wtorek, 8 marca 2016

test

piątek, 10 kwietnia 2015

zarabianie za klikanie, czyli jak dorobić się "fortuny" w systemach mailingowych itp.

Postanowiłem na własnej skórze przekonać się co warte są te wszystkie systemy.

Zapisałem się więc do kilku i ... zobaczmy jaki będzie efekt.

Po większym rozeznaniu napiszę który jest najlepszy, i o co w nich dokładnie chodzi.

Poniżej linki, salda, banery itp.






CashbackRabat.pl


Zlotoweczka.com



środa, 25 marca 2015

Czy będzie wojna?

Sytuacja na wschodzie coraz bardziej mnie niepokoi.
Putin pręży się jak może, a zachód zamiast spokojnie i konsekwentnie sprowadzić rozmowy do poziomu ekonomicznego i jasno pokazać i Putinowi i narodowi rosyjskiemu że to się po prostu NIE OPŁACA - to również daje się podpuszczać i też odpowiada militarnie.

Nie tędy droga!

Przecież dobrze wiemy a co niektórzy nawet pamiętają, że takie zachowanie prowadzi do kolejnego wyścigu zbrojeń, a od tego już krok do sytuacji, gdzie komuś puszczą nerwy i niechcący nawet naciśnie nie ten przycisk co trzeba.


Właśnie trwa transport amerykańskich sił przez naz kraj - fajnie. Ciekawostka dla społeczeństwa, można popatrzeć, strzelić sobie słitfocie z naszym sympatycznym sojusznikiem. Tylko co z tego?
Czy to realnie pozwala nam się czuć lepiej? Bardziej bezpiecznie? Ja się jakoś nie czuję bezpiecznie jak widzę na ulicach wojsko. I dziwi mnie ta propaganda medialna, pokazująca obywateli uśmiechniętych od ucha do ucha i opowiadających o tym jak to teraz czują się bezpiecznie. Nazajutrz wojsko wyjedzie - i co wtedy? Wpadną w panikę? eh ....

Mobilizacja!
Kolejny fatalny pomysł naszego MON'u.
Uważam się za patriotę. Patriotę czasu pokoju. Pracuję uczciwie, płacę podatki, więcej daję od siebie Państwu niż od niego biorę. Ale zupełnie nie jestem przygotowany do bohaterskiej obrony ojczyzny przed najeźdźcą. Nie tylko merytorycznie - bo jak ja byłem gotów iść do armii to armia mnie olała i odesłała do domu, bo już nie potrzebowali poborowych tylko zawodowców. Mam nieco żal za to.
Nie jestem przygotowany mentalnie do tego by nagle porzucić dom, rodzinę, dzieci, pracę i udać się choćby na kilkumiesięczne szkolenie.
To jeszcze nie pora by robić mobilizację.
Dlaczego teraz, jak jest jeszcze w miarę spokojnie - MON nie może zrobić porządnej kampanii informacyjnej. Powiedzieć obywatelom jakie są plany dotyczące powołań, co ma zrobić powołany, jak służby państwowe chcą zapewnić spokój i utrzymanie jego rodzinie, kto zaopiekuje się jego dziećmi, co z pracodawcą itp. itd.
I przede wszystkim - zrobić to z rozsądkiem, dać ludziom czas na przygotowanie się, a nie wcisnąć bilecik i kazać stawić się na wezwanie w ciągu 4 godzin.
To kpina i skandal.

Ja oczywiście rozumiem argument, że MON chce sprawdzić możliwości mobilizacyjne, ale na jaką cholerę się pytam? Jeśli zależy nam na tym by ta sprawność mobilizacyjna była jak najlepsza - to zacznijmy od informacji, nauki, a dopiero potem sprawdźmy, czy ta nauka coś dała.
To tak, jakby kandydatowi na kierowcę przed kursem dać auto i kazać mu wyjechać na drogę aby sprawdzić jakie ma możliwości prowadzenia pojazdu. Nikt rozsądny by na taki pomysł nie wpadł, a MON - owszem!


Daleki jestem od ignorancji młodego pokolenia, które generalnie uważa, że walczyć, to niech sobie idą politycy, a oni wolą uciekać za granicę. Ja wolałbym jednak zostać tutaj, w mojej ojczyźnie, którą kocham i do której mam szacunek. Ale wierzcie mi - chciałbym tu zostać by ją budować, by pracować dla niej, a nie po to by bronić jej własną piersią! 

Co Wy na to?

(zdjęcia pozwoliłem sobie pożyczyć ze strony TVN )

poniedziałek, 16 marca 2015

Gdzie jest Putin?



Zasadniczo niewiele interesuję się polityką, gdyż od lat uważam, że główną przyczyną wszechrzeczy jest ekonomia a nie polityka. Ale mamy wyjątkowy czas ...
Przed nami wybory prezydenckie, a za wschodnią granicą wojna!
Mam 38 lat i byłem od najmłodszych lat wychowywany w kulcie pamięci ofiar wojny, pamięci bohaterów, i przede wszystkim zagłady w obozach koncentracyjnych. Fala entuzjazmu z odbudowy ojczyzny i wykonywania kolejnych planów pięcioletnich - jakoś mnie ominęła. Moje pierwsze lata spędziłem w miasteczku, gdzie widok uzbrojonych żołnierzy zarówno z czerwoną gwiazdą jak i orłem na czole nie budził niczyjego zainteresowania. No może poza mną i moimi rówieśnikami, bo jako sześcioletni dzieciak przepadałem za wojskowymi sucharami, którymi żołnierze chętnie się z nami dzielili.
Ale teraz .... widok uzbrojonych żołnierzy nie budzi już takiej radości!
Na prawdę jeszcze trzy, cztery lata temu nie przypuszczałbym że taka sytuacja może mieć miejsce.
Tak niedawno zakończyła się II wojna, jeszcze żyją jej ostatni świadkowie, a ludzkość szykuje sobie następną. Przerażające - jak mało się nauczyliśmy! Jako ludzie, narody, świadkowie mordów, eksterminacji i ludobójstwa.

