyce z całym otaczającym mnie światem (no może jedynie w pracy staram się być taki jak byłem - po co maja wiedzieć o mojej przemianie).
Czy świadomość tej zmiany jest objawem pychy?
Czy chęć podzielenia się tą świadomością, TYLKO dlatego żeby pokazać drugiemu człowiekowi, że jest inna droga, pełna radości, promienista i przede wszystkim świadoma, jest oznaką pychy?
Jeszcze jeden aspekt pychy: samoświadomość i wysokie mniemanie o sobie.
Samoświadomość - Tak, jest u mnie na wysokim poziomie! Wysokie mniemanie - Nie!
Nie uważam, że wysoki poziom świadomości, jest jednoznaczny z wysokim mniemaniem o sobie.
Różnica jest taka, że ja mam świadomość tego jaki jestem. Świadomość swoich deficytów! Mam wgląd w to ile jeszcze pracy przede mną, ile mam niepoukładanych spraw, jak wiele jeszcze schematów, mechanizmów, wzorców do zmiany. Wiem, to wszystko! Oczywiście mam też świadomość, że jest to wiedza o mnie na chwilę obecną i pewnie za czas jakiś się zmieni, ale ten blog, da mi też możliwość spojrzenia na siebie i moje zmiany z perspektywy czasu.
A może tu jest właśnie problem?
Za dużo we mnie: "wiem", "jestem świadomy", "zdaję sobie sprawę".
Ale czy zauważanie tego wszystkiego, jest dobre dla mojego zdrowia?
Czy postawa: "tak mało wiem jeszcze o sobie" - byłaby dla mnie lepsza?
Na chwile obecną myślę, że jest dobrze tak jak jest, ze wskazaniem na zwiększenie uwagi na pokorę.
Poobserwuję to jeszcze, i pewnie temat pychy i pokory nie raz wróci w moich rozważaniach.
poniedziałek, 28 maja 2012
zapach dzieciństwa
Ostatnio często wracam myślami do przeszłości. Nie tej złej, toksycznej, pijanej, wściekłej, tylko do okresu dzieciństwa. Przypominają mi się zupełnie spontanicznie smaki i zapachy z czasów jak miałem lat .. kilka. Kanapki jakie robiła mama moich przyjaciół z lat dziecinnych. Takich silnych wspomnień nie miałem już dawno. Myślę, że to zdrowy powrót do czasów z przed moich problemów. Dobrze mi robią te wspominki. Nie ma w nich żalu, czy tęsknoty za tym co minęło. Wszystko jest takie czyste, proste. Te wspomnienia są bardzo nasycone. Są tam wyraźne jasne, nieraz jaskrawe, bardzo nasycone kolory, dźwięki, nie głośne, lecz wyraźne, zapachy. Czuję delikatny powiew wiatru, z jego wonią letniej łąki, odgłosem liści topoli.
To wszystko sprawia, że zaczynam wolniej oddychać, odprężam się! To jest takie przyjemne!
Ale co to oznacza? Jakie zmiany w moim umyśle zachodzą, że nagle zacząłem wracać do tamtych lat?
Było oczywiście kilka i to bardzo intensywnych wyzwalaczy które na to wpłynęły.
Pierwszy Dzień Matki, odkąd popełniła samobójstwo. Wizyta w związku z tym na cmentarzu. Ostatnie kontakty z osobami z mojej przeszłości. Mój emocjonalny powrót do czasów podstawówki, kiedy to pierwszy raz kochałem. W sumie, to wszystko to wiąże się z jednym jedynym uczuciem: z Miłością!
Czy to możliwe, że mój umysł aż tak wsiąknął w to uczucie z przed 20 lat?
Ja - osoba światła, inteligentna i krocząca drogą oświecenia - wpadłem "po kokardę" jak to Ona się wyraziła.
Ale nawet przyjmując, że tak faktycznie jest! Że to Miłość z przed lat, która nigdy nie zgasła, teraz rozpalona została, przez jeden jej gest. To ja się uprzejmie pytam: Jaki ma to związek z kanapkami z przed 30 lat, które mi stają przed oczami i całą resztą zmysłów???
Mało tego: jeśli trans, a takim bez wątpienia jest stan gdy powracają owe symboliczne kanapki, jest takim samym transem jak sny, i jedno i drugie prowadzi do zamknięcia tego co mój umysł uważa za niedomknięte dnia poprzedniego, to kolokwialnie zapytam: co ma piernik do wiatraka?