Ale wracając do tytułu: jest to tylko pretekst oczywiście do nieco głębszych rozważań.
Nie interesują mnie obecne spekulacje nad tym zniknięciem, ale przeraża mnie, że media, do których mam coraz mniejsze zaufanie - dają się ponosić takim beznadziejnym tematom. Zamiast wrócić do pokazania ludziom jakie jest zagrożenie. Wyciągnięcia z archiwów zdjęć z Oświęcimia,  Brzezinki, Gross-Rosen i pokazania ludziom tego o czym jeszcze niedawno mówiliśmy wszyscy "NIGDY WIĘCEJ"
A teraz - cały świat używa sformułowania "ukraińscy separatyści" zamiast "rosyjski agresor".
Wszyscy wiedzą kim są zielone ludziki, ale na uciechę Moskwy nikt tego nie nazywa po imieniu. Przecież to nie jest zabawa, gierka polityczna, to prawdziwa wojna na której giną ludzie. Nasi sąsiedzi! I żeby było jasne - nie jestem rusofobem! Nie mam nic przeciwko narodowi rosyjskiemu. Ale mam ogromne zastrzeżenia do władz na Kremlu i do mediów, które nie okazują Rosjanom jak jest na prawdę! Cała ta moskiewska władza robi ludziom pranie mózgu, media podają kłamstwa i manipulację, a naród popiera Putina, bo nie ma pojęcia co się na prawdę dzieje!

Kochani dziennikarze z całego świata, bracia Rosjanie, Ukraińcy, Polacy, Niemcy, Amerykanie i wszyscy inni, którzy macie wpływ na swoje władze - opanujcie emocje i zastanówcie się - czy na prawdę chcecie wojny?

Znamy już takie rozwiązania - po co je powielać?

Budujmy zamiast niszczyć!

Wiem, że to banalne i naiwne, ale cóż ... niech i taki będzie! Ale wierzą mocno, że większość ludzi którym nie jest obojętny los drugiego człowieka myśli podobnie!

Pozdrawiam was gorąco - Make Love Not War

Znalezione obrazy dla zapytania make love not war

Jestem Ateistą!

Jestem Ateistą!

Niby proste i łatwe stwierdzenie... a jednak czegoś mi brakuje...

Nie wiem już sam jak do tego podejść. Wychowany byłem oczywiście na katolika. I to (w moim mniemaniu) na dobrego katolika. Nie jakiegoś zbetoniałego obrońcę krzyża, ale na osobę która miała dzielić się miłością do bliźniego i boga. Osobę tolerancyjną wobec innych wyznań, wierzeń, filozofii, czy oczywistych rzeczy jak rasa, czy preferencje seksualne.
Nie jestem też osobą, która odeszła od wiary bo "obraziła" się na boga! Nie, gdyby był - to w zasadzie byłbym mu wdzięczny, za to co mam i kim jestem.
Dlaczego wiec postanowiłem być ateistą?
I czy to właściwie jest decyzja?
Już dawno temu przestałem chodzić do kościoła i w zasadzie to jestem od dawna zdeklarowanym antyklerykałem! Ale zawsze potrafiłem oddzielić kościół z jego zapleśniałymi doktrynami, hierarchią, i mnóstwem złych księży, od wiary - jako indywidualnej części życia każdego człowieka. Oderwanej od kościoła i jego tradycji, obrzędów i całej tej szopki.

Ale przyszedł kiedyś taki dzień, kiedy nagle wpadła mi do głowy myśl, że boga nie ma! Że właściwie, to ja już od dawna nie wierzę, a jedynie szukam kogoś kto mnie wysłucha, choćby w moich własnych myślach. Kogoś z kim mogę być zupełnie szczery, bo i tak wszystko wie. Kogoś kto nie będzie oceniał, doradzał, dawał żadnych odpowiedzi - a tylko wysłucha.
I poczułem wtedy ogromną ulgę!
Ulgę, że nie muszę udawać, chodzić do kościoła którego nie lubię, mieć wyrzutów sumienia, że do niego nie chodzę, robić rzeczy wbrew kościołowi, generalnie poczułem się wolny.
Również cała ta otoczka związana z życiem wiecznym - dała mi ulgę! Ulgę, że nie będę musiał dźwigać mojego chorego myślenia przez całą wieczność! Umrę i na tym się skończy cały CUD istnienia. Ciało się rozłoży, dusza, czy może świadomość lepiej tu pasuje - przestanie funkcjonować i już! Koniec.
Czy to nie prostsze, łatwiejsze i na dodatek zgodne z nauką?