Ale skoro umysł jest jedynie maszynką dopasowującą wzorce, to gdzieś w tym wszystkim musi być klucz. Zgodnie z zasadą: Bodziec - Dopasowanie wzorca - Emocja - Myśl, mamy następujące dane:
B - Dzień Matki
D - ???
E - Miłość
M - kanapki ???
Coś z tym dopasowaniem chyba nie działa jak należy?
To wszystko sprawia, że zaczynam wolniej oddychać, odprężam się! To jest takie przyjemne!
Ale co to oznacza? Jakie zmiany w moim umyśle zachodzą, że nagle zacząłem wracać do tamtych lat?
Było oczywiście kilka i to bardzo intensywnych wyzwalaczy które na to wpłynęły.
Pierwszy Dzień Matki, odkąd popełniła samobójstwo. Wizyta w związku z tym na cmentarzu. Ostatnie kontakty z osobami z mojej przeszłości. Mój emocjonalny powrót do czasów podstawówki, kiedy to pierwszy raz kochałem. W sumie, to wszystko to wiąże się z jednym jedynym uczuciem: z Miłością!
Czy to możliwe, że mój umysł aż tak wsiąknął w to uczucie z przed 20 lat?
Ja - osoba światła, inteligentna i krocząca drogą oświecenia - wpadłem "po kokardę" jak to Ona się wyraziła.
Ale nawet przyjmując, że tak faktycznie jest! Że to Miłość z przed lat, która nigdy nie zgasła, teraz rozpalona została, przez jeden jej gest. To ja się uprzejmie pytam: Jaki ma to związek z kanapkami z przed 30 lat, które mi stają przed oczami i całą resztą zmysłów???
Mało tego: jeśli trans, a takim bez wątpienia jest stan gdy powracają owe symboliczne kanapki, jest takim samym transem jak sny, i jedno i drugie prowadzi do zamknięcia tego co mój umysł uważa za niedomknięte dnia poprzedniego, to kolokwialnie zapytam: co ma piernik do wiatraka?
Ale skoro umysł jest jedynie maszynką dopasowującą wzorce, to gdzieś w tym wszystkim musi być klucz. Zgodnie z zasadą: Bodziec - Dopasowanie wzorca - Emocja - Myśl, mamy następujące dane:
B - Dzień Matki
D - ???
E - Miłość
M - kanapki ???
Coś z tym dopasowaniem chyba nie działa jak należy?
niedziela, 27 maja 2012
Kocham i Nienawidzę
Dziś nie mam siły pisać!
Chciałem zapamiętać dzisiejszy sen, i
spróbować go zinterpretować. Wczoraj poczytałem sobie o snach. Ponoć są
domknięciem tego co nie domknęliśmy w czasie dnia. Cały wczorajszy dzień
był bardzo ciekawy i myślałem, że wszystko miałem pozamykane, więc nie
liczyłem na jakieś specjalne sny, a tym bardziej na coś, co może tak
wyprowadzić mnie z równowagi.
Cały dzisiejszy dzień myślałem o tym
śnie. Próbowałem na spokojnie, na logicznie, przez wizualizację, przez
zaprzeczanie, rozluźniony i skoncentrowany. Nic! Kompletnie nic nie
wymyśliłem. Nie potrafię znaleźć tej metafory, tego odniesienia do
bieżących problemów. Ten sen był tak wyraźny, tak intensywny i tak
bezpośrednio wyrażał to czego tak bardzo się boję, że jakoś metafory w
nim nie widzę! Mało tego: w tym śnie były dwie osoby które wywołują u
mnie największe i to kompletnie skrajne emocje. Miłość i Nienawiść.
Przecież niemożliwe jest, aby moje wnętrze było tak rozdarte. Nie wiem
już sam, czy bardziej przeraziło mnie to było bezpośrednio w tym śnie,
czy też to co mogę z niego wyczytać....
To nie był najlepszy
dzień... Cały czas myślę o tym śnie... Teraz muszę się przespać i
uspokoić, bo przypominając sobie to wszystko raz jeszcze mam równie
silny przypływ emocji jak rano. Ręce mi się trzęsą, a tętno szaleje. Mam
dość na dzisiaj.
Dobra rada na dziś:
"..."
może jutro coś wymyślę ;)
Ale
nie ma się co martwić, jutro też jest dzień, na pewno kiedyś ten sen
zrozumiem, bo mam wrażenie, że ten jest dla mnie wyjątkowo ważny. Może ma mi uświadomić, że powinienem zacząć porządki z przeszłością?