Ale ten stan ulgi nie trwał długo ....
Czegoś mi brakuje! Czy boga? raczej nie! Ale chętnie znalazł bym przyjaciela...

W jaki sposób marnuję czas i energię w dążeniu do celu?

W jaki sposób marnuję czas i energię w dążeniu do celu? - to temat kolejnej pracy na moje terapeutyczne zajęcia. Poczytajcie - mam nadzieję, że Wy tak nie macie, bo to cholernie utrudnia życie!


- przede wszystkim często nie podejmuję nawet prób osiągnięcia danego celu. Z góry zakładam, że nie jestem na tyle dobry, wartościowy, zdeterminowany i wytrwały aby to osiągnąć, więc po co w ogóle marnować na to czas i energię!
- Jeśli już coś nawet próbuję osiągnąć, to zazwyczaj nie przygotowuję się dobrze do tego. Nie określam konkretnych etapów, dat, potrzebnych zasobów. To też jest jakaś podświadoma akcja sabotażowa, która ma na celu usprawiedliwienie się w przypadku porażki.
- odkładam na jutro! często wiele spraw które mógłbym zrobić dziś, przekładam na później, na jutro, na kiedyś tam. Jestem zmęczony, miałem ciężki dzień, nie ma już czasu, muszę wcześniej wstać itp. wymówki często powodują że przekładam pewne sprawy, i tracę czas na zupełne głupoty, i do tego usprawiedliwiam się, że przecież mam prawo do tego, by po ciężkim dniu po prostu odpocząć i trochę poleniuchować.
- Przedkładam obowiązki nad osobisty rozwój i pasje! I często przez to brakuje mi już na te drugie czasu, sił i środków. Nie dzielę ich w sposób zdrowy i proporcjonalny. Nieraz nawet jak robię coś dla siebie, coś co naprawdę sprawia mi radość – mam wyrzuty sumienia, że inni pewnie woleli by, abym ten czas poświecił im.
- boję się! boję się ryzyka, boję się stracić to co mam. Wyznaczenie i dążenie do celu wiąże się z ryzykiem porażki, i to przed tym chyba najbardziej uciekam. Boję się kolejnej porażki.

Generalnie jestem więc małym zakompleksionym chłopcem, z fatalnym poczuciem własnej wartości, który boi się wyjścia poza własną strefę bezpieczeństwa.
Wolę siedzieć w czymś co znam, choćby uwierało i nie dawało szczęścia, niż spróbować po to szczęście sięgnąć, z obawy przed tym, że mi się po prostu nie uda!
A na dodatek - mój umysł doskonale zdaje sobie sprawę, że te wszystkie lęki są jedynie pozorne i że nie ma się czego bać, a jednak te uczucia są bardzo silne i nieraz wręcz paraliżujące, tak jakby uczucia funkcjonowały w oderwaniu od świadomego umysłu.

wtorek, 10 marca 2015

Jestem fałszywym kłamcą!

Chcę być szczery, prawdomówny i uczciwy ....
Ale mi nie wychodzi!

Jestem permanentnym kłamcą. Okłamuję wszystkich łącznie ze sobą!

Zarówno w sprawach fundamentalnych - jak uczciwość i wierność małżeńska, jak i zupełnie banalnych i nieistotnych - które są tak mało ważne, że kłamstwo nie ma tu żadnego sensu.

Dlaczego?

Ano pewnie dlatego, że moje niskie poczucie wartości legło by w gruzach, gdyby nagle okazało się, że moje pomysły, decyzje, czy nie daj boże czyny - nie są akceptowalne przez otoczenie!

Nie jestem uczciwy żony - można by powiedzieć - normalne, bo jaki facet nie ma nic do ukrycia?
Któż by się obejrzał za młodą dziewczyną w kusej spódniczce w piękny letni dzień ... i po co tu żonie psuć humor takimi wiadomościami ;))
Ale w zasadzie - to dlaczego niby nie? Dlaczego nie stanąć ponad stereotypy, spojrzeć na to, że ani ja, ani ona już najmłodsi nie jesteśmy i zaakceptować to wreszcie! Zaakceptować zarówno własną seksualność (która każe mi oglądać się za młodszymi), jak i już nie pierwszej ponętności partnerkę - bo przecież zmieniać jej nie będę!

Nie jestem szczery wobec terapeuty - nie mówię mu wszystkiego, dokładnie tak jak żonie!

Boję się, że oceni mnie gorzej niż obecnie! Tylko co by to właściwie zmieniło? Zasadniczo to pewnie nic, bo przecież co mu do mojej moralności?! Ale i tak chowam to wszystko w sobie!

Nawet tu na tym blogu - nie jestem szczery ze sobą i z Tobą drogi czytelniku!
Obawiam się że może ktoś to przeczyta i źle mnie oceni! Ale skoro tak - to po jaką cholerę w ogóle piszę publicznie?

Może moja chęć bycia szczerym domaga się zdemaskowania, obnażenia moich wszystkich złych uczynków .... Tylko po co przy tym ranić innych?
Ale czy można naprawić złe uczynki - nie stając w prawdzie i nie przyjmując zasłużone kary?

Chwilami czuję się jak Raskolnikow ...