Ale ja nie jestem jeszcze gotów na wybaczanie, na pewno nie, jeszcze nie teraz. Ta nienawiść jest zbyt silna, choć przyczyna dawno się zdezaktualizowała, to jednak wzorzec jest zbyt silny.
sobota, 26 maja 2012
uczę się...
Kolejny dzień nauki za mną. Żeby nie było niedomówień - nie chodzę do szkoły, to raczej szkoła spotyka mnie! Szkoła życia! Każdy kolejny dzień zacząłem traktować jak kolejny dzień nauki! Niby każdy wie, że człowiek uczy się całe życie, ale odkąd zacząłem poważnie traktować każdy mój dzień, to widzę, poznaję i wiem każdego dnia dużo więcej. Myślę, że jest to dla mnie bardzo ważne.
Kiedyś żyłem z dnia na dzień, nie zwracając uwagi na to, czy dany dzień mnie czegoś nauczył czy nie. Wieczorem byłem w stanie podliczyć ile wydałem kasy, ile piwa wypiłem, czy ile razy się kłóciłem z żoną, ale nigdy nie myślałem o tym ile się nauczyłem...
Teraz jest to jakby naturalne i nie muszę się zastanawiać czego się nauczyłem, gdyż uczę się tak wiele, że problemem jest nieraz zebrać to wszystko wieczorem i podsumować.
To ogromny krok dla mnie! Właśnie to, że tak zmieniło się moje pojmowanie życia. Że tak dużą wagę przykładam do pojmowania go jako możliwości nauki. Daje mi to ogromną siłę i motywację do dalszego działania, bo ciekaw jestem po prostu, co przyniesie mi nowy dzień i czego się jutro będę mógł nauczyć.
Właściwie ten dzisiejszy post miał być konkretnie o schematach myślenia z stosunku do partnera, ale siadając do niego i robiąc sobie właśnie bilans tego czego się nauczyłem dziś, doszedłem do wniosku, że mam o wiele więcej pytań i otwartych wzorców, niż odpowiedzi i zamknięć. Zrozumiałem więc, że dużo się nauczyłem o sobie i mojej partnerce, ale ta niewielka wiedza (bo to tylko wierzchołek tego co mam do odkrycia), zrodziła ogromną liczbę pytań na które nie uzyskałem odpowiedzi.
Czy to dobrze? Czy służy to mojemu zdrowiu i rozwojowi?
Oczywiście, że tak!
Ponieważ teraz mam jeszcze większą ochotę na jutrzejszy dzień. Może da on mi odpowiedzi na które czekam? A może przyniesie jeszcze więcej pytań? Nie ważne jak będzie, ważne, że zależy mi na tym, aby się tego dowiedzieć. Zależy mi na kolejnym dniu! Więc dobra rada na dziś:
"BĄDŹ CIEKAW JUTRA, NIE BÓJ SIĘ NIESPODZIANEK, BĄDŹ OTWARTY NA TO CO JUTRO PRZYNIESIE"
Ale, żeby nie było tak różowo: pojawiły się u mnie również bardzo przykre uczucia.Po raz kolejny okazało się, że moje wymyślone relacje z partnerką, wcale nie wyglądają tak jak myślałem. Jest to kolejne już spotkanie rzeczywistości, z obrazem tejże w mojej głowie! Nie popadam w paranoje, jest to tylko kolejny etap mojej pracy nad sobą i czyszczenie kolejnych szufladek mojego umysłu, tym razem związanych z relacjami w rodzinie.
Ale ....
taki oto ciekawy filmik mi się nakręcił:
Jeśli kolejny fragment mojego życia nie jest taki jak go sobie wyobrażałem, to może być ich o wiele więcej! A jeśli np. WSZYSTKIE okażą się tylko moją złudą? Wtedy okaże się, że całe moje życie tak naprawdę nie jest MOIM życiem! Że wszystko co robiłem przez ostatnie kilkanaście lat, robił zupełnie obcy mi człowiek. Do czego to może doprowadzić? Do rezygnacji z mojego dotychczasowego życia?
Do wstąpienia WRESZCIE na drogę oświecenia i rozpoczęcia życia w zgodzie ze sobą?
A może do szaleństwa?
Subskrybuj:
Posty (Atom)