Dziwne to wszystko... Z jednej strony boję się pokazać prawdziwe oblicze, z drugiej gdzieś podświadomie dążę do samozagłady. Chcę stanąć w prawdzie i jednocześnie ukryć się z tą moją prawdą gdzieś głęboko. Nie poproszę nikogo o pomoc - bo przecież nikt mnie nie zna. A jak ma poznać - skoro nikomu się nie daję poznać, bo wszystkich dookoła okłamuję!

Żenujące, przykre i smutne to!





czwartek, 22 stycznia 2015

A właśnie że nie!


Nie mam zamiaru roztkliwiać się, zastanawiać, rozważać itp.
"Zdrowa jednostka nie zastanawia się, tylko działa" - jak mawiał klasyk!
(Seksmisja)

To ja podejmuję decyzje o tym jak chcę przeżyć ten dzień!
Nie ma przeszłości, nie ma przyszłości - jest tylko i wyłącznie TU i TERAZ!

Nie ma kłopotów, nie ma strachu, nie ma lęku.
Jest reagowanie na bieżące sytuacje i podejmowanie kolejnych decyzji!

Nie ma Boga, życia po, życia przed, czy innego życia w alternatywnych rzeczywistościach!
Jestem ja, jest to co mnie w danej chwili otacza, są moi bliscy, ludzie z którymi wiążą mnie rożne relacje.
Są moje uczucia! Jedne wywołane moimi myślami, inne pochodzące z serca.

Bezwarunkowość, niekontrolowalność, nieuchronność, niemiłość i nie-niemiłość!
Wszystko wolne, nieskrępowane wstydem i żalem za minione, oraz lękiem o być może nadeszłe!

Życie!


niedziela, 18 stycznia 2015

Dzienniczek wdzięczności

Dzienniczek wdzięczności...
Moja praca domowa - napisać każdego dnia po 10 rzeczy za które jestem wdzięczny.
Kurcze ...
Jestem w takim nastroju że nawet jednego dnia nie usiadłem do tej pracy. Nie dlatego, że nie mam czasu, czy że nie mam za co dziękować. Chyba dlatego, że nie mam komu dziękować.
W tej materii czuję tak ogromną pustkę, że nawet nie wiem jak by się zabrać do dziękowania za cokolwiek.
Codziennie zdarza mi się coś co jest miłe, przyjemne, dobre.
Mam cudowne dzieciaki, dobrą choć niedocenianą przeze mnie żonę, stabilną pracę, wymarzony motocykl, i na tyle zdrowia by się cieszyć życiem, osiągać sukcesy i być szczęśliwym człowiekiem. Czemu więc nie jestem? Czemu  ciągle kombinuję. Czemu zamiast cieszyć się z tego co mam - rozpamiętuję to czego nie mam i mieć nie będę!
Z jednej strony nie wiem czego naprawdę chcę, z drugiej nawet jak wiem to i tak nic nie robię w tym kierunku. Jestem rozdarty między niewiedzą a brakiem działania. Między ucieczką od odpowiedzialności, a chęcią bycia tu i teraz. Między bezpieczeństwem a przeżywaniem.
Jak zwykle to jest mało konkretne i właściwie niewiele z tego wynika. Ale tak właśnie opisałbym to co się ze mną dzieje.
Jestem pewien dwóch rzeczy: że jest to stan przejściowy, i że nie podoba mi się to co się ze mną dzieje.

czwartek, 8 stycznia 2015

po przerwie ...

Witam serdecznie ponownie!
Długo mnie nie było - prawda?
Różne koleje losu targały mną po różnych zakątkach kraju.
Było wzruszająco, pięknie, niebezpiecznie ... więc będzie o czym opowiadać.
Sporo filmów obejrzałem - będą wiec kolejne recenzje.
Odwiedziłem kilka ciekawych miejsc - będą więc również fotorelacje z wypraw i wycieczek.
No i .... kupiłem wymarzony motocykl Harley-Davidson.
O tym i o wszystkich innych rzeczach wam już wkrótce opowiem

Pozdrawiam gorąco w Nowym Roku i życzę wszystkim, aby poczuli i zrozumieli swoje miejsce na ziemi!

czwartek, 8 maja 2014

Zdrowe odchudzanie 7kg w 5 tyg.

Dzień 38   08.05.2014

Witam ponownie!

Wynik na dziś: 82,0 kg, co daje:


7,1 kg w 38 dni

Osobiście jestem pod wrażeniem.

I nie chodzi tu o same liczby, ale o to, jak jest to łatwe jak tylko znajdzie się w sobie odpowiedni sposób.
Podkreślam - W SOBIE! 
Bo dieta, ćwiczenia, aktywność, liczenie kalorii itp, to TYLKO środki/narzędzia do osiągnięcia celu.
Najważniejsza przemiana musi iść ze środka. Moja metoda to jedność ciała i umysłu!
Najważniejszy krok, to ten pierwszy, każdy następny jest już podbudowany sukcesem tego pierwszego! Podobnie było u mnie z rzucaniem palenia. Pierwsze chwile są straszne, pierwszy dzień, tydzień, potem jest coraz łatwiej. Obecnie wiem że odczuwany nieraz głód jest dobry i naturalny! Nie jest niczym złym czego należy się czym prędzej pozbyć. Jest informacją od mojego organizmu, że czas dostarczyć mu porcji potrzebnych do funkcjonowania! Mój świadomy umysł natomiast próbuje przekazać organizmowi informację: wiem, rozumiem, kontroluję, dbam o ciebie, zaraz wszystko zrobimy tak, aby całość mej istoty była zadowolona! To daje mi siłę!

Chodzi o to, by traktować się całościowo! Ciało Umysł i Dusza! Zadowolenie powinno być dla całego mnie! Dbać powinienem też o całego siebie!

Jeśli się nadmiernie najem to może i ciało na chwilę będzie zadowolone, ale umysł i dusza - nie!
Dbam więc o to, by zadowolić i ciało i umysł, a dusza ... zazwyczaj cieszy się jak pozostała część jest zgodna i zadowolona ;)

A teraz kilka istotnych zmian jakie zauważyłem:
- głód nie jest czymś dokuczliwym, jeśli traktujesz go jako DOBRĄ informację!
- głód można zaspokoić nawet drobną przekąską, jabłko, mały serek, nieraz szklanka wody!
- jeśli szykuję już jakiś posiłek - staram się eksperymentować z ilością! Zamiast np. całego serka - zjem pół - może akurat okaże się że mój głód zostanie zaspokojony? 

Tu może ze dwa zdania: Nie chodzi o to, by narzucać sobie jakieś ograniczenia, czy ostre normy! Nasz umysł, a przynajmniej mój na pewno, ma w sobie naturalny mechanizm obronny i wszelkie narzucone normy traktuje jako zło wcielone!
Chodzi o chęć poznawania!

Tak jak poznajemy inne kraje - podróżując, tak możemy wybrać się w podróż po swoim organizmie. Odrywać każdego dnia, ile posiłków nam wystarczy, jakie maja być duże, co powinniśmy jeść. Nasz organizm daje nam świetne informacje - wsłuchajmy się w niego! 
I ważna sprawa - dajmy sobie poczucie bezpieczeństwa!

Jeśli będę nadal głodny, to mogę w każdej chwili jeszcze coś zjeść! Mnie taka świadomość dodaje ogromnej energii! Po każdym drobnym posiłku daję sobie chwilę na to by sprawdzić jak to wpływa na mój organizm. Jak jest źle, czyli nadal jestem głodny, to zastanawiam się, co było nie tak? może za szybko zjadłem, może za mało czasu, może zbyt łapczywie? Ta chwila zastanowienia, zazwyczaj skutkuje tym, że głód odchodzi! 
Nie wiem dlaczego tak jest? Może dla siebie też trzeba trochę uwagi?
Może sami siebie traktujemy zbyt powierzchownie i dlatego niejako nasz własny organizm domaga się więcej uwagi - poprzez poczucie głodu? A dając mu więcej uwagi - zaspokajamy potrzeby nie tylko fizyczne, ale i duchowe, co skutkuje większą integracją ciała i duszy, a przez to większą kontrolą nad własnymi odczuciami!

Pozdrawiam i życzę wam wszystkim podobnych sukcesów! Nie w odchudzaniu, ale w integracji ciała i duszy

niedziela, 27 kwietnia 2014

Dieta dzień 28

Dzień 28  28.04.2014

Cóż ...witam po weekendzie! Przyznam się szczerze, że pozwoliłem sobie nieco na drobną rozpustę. Weekendy są dla mnie najtrudniejsze, bo jest więcej czasu, więc i więcej czasu na to by czuć się głodnym. Ale nie ma co narzekać, tylko wracać na z góry upatrzoną ścieżkę,
Na razie cele są osiągnięte, liczby nie kłamią, a samopoczucie jest coraz lepsze, więc JEST OK.

Moja tabelka wygląda tak:


Jak widać dopiero 1/3 drogi za mną, więc jeszcze dużo pracy!
Cyferek pewnie nie widać, więc przytoczę  -  Stan na 28 dzień:
Założony cel: 85,95 kg.
Waga rzeczywista: 83,70 kg. (taka jak i przed weekendem ;(( )
Różnica w stosunku do dnia rozpoczęcia eksperymentu: 5,40 kg.

Na wykresie bardzo mi się podoba ta świąteczna "górka" ... Ciekawe jak będzie po majówce ;) Griliki kuszą ;))



czwartek, 24 kwietnia 2014

Jak schudnąć 5kg w trzy tygodnie?

Dzień 24    24.04.2014

Jak? ..... To proste - NIE ŻREĆ TYLE!


Mój dzisiejszy wynik: 83,8, co w stosunku do wagi 89,1 z 2-go kwietnia daje :

5,3 kg w 22 dni

(a w tym Święta - gdzie nie odmawiałem sobie żadnego dania)

i co Wy na to? Dobry wynik? 
Ostatnio mam kilka spraw na głowie i nie bardzo mam czas by dokładniej opisać Wam wszystko, ale zasadniczo niewiele się zmieniło. Kontynuuję wcześniejszą dietę, a nawet pozwalam sobie na nieco przyjemności (czekoladkę nawet). I staram się korzystać z pogody i chodzić na rolki, rower, siatkówkę i co tylko można by się poruszać. 
Pozdrawiam gorąco i czekam na komentarze ;))

środa, 16 kwietnia 2014

Dieta CUD działa! 3,5 kg w dwa tygodnie!

Dzień 17   17.04.2014

Witajcie ponownie.

Waga wciąż na dobrym kursie. Jestem coraz mniej głodny a coraz bardziej zadowolony z efektów.
To faktycznie działa. Odkąd zacząłem liczyć kalorie to mam efekt następujący:
wieczorem siadam do podliczania całodniowej diety, i okazuje się że jestem poniżej 1000 kcal. wiec ... nagle ta świadomość powoduje tak duży głód, że zazwyczaj jeszcze jakąś kanapeczkę, czy serek zjadam na noc. Wcale nie pasuje mi ten odruch i muszę nad tym popracować. Ale poza tym jest OK.

Poniżej dieta z ostatnich dni:


15.04.2014 kefir 172

jabłko 70

sałatka 350

kanapki 440

jogurt 106





1138






16.04.2014 kefir 172

banany 200

jogurt 150

sałatka 350

ciastko 55

kanapki 336





1263
Jak widać na ciasteczka też sobie regularnie  pozwalam... bo lubię!


poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Dieta c.d...Dzień 15

Dzień 15  15.04.2014

Dla uważniej śledzących przyznam się, że wczoraj po podsumowaniu kalorii, stwierdziłem, że za mało jem i pozwoliłem sobie na jogurcik i dwa ciasteczka, więc jeszcze plus ok. 200kcal.

Sałatki jakie sobie robię wyglądają mniej więcej tak:


Skład jest następujący:
1. Sałata  (tu gotowa mieszanka z rukolą, roszpunką, jakąś czerwoną (??) itp.)
2. twarożek wiejski 100g.
3. oliwki (wg uznania, ja daję kilkanaście)
4. czosnek (uwielbiam, więc daję dwa, trzy ząbki)
5. oliwa z oliwek - 1 łyżka
6. Przyprawy: oregano, ostra papryka, ocet winny, sól)

I to w zasadzie tyle. Polecam gorąco, bo smaczne to i mało kaloryczne, a syte niesamowicie.


A tabelka po dwóch tygodniach wygląda tak:


Czyli: w dwa tygodnie schudłem: 3,5 kg.


niedziela, 13 kwietnia 2014

Dieta c.d...Dzień 14

Dzień 14   14.04.2014

Przygotowałem sobie tabelki z kaloriami. Starałem się zrobić to możliwie dokładnie, ważąc nawet to co miałem w lodówce i spisując kalorie z danych producenta. Jednak nie wszystko mogłem zrobić tak precyzyjnie, więc cześć jest pisana na podstawie danych z sieci.
Moja tabelka wygląda na razie tak:


Crunchy naturalneporcja
100g
439/100g
440
mlekoszklanka
200g
60/100g
120
chlebkromka
26g
215/100g
60
szynkaplaster
15g
250/100g
40
ser żółtyplaster
21g
350/100g
74
kawa nescafe2 łyżki
4g
118/100g
5
twarożek wiejski1 op.
200g
175/100g
350
jogo drink1 op.
400g
74/100g
300
Jo Go1 op.
400g
92/100g
368
kabanosypodwójne pęto15g
611/100g
92
mleko do kawy lightporcja
70g
109/100g
75
banan 1 szt
120g
120/100g
120
kefir robico1 op.
400g
43/100g
172
warzywa1 op.
450g
40/100g
180
activia1 op.
120g
88/100g
106
jedynka1 szt.
50g
237/100g
120
serek łaciatyporcja na kanapkę20g
240/100g
50
jabłkomałe 1 szt.
140g
50/100g
70
oliwkiporcja (1/2 słoiczka)65g
100/100g
65
ciastka belvita1 ciastko
12,5g
440/100g
55
olej z oliwek1 łyżka stoł.
10g
900/100g
90
feta1/2 op.
135g
190/100g
260
sałata1/2 op.
90g
14/100g
13
sajgonka2 szt.
200g
150/100g
300

Jeśli ktoś z was ma jakieś zastrzeżenia co do wartości w tabelce, to piszcie - chętnie porównam i skoryguję.

Ponieważ mam praktycznie żadną wiedzę na temat diet, kalorii itp. to bazowałem na informacjach od znajomej które brzmią:

1. podstawowa przemiana materii - mężczyźni powyżej 35 lat : waga ciała razy 21,6
2. Ponadpodstawowa przemiana materii na pokrycie wydatków energetycznych związana z pracą mięśni: mycie, ubieranie, chodzenie, praca - lekka praca - biurowa - 500kcal
3. dodatkowa aktywność fizyczna minimalnie 4 kcal1 kg wagi, optymalnie 7kcal1 kg

Na tej podstawie obliczyłem sobie :
1. 85x21,6=1836
2. 500
3. 85x5 =425

W sumie : 2761 kcal. - tyle wyszło mi zapotrzebowanie na kalorie.

Zacząłem więc liczyć i wyszły mi takie oto wyniki z dni poprzednich:





data menu kalorie



10.04.2014 jogurt pitny 300

warzywa 180

kefir 172

kanapki z serkiem 300

activia 106





1058






11.04.2014 banan 120

kefir 172

banan 120

sałatka 430

ciastka 110

kanapka 110





1062



12.04.2014 płatki 560

sajgonki 300

jabłko 70

ciastko 55

sałatka 30

kanapki 330

serek 150





1495



13.04.2014 płatki 440

gofer 150

ciastka 110

pizza 700

kanapki 220

jabłka 140





1760

Weekend miałem jak widać pełen rozpusty... ale...

Dziś za to skromnie:


14.04.2014 banan 102

kefir 172

kanapka 110

sałatka 350





734
 Tak skromnie, że chyba skuszę się na kawałek czekolady ;) bo w końcu to dieta a nie głodówka ;)

czwartek, 10 kwietnia 2014

Dieta cd...Dzień 10

Dzień 10. 10.04.2014

Poniżej wykresik i dane z 10 dni.



Poziom tłuszczu jest odczytywany z mojej magicznej wagi cyfrowej, co nie jest zupełnie miarodajne, ale skoro takie dane mam dostępne, to pomyślałem, że nie zaszkodzi się im przyjrzeć.

Co do samej masy ciała, to oczywiście też jest to zagadnienie dość złożone. Wiemy przecież, że kulturyści mają wskaźnik BMI wskazujący na drugi stopień otyłości, mimo tego, że poziom tłuszczu w ich organizmie jest dużo poniżej normy.
Ja oczywiście do nich nie należę ;))
Ale zauważyłem, że przy wzmożonym treningu, zwłaszcza siłowym, zmienia się budowa ciała, przybywa mięśni, spada tłuszczyk, a masa ciała przy takim "odchudzaniu" może nawet wzrosnąć. Bądź co bądź tłuszcz jest lżejszy od mięśni ;))

Na razie jednak spadek masy jest zgodny z założeniami, więc myślę, że nie jest źle.

Zmieniły się po tych 10 dniach również ilości jedzenia jakie powodują kompletne zaspokojenie głodu.
Krótko mówiąc mogę zjeść mniej i wcale nie odczuwać tego najbardziej nieprzyjemnego uczucia ssania w żołądku.

Dla przykładu jeszcze wczorajsza kompletna dieta:
1. śniadanie: kawa z mlekiem
2. drugie śniadanie: duży jogurt z owocami.
3. obiad (choć to tylko w biegu, więc ....): dwie kanapki z ciemnego pieczywa z serkiem
4. podwieczorek: płatki z mlekiem
5. kolacja: serek pół kabanosa.

Do typowego dnia brakuje tu lepszego obiadu, ale wczoraj odbierałem motocykl z warsztatu, potem musiałem odebrać zostawiony tam samochód, i spieszyłem się na siatkówkę, więc nie było czasu na lepszy obiadek, dlatego pojawiły się płatki na podwieczorek.
Zazwyczaj na podwieczorek jadam jakieś owoce: banana, jabłka, winogrona.

Moim największym problemem jest głód późnym wieczorem. Najczęściej ok. 22.00-23.00.
Ale o tym już następnym razem...



Dieta - podstawa filozoficzna


Tytuł górnolotny, a sprawa jest banalnie prosta!
Chciałbym zachęcić was do nieco innego spojrzenia na sprawę diet, ćwiczeń i generalnie wszelkich aktywności które mają przynieść nam jakiś pozytywny skutek.
Otóż moja filozofia jest następująca:

Nie chcę zmiany dlatego, że NIE LUBIĘ SIEBIE,
ale właśnie dlatego że LUBIĘ SIEBIE!!!


Jest to kluczowa zmiana w myśleniu o sobie, która daje nam dostęp do źródła ogromnej energii, wręcz niewyczerpanego źródła motywacji.

Jak to działa?

Działa dość prosto - jeśli nie lubisz siebie, to nie masz dla siebie wystarczająco dużo szacunku i miłości by zrobić coś, co nieraz POZORNIE wymaga ogromnych poświęceń.
Bo czy zrobisz coś takiego dla osoby której nie lubisz? NIE! Bo niby dlaczego?

Natomiast jeśli naprawdę polubisz siebie (użyłbym nawet śmiało określenia "pokochasz siebie", choć niektórym może to trącać narcyzmem, ale nie ma w tym nic złego, wierzcie mi)
wtedy jesteś gotów podjąć "dobrą walkę" jak pisał Paulo Coelho w "Pielgrzymie".
Jesteś gotów, drogi czytelniku, aby zrobić dla osoby którą kochasz wszystko co niezbędne, aby żyło jej się lepiej! Czy nie jest to naturalnym i jakże pozytywnym odruchem każdego z nas, aby uszczęśliwić osobę którą kochamy?
Dlaczego więc nie zastosować tego samego mechanizmu w stosunku do samego siebie?!

Co to daje?

Daje to wiarę, nadzieję i moc każdego dnia.
Kiedy tylko dopada Cię np. głód - wiesz, że naprawdę dobre dla Ciebie nie jest nażarcie się i uśmierzenie tego głodu. Bo wiesz, że osoba którą kochasz - TY SAM, bedziesz mieć z tego powodu straty (otyłość, choroby, złe samopoczucie, wyrzuty sumienia itp.).
Więc robisz to co należy - jabłuszko, pół litra wody mineralnej i .... za moment już nie cierpisz! Głód mija!

I tu kolejna ważna, BARDZO WAŻNA, sprawa!

GŁÓD MIJA!

Nie jest to permanentne uczucie, z którym czeka nas walka do śmierci! NIE!
Jest to stan chwilowy, przejściowy i całkiem naturalny!
Nasz oganizm daje nam INFORMACJĘ, że brakuje mu czegoś co do tej pory dostawał.
Co nie znaczy, że od razu musi to dostać! Głód nie zabija, nie boli, nie jest czymś nie do wytrzymania!
Jest to zwykła informacja!!! Która przyjmujemy do wiadomości i w pełni świadomie podejmujemy decyzję o tym, aby podjąć działania w tym zakresie!
Jakie to działania - to zależy od nas. Możemy się nażreć, albo delikatnie coś przekąsić zdrowego, albo napiś się tylko wody, albo np. zdecydować, że zjem dopiero za godzinę.
Takie przedłużanie odstępów między kolejnymi posiłkami - jest oczywiście tylko doraźne i należy stosować tylko w tych chwilach, gdy głód zauważamy między posiłkami, bo żelazną zasadą jest oczywiście możliwie stała pora posiłków.

To jest jedna z trudniejszych sztuk do opanowania - pogodzenie się z faktem, że głód występuje, jest naturalny, jest tylko informacją i NA PEWNO MINIE!

Jeszcze jeden fakt który ułatwia takie działania - głód z każdym dniem będzie słabszy!

Będzie występował rzadziej i będzie mniej nasilony.

Z czasem jeśli zadbacie o prawidłowe pory i skład posiłków - przestanie występować!

A to wszystko dlatego, że nasz organizm przyzwyczai się do prawidłowego odżywiania, do regularnych ćwiczeń, do WSZYSTKIEGO możemy się przyzwyczaić, zaadoptować, zmienić się!

Życzę wam powodzenia w LUBIENIU SIEBIE!

c.d.n.

środa, 9 kwietnia 2014

Dieta cd...Dzień 9

Dzień 9. 09.04.2014

Oto moje obiadki:







Wiem, że wyglądają monotematycznie, ale odpowiednio doprawione są całkiem niezłe.
Generalnie jak widać nie ma tu nic nadzwyczajnego. Warzywa i serek twarogowy.
Taki obiadek jadam na zmianę z sałatkami, na bazie wszelkich roszpunek, rukoli itp. z oliwkami (które uwielbiam, bazylią, czosnkiem i octem winnym)


c.d.n.


wtorek, 8 kwietnia 2014

Jak skutecznie schudnąć w 3 miesiące?

Dzień 8. 09.04.2014

Witam serdecznie ponownie!
Właśnie zaczynam kolejny eksperyment na moim ulubionym króliku doświadczalnym, czyli na sobie!

Tym razem DIETA CUD!

Plan jest mniej więcej taki jak rok temu - czyli 10kg w 3 m-ce.


Na razie idzie zgodnie z planem, ale początek nie jest jeszcze najtrudniejszy!

Będę informował na bieżąco o  wszystkim, czyli m.in.: dieta, motywacja, pomysły na głód, jak się polubić, co jem a czego nie jem.


Dzień 9. 09.04.2014


Oto moje obiadki:







Wiem, że wyglądają monotematycznie, ale odpowiednio doprawione są całkiem niezłe.
Generalnie jak widać nie ma tu nic nadzwyczajnego. Warzywa i serek twarogowy.
Taki obiadek jadam na zmianę z sałatkami, na bazie wszelkich roszpunek, rukoli itp. z oliwkami (które uwielbiam, bazylią, czosnkiem i octem winnym)


Dzień 10. 10.04.2014

Poniżej wykresik i dane z 10 dni.



Poziom tłuszczu jest odczytywany z mojej magicznej wagi cyfrowej, co nie jest zupełnie miarodajne, ale skoro takie dane mam dostępne, to pomyślałem, że nie zaszkodzi się im przyjrzeć.

Co do samej masy ciała, to oczywiście też jest to zagadnienie dość złożone. Wiemy przecież, że kulturyści mają wskaźnik BMI wskazujący na drugi stopień otyłości, mimo tego, że poziom tłuszczu w ich organizmie jest dużo poniżej normy.
Ja oczywiście do nich nie należę ;))
Ale zauważyłem, że przy wzmożonym treningu, zwłaszcza siłowym, zmienia się budowa ciała, przybywa mięśni, spada tłuszczyk, a masa ciała przy takim "odchudzaniu" może nawet wzrosnąć. Bądź co bądź tłuszcz jest lżejszy od mięśni ;))

Na razie jednak spadek masy jest zgodny z założeniami, więc myślę, że nie jest źle.

Zmieniły się po tych 10 dniach również ilości jedzenia jakie powodują kompletne zaspokojenie głodu.
Krótko mówiąc mogę zjeść mniej i wcale nie odczuwać tego najbardziej nieprzyjemnego uczucia ssania w żołądku.

Dla przykładu jeszcze wczorajsza kompletna dieta:
1. śniadanie: kawa z mlekiem
2. drugie śniadanie: duży jogurt z owocami.
3. obiad (choć to tylko w biegu, więc ....): dwie kanapki z ciemnego pieczywa z serkiem
4. podwieczorek: płatki z mlekiem
5. kolacja: serek pół kabanosa.

Do typowego dnia brakuje tu lepszego obiadu, ale wczoraj odbierałem motocykl z warsztatu, potem musiałem odebrać zostawiony tam samochód, i spieszyłem się na siatkówkę, więc nie było czasu na lepszy obiadek, dlatego pojawiły się płatki na podwieczorek.
Zazwyczaj na podwieczorek jadam jakieś owoce: banana, jabłka, winogrona.

Moim największym problemem jest głód późnym wieczorem. Najczęściej ok. 22.00-23.00.
Ale o tym już następnym razem...




c.d.n.